W pseudoreferendum aneksyjnym w okupowanym Mariupolu głosują nie mieszkańcy, a obywatele Rosji - pracownicy działających w mieście rosyjskich firm-podwykonawców - poinformował we wtorek Petro Andriuszczenko, doradca lojalnego wobec Kijowa mera tego miasta.

"Obywatele Rosji nie ukrywają, że decydują o losie 'głosowania' w ukraińskim Mariupolu" - powiedział Andriuszczenko, którego cytuje portal Ukrinform. Urzędnik powiedział, że rosyjskich pracowników sprowadzono na głosowanie po to, by stworzyć pozór wysokiej frekwencji.

Andriuszczenko poinformował w komunikacie na serwisie Telegram, że mieszkańcy Mariupola otrzymują wezwania do wojskowych komend rejonowych, czyli są mobilizowani na wojnę z Ukrainą. "Ukryta mobilizacja trwała w mieście od dawna, mieszkańcy dostawali SMS-y z propozycjami pracy w tzw. zmilitaryzowanych służbach państwowych. A w wyniku fake-referendum będzie to robione jawnie" - zauważył zastępca mera.

Wezwał obywateli, by wyjeżdżali z miasta i nie ryzykowali życiem. "Najważniejsze, co jest Rosjanom potrzebne, to mięso armatnie do osłonięcia pozycji, z których oni uciekają z powodu kontrofensywy armii ukraińskiej" - napisał Andriuszczenko. (PAP)