Przyznacie, że termin „rozdział piąty” nie stał się skrótem myślowym. Sądzę, że w ogóle mało komu z czymkolwiek się kojarzy, a powinien – ktoś rozpoczyna dyskusję o działaniach Sejmu, rządu, samorządu, a słuchacze ze znawstwem kiwają głowami: „Aha, rozdział piąty, no tak, tak...”.

Przecież w tym rozdziale (autorzy Ryszard Balicki, Jarosław Gwizdak, Fryderyk Zoll) wydanej rok temu książki „Umówmy się na Polskę” zawarto niedające się zastąpić drogowskazy powrotu Polski do demokratycznej normalności. Nawet nie tyle powrotu, ile zbudowania demokracji – po klęsce lat 2015–2023.

„Umówmy się na Polskę”, napisana przez 28 osób – niechętnych PiS lub wręcz mu wrogich – stanowiła manifest wskazań ważnych dla reformatorów kraju „po PiS”. Dzieło miało swoje komentatorskie pięć minut. Nawet trochę się o nie spierano. Ale kiedy tylko Koalicja 15 października zobaczyła słupki wyborcze, przestała udawać, że coś czyta. „Umówmy się...” zawiera m.in. bardzo ważny moment refleksji decentralizacyjnych. Czy byli państwo świadkami, by ktoś z kandydatów na dowolne samorządowe stanowisko w ostatnich wyborach choćby zająknął się na ten temat? Może dlatego, że autorzy książki postulują budowę demokracji z prawdziwego zdarzenia, a gros polityków tworzących dzisiejszy pierwszy garnitur rządowy i opozycyjny to szczerzy zwolennicy półdemokracji. Systemu, w którym władza – akurat panująca – ma w praktyce możliwości działania większe, niż wynikałoby to z zapisów prawa podświetlonych dobrymi, demokratycznymi obyczajami. Ma być na chama i na rympał – i na wozie albo pod wozem, co poradzić.

„Jedyną drogą do przywrócenia w Polsce stabilnej demokracji konstytucyjnej jest podjęcie przez wszystkie siły polityczne próby zawarcia kompromisu konstytucyjnego. Tak – wszystkie siły – to znaczy również reprezentantów rządzącej w chwili pisania tego tekstu prawicy” – odważnie pisali autorzy piątego rozdziału. „Niezależnie od skali zwycięstwa dzisiejszej opozycji konieczne będzie zwołanie Nowego Okrągłego Stołu skoncentrowanego na ustaleniu brzegowych warunków dotyczących respektowania podstawowych norm konstytucyjnych” – pisali, przypomnę, wiosną 2023 r. Dobrze przewidzieli wyniki październikowych wyborów, ale cokolwiek nietrafnie przewidzieli intencje zwycięzców: „Dla Okrągłego Stołu nie ma alternatywy...”. No, jest – władza półdemokratyczna, karmiąca się (zupełnie jak jej poprzedniczka) chaosem i neurotycznymi poczynaniami.

„Bez kompromisu konstytucyjnego każda kolejna władza będzie się starała odwrócić nawet najlepsze reformy, podważając prawa sędziów i delegitymizując cały system” – to znowu przepowiednia, zapewne trafna. Rządzący Polską uznali, że prawica po prostu ulegnie w czarodziejski sposób dekompozycji i rozpadowi. Zatem będzie można przez lata robić, co się chce, wyborcom podrzucając od czasu do czasu jakąś akcję policji przeciwko chorym na raka lub wojnę Hołowni z Żukowską. Wynik wyborów samorządowych (PiS – 34 proc.!) pokazuje, że władza będzie jednak przechodzić z rąk do rąk. Jaka władzę chcemy dać prawicy? A potem znowu lewicy? ©Ⓟ