Opieratiwnaja sjomka to w swobodnym tłumaczeniu kamera czy też nagrywanie operacyjne – praktyka polegająca na uwiecznianiu przez służby specjalne Rosji lub Białorusi wydarzeń, które mogą posłużyć w przyszłości jako materiał kompromitujący (kompromat) lub dowód w sądzie.

Opieratiwnają sjomkę wysyła się na protesty, by filmować twarze uczestników. Instaluje się ją w pomieszczeniu, w którym odbywa się spotkanie opozycjonistów. Wysyła na improwizowaną konferencję prasową polityka, który wyszedł właśnie z przesłuchania w Komitecie Śledczym. Korzysta z niej również Państwowy Komitet Pograniczny Republiki Białorusi (PKPRB) – elitarna służba specjalna, która odgrywa obecnie kluczową rolę w kryzysie z udziałem przybyszów z Bliskiego Wschodu i Azji. Dobrym obyczajem w prasie było niekorzystanie z tego typu materiałów. Przede wszystkim dlatego, że nagrania sporządzone przez instytucje takie jak KGB, FSB, PKPRB czy Komitet Śledczy Republiki Białorusi służą przede wszystkim do realizacji zadań tych instytucji, a nie do ustalania prawdy. W ubiegły czwartek jedna z prywatnych, polskich telewizji w głównym wydaniu serwisu informacyjnego bez żenady skorzystała jednak z doniesień PKPRB, aby uderzyć w polską Straż Graniczną.
Do potwierdzenia narracji o tym, że funkcjonariusze łamią prawo, posłużyły „setki” wyprodukowane przez instytucję, w której przez wiele lat karierę robił kapitan Wiktar Łukaszenka, syn dyktatora i jego prawa ręka w kwestiach bezpieczeństwa. Syn prezydenta musi mieć niezły ubaw, gdy ogląda sceny z polskiej granicy. To ludzie tacy jak on zaprojektowali „operację uchodźca” i zbudowali biura turystyczne kontrolowane przez KGB, które za pieniądze sprowadzają ludzi z Iraku, Jemenu czy Afganistanu. Właśnie tacy jak kapitan Łukaszenka otworzyli na Telegramie kanały i obiecali obcokrajowcom świetlaną przyszłość w Unii Europejskiej. To w końcu oni zorganizowali most powietrzny z Bagdadu do Mińska floty boeingów 777, którymi dostarczano przybyszów, których stać było na udział w tej maskaradzie. W trwającym właśnie festiwalu odkrywania zbrodni, których dopuszcza się polska Straż Graniczna i wojsko nie znajdziemy jednak tych informacji. Na pierwszym planie jest zły los biednych ludzi i bohaterska dostawa kilku pizz przez posłów polskiego Sejmu.
W sporze o granicę wszystko zostało postawione na głowie. Głównym obiektem zainteresowania nie jest przyczyna – reżim, który wyreżyserował kryzys migracyjny – tylko skutek: nieporadna reakcja Straży Granicznej wobec tego, że blisko Polski pojawili się przysłani przez wrogie państwo ludzie. Rozporządzenie wiceszefa MSWiA Macieja Wąsika zaostrzające zasady na granicy okrzyknięto próbą ominięcia prawa międzynarodowego. A ogłosili to ci sami eksperci, którzy w kryzysie migracyjnym z 2015 r. łamanie przez Angelę Merkel konwencji dublińskiej widzieli jako vis maior a nie delikt.
Efektem tego wszystkie są absurdy w postaci godnych pożałowania wypowiedzi Władysława Frasyniuka i tanie opowieści dostarczycieli pizzy w śnieżnobiałych koszulach, którzy pojutrze zapomną, jak nazywa się przygraniczna miejscowość, w której urządzili show. Niemądre są również porównania Straży Granicznej do SS czy SB (swoją drogą wspaniały synkretyzm), a jeszcze mniej rozsądne donoszenie za to do prokuratury.
Najbardziej absurdalne jest jednak położenie samego PiS-u. Ugrupowanie, którego jednym z filarów była narracja przeciw polityce otwartych granic w kryzysie z 2015 r., obecnie prowadzi zakrojoną na szeroką skalę operację sprowadzania do Polski Afgańczyków uwięzionych wokół lotniska w Kabulu. Do kraju trafiają nie tylko tłumacze i współpracownicy wojska. To często ludzie, którzy z polskim kontyngentem nie mieli nic wspólnego – zwykli Afgańczycy, którzy nie wyobrażają sobie życia w emiracie talibów. Do Polski dotarło do tej pory 260 osób, ale liczba ta najpewniej jeszcze urośnie. Tym samym PiS ma szansę przejść do historii jako ugrupowanie, które sprowadziło do kraju największą liczbę uchodźców w najnowszej historii. PiS zbierze jednak cięgi podwójnie: od postępowców za uszczelnienie granicy z Białorusią i od twardogłowych wyborców po prawej stronie za most powietrzny Kabul–Warszawa.
Można by nad tym wszystkim przejść do porządku dziennego, gdyby nie to, że cały ten cyrk dzieje się na krótko przed zaplanowanymi przez Rosję i Białoruś manewrami Zapad 21. Kilka tygodni temu szef MSZ Łotwy Edgars Rinkeviczs ostrzegał, że w związku z generowanym przez reżim w Mińsku kryzysem granicznym przy okazji tej edycji ćwiczeń należy spodziewać się incydentów. Temperatura sporu wokół Usnarza Górnego wyjątkowo temu sprzyja.