Jeden zestaw składa się z mobilnej wyrzutni startowej, wozu logistycznego, naziemnej stacji kontroli i ośmiu obserwacyjnych bezzałogowców. Każdy z nich waży ok. 150 kg i z założenia ma się utrzymywać w powietrzu co najmniej 12 godzin. Jak informuje resort obrony na swojej stronie, „jest to system służący do długotrwałego prowadzenia rozpoznania obrazowego na rozległym obszarze, w różnych warunkach terenowych, klimatycznych, w dzień i w nocy”. Umowa w ramach programu Orlik przewiduje zakup pięciu takich zestawów.
Dokument został podpisany w listopadzie 2018 r. pomiędzy podległym resortowi obrony Inspektoratem Uzbrojenia (dziś Agencja Uzbrojenia) a konsorcjum spółek Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Jej wartość to prawie 790 mln zł. Dokument podpisano, uwzględniając tzw. Podstawowy Interes Bezpieczeństwa Państwa, co w tym wypadku oznaczało, że spółki PGZ nie miały żadnej konkurencji. Tak o sprawie wypowiadał się prezes konkurencyjnej Grupy WB. – Projekt Orlik został podpisany z pominięciem możliwości pozyskania oferty od spółki WB Electronics. Gdybyśmy przegrali w otwartym postępowaniu cenowo czy technicznie, to można by powiedzieć, że nie żal. To byłaby po prostu przegrana. Ale mamy do czynienia z sytuacją, w której Ministerstwo Obrony Narodowej mimo naszych wielokrotnych próśb nie dopuściło nas do złożenia oferty w postępowaniu – wyjaśniał Piotr Wojciechowski w wywiadzie dla DGP. Z e-maili ministra Michała Dworczyka opublikowanych na portalu poufna rozmowa.com wiadomo, że ta sprawa budziła kontrowersje także w rządzie.