Zakup ogłoszono w lipcu ubiegłego roku, gdy do jednostki 1 Warszawskiej Brygady Pancernej w Wesołej przyjechali wicepremier Jarosław Kaczyński oraz minister obrony Mariusz Błaszczak. I choć poufne rozmowy na ten temat trwały z Amerykanami już co najmniej od kwietnia 2021 r., informacja była dużym zaskoczeniem. Dzień po konferencji oficjalnie przesłano zapytanie w ramach procedury Foreign Military Sales, według której amerykański rząd sprzedaje uzbrojenie rządom innych państw. Po szczegółowych negocjacjach i zgodzie Kongresu Stanów Zjednoczonych dziś minister Błaszczak ma podpisać finalną umowę. Zakup obejmuje czołgi Abrams M1A2 SEPv3, ale także pakiety logistyczny i szkoleniowy (w tym symulatory).
Kiedy nowe czołgi trafią do Polski? Na początku grudnia Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych poinformowało, że pierwsze 28 sztuk trafi do nas jeszcze w 2022 r. To będą egzemplarze, na których polscy żołnierze mają się szkolić. Nieoficjalnie wiadomo, że większe dostawy przewidziane są na lata 2025 i 2026, ale szczegóły zostaną ogłoszone dziś. Zawarta w umowie cena będzie podana w dolarach amerykańskich, ostatnie płatności powinny być uregulowane w 2026 r. W Ministerstwie Obrony Narodowej nie ma procedury, która by zabezpieczała przed ryzykiem kursowym, ale harmonogram spłat przewiduje, że można płacić wcześniej – co robiliśmy m.in. przy zakupie zestawów Patriot. To daje możliwość dokonywania opłat przy bardziej korzystnym kursie wymiany dolara na złotówkę, choć trudno takie rozwiązanie traktować jako systemowe zabezpieczenie przed ryzykiem kursowym.
Reklama
Pojazdy mają trafić na wschód Polski do 18 Dywizji Zmechanizowanej. – Największą zaletą zakupu abramsów jest drastyczne zwiększenie zdolności wojsk pancernych w krótkim czasie – tłumaczy ppłk Krzysztof Płatek, rzecznik prasowy Agencji Uzbrojenia uczestniczącej w postępowaniu zakupowym. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, można założyć, że ok. 2028 r. Wojsko Polskie będzie miało operacyjne cztery bataliony nowych, nowoczesnych czołgów, co stanowi dużą siłę. Zapewnienie tak dużych dostaw w stosunkowo krótkim czasie przez konkurencyjnych producentów wydawało się mało prawdopodobne. W porównaniu do pierwszych oficjalnych informacji zmieniła się także amunicja, którą mamy pozyskać – teraz jest nowocześniejsza. Na plus należy także zaliczyć to, że czołgi będą interoperacyjne z pojazdami armii amerykańskiej, które już niedługo będą składowane w magazynie APS w Powidzu, co potwierdza ppłk Płatek.
Ale zakup abramsów budzi także liczne kontrowersje. Jak już pisaliśmy na naszych łamach, dziwić może tryb, w jakim pozyskaliśmy ten sprzęt – robimy to w ramach pilnej potrzeby operacyjnej, czyli de facto dochodzi do zakupu z wolnej ręki i przy braku konkurencyjnych ofert. W tym wypadku duże znaczenie miała polityka i to, że pojazdy są produkowane w Stanach Zjednoczonych. Niejako naturalnym wyborem byłyby dla Polski niemieckie czołgi Leopard 2A7, ponieważ w Wojsku Polskim służą już wersje 2A4 i 2A5. Ale oprócz tradycyjnych problemów politycznych na linii Warszawa–Berlin źle układała się także polsko-niemiecka współpraca przy modernizacji leopardów 2A4 realizowana we wchodzącym w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej Bumarze. Opóźnienia sięgają już kilku lat.
Problematyczne w zakupie abramsów jest także to, że przy produkcji tych czołgów w żaden sposób nie skorzysta polski przemysł zbrojeniowy. To stracona szansa na głęboką modernizacją zakładów pancernych w PGZ. Nieoficjalnie można usłyszeć w wojsku, że kontynuowany ma być także program „Wilk”, czyli pozyskanie czołgu nowej generacji, przy produkcji którego duży udział ma mieć polski przemysł obronny. Doświadczenia lat ubiegłych pokazują jednak, że wdrażanie nowych programów przez resort obrony to proces podlegający wielu nieoczekiwanym i trudnym do wyjaśnienia zmianom.
Olbrzymim wyzwaniem dla Wojska Polskiego będzie także zbudowanie od podstaw zabezpieczenia logistycznego dla abramsów. Polscy żołnierze korzystają ze wspominanych czołgów z rodziny Leopard i jeszcze posowieckich T-72 oraz ich następców T-91 Twardy. Teraz dochodzi trzeci typ pojazdów.
Wreszcie trzeba wspomnieć, że amerykańskie czołgi są bardziej paliwożerne niż ich konkurenci, co znacznie zwiększy koszty ich codziennego użytkowania. Warto pamiętać, że koszt zakupu, czyli 20–25 mld zł, to ok. 30 proc. środków, które wydaje się podczas całego cyklu życia danego uzbrojenia.