- Informacje powinniśmy otrzymywać jako pierwsi i od naszego rządu - mówi Ewa M. Marciniak, prof. UW, politolożka z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW, zajmuje się psychologią polityki

Wybuch w Przewodowie miał miejsce po godz. 15. Pierwsze komunikaty rządu w tej sprawie pojawiły się dopiero kilka godzin później. Jak oceniać tę ciszę?
Faktycznie, tuż po ustaleniu tego faktu ciężar komunikacji przejęły media. Miała ona rozproszony charakter, bo dziennikarze zapraszali wielu różnych ekspertów, z których każdy miał swoją koncepcję wyjaśnienia incydentu. U odbiorców mógł powstać chaos informacyjny. Tymczasem w ewidentnie kryzysowej sytuacji to państwo powinno objąć przywództwo i jasno komunikować, co, gdzie i kiedy się działo. Prawdopodobnie długa cisza ze strony rządowej była spowodowana szacowaniem ryzyka związanego z posługiwaniem się niepotwierdzonymi informacjami. Zapewne uznano, że lepiej powstrzymać się od mówienia, niż później korygować skutki ewentualnych błędów.
Jeśli premier powiedziałby na początku, że to rakieta wystrzelona przez Rosjan, mogłoby to stanowić punkt zwrotny w wojnie?
Tak, miałoby to ogromne konsekwencje polityczne. Proszę zauważyć, jak szybko w mediach społecznościowych pojawiły się żądania, by uruchomić działania na podstawie art. 5 NATO.
Zupełny brak komunikacji mógł za to wywołać panikę.
Ewa M. Marciniak, prof. UW, politolożka z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW, zajmuje się psychologią polityki / Materialy prasowe
Oczywiście, w sytuacji deficytu informacji bardzo łatwo uruchomić machinę propagandy i teorie spiskowe, które mają zasiać niepokój w społeczeństwie. O to chodzi kremlowskim trollom. Aby nie wprowadzać niepotrzebnego niepokoju, kluczowa jest tu nie tylko informacja o tym, co zaszło w Przewodowie, lecz także komunikacja ryzyka. Aby przeciwdziałać panice, członkowie rządu powinni jasno określić, co incydent znaczy dla różnych obszarów Polski - dla kogo ryzyka z nim związane są duże, dla kogo mają ograniczony charakter. W dodatku konieczne jest też pokazanie, jakie są instrumenty i procedury funkcjonowania w takich sytuacjach.
Duża część informacji, jakie do nas docierają, pochodzi spoza Polski. Czy tak powinno to wyglądać?
Z jednej strony mamy poczucie, że nie powinno, bo - jak wcześniej powiedziałam - informacje powinniśmy otrzymywać jako pierwsi i od naszego rządu. Ale z drugiej strony pokazuje to, że jesteśmy elementem Sojuszu Północnoatlantyckiego, że jesteśmy w konstruktywnych relacjach z USA. Być może pomaga to budować poczucie bezpieczeństwa w sytuacji poważnego kryzysu i pojawiającego się ryzyka.
Jak w kolejnych dniach powinna przebiegać komunikacja z obywatelami?
Uważam, że informacji powinni udzielać na bieżąco minister obrony narodowej i premier oraz prezydent, na pewno nie rzecznik rządu. Można by przyjąć np. formułę konferencji prasowej co kilka godzin, ale koniecznie takiej, na której dziennikarze mogą zadawać pytania. Ważne, by zaangażować też kanały w social mediach, bo to przez nie wielu ludzi dziś zdobywa wiedzę. Kluczowe jest mówienie prawdy, a informacje powinny być przekazywane możliwie szybko. Oczekujemy, że administracja, która służy państwu, powinna mieć wiedzę szybciej niż agencje prasowe. ©℗
Rozmawiała Anna Wittenberg