Reklama

O postanowieniu, które zapadło jeszcze w poprzednim roku poinformował sam poseł. Informację potwierdziła w środę PAP prezes Sądu Rejonowego Katowice-Wschód Magdalena Rzaska, która dodała, że postanowienie jest niezaskarżalne.

Do zajść, które badał sąd doszło przed katowicką katedrą podczas demonstracji przeciwko orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, która zgromadziła się w Katowicach 24 października 2020 r. W trakcie manifestacji doszło do przepychanek z policją, w trakcie których - według posła - został on brutalnie i bezprawnie zatrzymany przez policję. Policjanci odpowiadają, że to Kopiec był agresywny, a o tym, że jest posłem dowiedzieli się dopiero po jego wylegitymowaniu.

"Postanowienie stwierdza, że doszło do zatrzymania, a nie (jak kłamali w mediach przedstawiciele Policji) legitymowania, policjanci obezwładnili mnie, użyli siły fizycznej, wyprowadzili poza kordon umundurowanych policjantów, założyli kajdanki na ręce i wyprowadzili do radiowozu, zatrzymanie było nieprawidłowe (...)" - napisał poseł na Facebooku.

Jak dodał Kopiec, nie sporządzono protokołu jego zatrzymania, nie został też poinformowany o przyczynach zatrzymania, pouczony o uprawnieniach przysługujących osobie zatrzymanej, w tym prawie do skorzystania z adwokata lub radcy prawnego, a o zatrzymaniu nie został powiadomiony Marszałek Sejmu. Poseł przekonuje, że policjanci mieli jego legitymację poselską przed oczami już po trzech minutach od założenia mu kajdanek na ręce, gdy leżał na asfalcie. "Doskonale wiedzieli, kogo wywożą z protestu" - zaznaczył.

W rozmowie z PAP polityk zaznaczył, że w prokuraturze toczy się postępowanie, które ma wykazać czy funkcjonariusze policji podczas interwencji nie przekroczyli swoich uprawnień. "Samo postanowienie sądu nie jest dla mnie satysfakcjonujące, ponieważ jeszcze żadna z osób, które w mojej opinii dopuściły się przekroczenia uprawnień, nie została ukarana. Ja walczę o to, by policjanci w Polsce działali zgodnie z literą prawa i żeby nie popełniali takich nadużyć, na jakie wskazał też sąd" - powiedział. Zapowiedział też, ża zamierza wystąpić na drogę cywilną.

Rzeczniczka katowickiej policji podkomisarz Agnieszka Żyłka potwierdziła w rozmowie z PAP, że sąd częściowo uwzględnił zażalenie posła, uznając że został on zatrzymany, a nie – jak podawała wcześniej komenda – był tylko legitymowany. Żyłka powtórzyła, że policjanci podejmujący czynności nie wiedzieli, że mają do czynienia z posłem – okazało się to dopiero po sprawdzeniu jego legitymacji. "Sąd uznał, że zatrzymanie było legalne i zasadne, ale jednocześnie nieprawidłowe, gdyż nie sporządzono protokołu zatrzymania. Z czynności legitymowania powinien być sporządzony druk" - powiedziała policjantka.

Jak dodała, powołując się na ustalenia postępowania, Kopiec podczas manifestacji "nie realizował czynności, które stanowiłoby działalność wchodzącą w zakres sprawowania mandatu posła", a jego zachowanie, spowodowane działaniem policjantów wobec innego uczestnika demonstracji cechowało się "agresją i dynamiką" - chodziło, jak dodała, o napieranie na policjantów, szarpanie za tarcze i przepychanie.

Według policji, to poseł mógł złamać prawo poprzez naruszenie nietykalności policjanta lub ewentualnie zmuszanie do zaniechania podjęcia czynności służbowej. Także w tej sprawie trwa postępowanie, z wniosku policji – powiedziała Żyłka, dodając że posła chroni immunitet. Kopiec odpowiada, że mimo ponad roku od manifestacji nie dostał wezwania na żadne przesłuchanie, a do gabinetu marszałka Sejmu nie wpłynęła żadna informacja.

Krótko po incydencie policjanci przekonywali, że poseł nie został de facto zatrzymany. W opublikowanym wówczas komunikacie napisali, że do zajścia doszło, kiedy funkcjonariusze interweniowali wobec 18-latka, który naruszył przepisy prawa. "Pomimo nadawanych komunikatów policyjnych o konieczności zachowania zgodnego z prawem, mężczyzna w żółtej kurtce popychał policjantów, kopał i szarpał za tarcze oraz mundury, stając się coraz bardziej agresywnym wobec policjantów" - opisywała śląska komenda, zaznaczając, że jeszcze wówczas funkcjonariusze nie wiedzieli, że ów mężczyzna jest posłem.

"W celu niedopuszczenia do eskalacji agresji tłumu osób znajdujących się w pobliżu, mężczyzna został obezwładniony i doprowadzony do radiowozu w celu wylegitymowania. Ze względu na zgromadzony tłum, przemieszczono się radiowozem na parking Komendy Miejskiej Policji w Katowicach, gdzie przeprowadzono legitymowanie. Wtedy okazało się, że mężczyzna jest posłem na Sejm. Po potwierdzeniu jego danych, policjanci zakończyli czynności, a poseł opuścił radiowóz" - dodała śląska policja.

Sam Kopiec relacjonował, że kiedy przed katedrą zobaczył człowieka wyciąganego z grupy protestujących przez policję, podszedł do policjantów i zapytał, jaki jest powód zatrzymania. Jak zapewnia, już wtedy mówił, że jest posłem i nie był agresywny. W pewnym momencie został powalony na ziemię, skuty i zabrany do radiowozu.

Polityk zaprzeczał, że nie chciał się wylegitymować. Zaznaczył, że po zatrzymaniu nie miał jak tego zrobić, ponieważ był skuty. Jak przekonywał, stawał "w obronie obywatela, który miał 18 lat i był w kordonie 15 funkcjonariuszy policji". Kopiec podkreśla, że ustawa o wykonywaniu mandatu posła pozwala mu na wykonywanie interwencji poselskich względem funkcjonariuszy służb, którzy podejmują czynności wobec obywateli i podczas manifestacji działał w takim trybie.

Kiedy w listopadzie 2020 r. do sądu trafiło zażalenie, pełnomocniczka Kopca mec. Natalia Klima-Piotrowska przypomniała, że zgodnie z przepisami posła można zatrzymać tylko w ściśle określonych sytuacjach - na gorącym uczynku popełnienia przestępstwa, gdy jest to niezbędne do zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania. Musi być o tym zawiadomiony niezwłocznie Sejm. Jak dodała, posła nie można pociągnąć do odpowiedzialności za wszelkie czynności, które wchodzą w wykonywanie jego mandatu poselskiego.(PAP)

autor: Krzysztof Konopka

kon/ mark/