Uspójnienie dokumentów strategicznych z sytuacją rynkową oraz celami klimatycznymi UE, rewizja harmonogramu wygaszania energetyki węglowej, przegląd planowanych inwestycji związanych z paliwami kopalnymi i ułatwienia dla rozwoju OZE – to główne rekomendacje Międzynarodowej Agencji Energii (MAE) z obszernego raportu na temat polityki energetycznej Polski. Zalecenia agencji są zbieżne z propozycjami opisanymi w ubiegłorocznej ankiecie przeprowadzonej przez DGP wśród ekspertów.
Zdaniem minister klimatu i środowiska Anny Moskwy są one także zbieżne z kierunkami prowadzonej przez rząd aktualizacji polityki energetycznej do 2040 r. (PEP2040). Założenia zmian w dokumencie, przyjęte pod koniec marca, określają m.in. zwiększenie nacisku na oszczędzanie energii oraz rozwój źródeł odnawialnych, które w 2040 r. mają odpowiadać za około połowę krajowego wytwarzania (wobec ok. 17 proc. w roku 2021). W krótkim okresie ich szybsza integracja ma zaś wspomóc derusyfikację. Zrewidowane mają zostać także plany daleko idącej rozbudowy energetyki gazowej. Jak podkreślała podczas ubiegłotygodniowej prezentacji raportu MAE minister klimatu, rewizja PEP2040 to nie tylko skutek wojny, lecz także „bardzo dynamicznego” rozwoju energetyki, zwłaszcza tej odnawialnej.
Reklama
Rządowe plany mają też drugą stronę. To m.in. zwiększenie roli istniejących jednostek węglowych – w średnim okresie to one, a nie planowane bloki gazowe, mają odgrywać rolę głównej rezerwy stabilizującej polski system energetyczny. – Widzimy konieczność zwiększenia ilości OZE – mówiła, zastrzegając, że tzw. miks będzie nadal stabilizowany przez węgiel, gaz, a w przyszłości atom – mówiła Moskwa.
To niekoniecznie podoba się ekspertom. Jak podkreślał dyrektor MAE Fatih Birol, doraźny wzrost wykorzystania węglówek jest zrozumiały w obliczu wojny i konieczności zapewnienia bezpieczeństwa dostaw energii. W kolejnych latach rząd powinien jednak powrócić – według niego – na ścieżkę dekarbonizacji energetyki, która wiązać się będzie z koniecznością wygaszania tego typu jednostek.

Reklama
Nie wiadomo jeszcze, jak oparty na tych założeniach dokument i planowana w nim ścieżka transformacji będzie wyglądała w szczegółach. Szefowa resortu klimatu podkreśla jednak związek pomiędzy zmianami w rządowej strategii a innym flagowym elementem rządowej „zielonej korekty”, jakim są zmiany w ustawie odległościowej, mające odblokować rozwój lądowej energetyki wiatrowej. Projekt, który ma pogodzić oczekiwania zwolenników liberalizacji z zabezpieczeniem interesów społeczności lokalnych, ma zostać jeszcze w tym tygodniu przekazany przez resort klimatu do Komitetu Stałego Rady Ministrów, a w czerwcu ma uzyskać akceptację całego rządu i zostać skierowany do Sejmu. Mniej więcej w tym samym czasie tempa mają nabrać prace nad aktualizacją PEP2040.
Na drodze rządowych planów odblokowania rozwoju energetyki wiatrowej i – co za tym idzie – szerszej korekty kursu w energetyce może stanąć jednak polityka. Odejście od zasady 10H budzi bowiem opór części sejmowego klubu PiS. Otwarcie sprzeciw deklaruje m.in. były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. – Nie jestem zwolennikiem łamania pewnego miru społecznego tylko po to, żeby ktoś na tym zarobił. Wiem, że w PiS jest bardzo wiele wątpliwości i uwag odnośnie do takiego prostego zawieszenia bardzo oczekiwanych przecież przepisów z 2016 r. ograniczających lokowanie nowych wiatraków. Nie wydaje mi się, żeby to miało być automatyczne głosowanie, jest bardzo wiele wątpliwości – mówi DGP.
Inny polityk PiS mówi nam jednak, zastrzegając anonimowość, że o ile wobec „zbyt daleko idących” planów liberalizacji opór w klubie na pewno będzie, o tyle nie wyklucza, że jeśli prawa społeczności zostaną w jakiś sposób zagwarantowane i nie będzie pola do „zbyt dużej samowolki” lokalnych wójtów i burmistrzów, kompromis będzie możliwy do osiągnięcia. – To, że ktoś mówi na tym etapie bardzo twarde i stanowcze „nie”, może być tylko stanowiskiem wyjściowym, które będzie wstępem do dalszych negocjacji. Jeżeli to będą dobrze przygotowane przepisy, dobrze komunikowane na zewnątrz i wewnątrz klubu, pole do rozmów jest – uważa.
W resorcie klimatu słyszymy z kolei, że zakłada się tam, że uzyskanie poparcia sceptyków dla projektu będzie kwestią przyjęcia pewnych poprawek na etapie prac sejmowych. – Ten projekt nie jest odwróceniem obecnych regulacji o 180 stopni. Ostatecznie decyzje będą podejmować lokalne społeczności – przekonuje nasz rozmówca w MKiŚ. Wskazuje jednocześnie, że brak poparcia części PiS nie musi stanowić problemu, biorąc pod uwagę, że reforma powinna bez problemu uzyskać poparcie większości posłów opozycji. – Niezrozumiałe byłoby, gdyby Koalicja Obywatelska czy Lewica, które nieraz podnosiły wobec rządu zarzuty zablokowania rozwoju wiatraków na lądzie, nie poparły projektu, który ten rozwój ułatwi – ocenia przedstawiciel resortu. A jak podkreśla, zmiany w ustawie odległościowej mają też poparcie premiera.
O tym, że większość opozycji powinna poprzeć zmiany, mówi nam Maciej Konieczny, poseł Lewicy, który zasiada w sejmowej komisji energii. – Trzeba będzie zobaczyć, co ostatecznie znajdzie się w projekcie, ale jeżeli da on szanse na realne odblokowanie rozwoju lądowej energetyki wiatrowej, nie wyobrażam sobie jej nie poprzeć, oczywiście pracując nad nią wcześniej w Sejmie. Ta reforma była postulowana przez niemal całą opozycję i jest już i tak bardzo spóźniona – komentuje Konieczny. ©℗