Reklama

Na zorganizowanej we wtorek przed siedzibą kancelarii premiera konferencji prasowej odnieśli się do zapowiedzi rządu czeskiego, że będzie wnioskować o 5 mln euro kary za każdy dzień zwłoki w wykonaniu przez Polskę postanowienia Trybunału Sprawiedliwości UE o wstrzymaniu wydobycia w kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Turów.

"Domagamy się, żądamy, aby 15 czerwca, na najbliższym posiedzeniu Sejmu podczas informacji na temat sytuacji w Turowie wyszedł pan premier Morawiecki i powiedział prawdę Polkom i Polakom, czy rzeczywiście nas jest stać, żeby płacić te kary, jakie zaniedbania zostały poczynione i jakie działania są realizowane teraz, bo nas te mgliste zapewnienia, że wszystko jest dobrze, wszystko jest pod kontrolą i lada moment rozwiązujemy problem, w ogóle nie interesują i w ogóle nie satysfakcjonują" - powiedział wiceszef klubu Lewicy Tomasz Trela.

Na najbliższym posiedzeniu Sejmu w porządku obrad znajduje się punkt: Informacja Rządu na temat wskazania przyczyn, skutków i konsekwencji nakazania w formie środka tymczasowego przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej natychmiastowego wstrzymania wydobycia węgla w kopalni Turów.

Poseł Lewicy Maciej Konieczny przypomniał, że związkowcy z Turowa zapowiedzieli na 9 czerwca demonstrację w Warszawie. "Rząd nie ma prawa przez swoją nieudolność i niekompetencję stawiać dziesiątek tysięcy w tak trudnej sytuacji, że nie wiedzą, czy jutro będą mieli na czynsz, czy jutro będą mieli za co kupić jedzenie dla swoich rodzin i dzieci" - powiedział.

Reklama

Ocenił, że do takiej sytuacji mogłoby nie dojść, gdyby "polska dyplomacja kierowała się interesem Polski, polskiego społeczeństwa, a nie obsesjami rządzących". Według niego, dla polskiej prezydencji w Grupie Wyszehradzkiej - tworzonej obok Polski przez Czechy, Słowację i Węgry - podsumowaniem jest właśnie sytuacja w kopalni Turów. "Jeżeli takie są efekty naszych działań dyplomatycznych, to znaczy, że coś bardzo idzie nie tak" - stwierdził Konieczny.

Trybunał Sprawiedliwości UE nakazał w maju Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia w kopalni odkrywkowej węgla brunatnego Turów, należącej do spółki PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna, do czasu merytorycznego rozstrzygnięcia skargi Czech w tej sprawie, czyli wydania wyroku.

Czechy uważają, że kopalnia Turów ma negatywny wpływ na regiony przygraniczne, gdzie zmniejszył się poziom wód gruntowych.

Premier Mateusz Morawiecki poinformował pod koniec maja po rozmowach z premierem Czech Adrejem Babiszem, że obie strony są bliskie porozumienia, w wyniku którego "Republika Czeska zgodziła się wycofać wniosek do TSUE". Szef rządu poinformował również, że Polska będzie współfinansować na kwotę do 45 mln inwestycje środowiskowe. Z kolei Babisz zapowiedział wówczas, że rząd czeski nie wycofa skargi z TSUE, dopóki nie zostanie podpisana umowa z Polską.

Obecnie trwają prace nad ostateczną umową między stroną polską a czeską z udziałem m.in. przedstawicieli poszczególnych resortów.

Odnosząc się do sprawy postulowanych kar dla Polski za zwłokę w wykonywaniu decyzji TSUE, szef KPRM Michał Dworczyk powiedział we wtorek w Radiu Zet, że zarówno strona polska, jak i partnerzy czescy chcą zakończyć jak najszybciej ten spór zawierając porozumienie. "To porozumienie jest procedowane, ministrowie właściwie są w bezpośrednim kontakcie i wierzę, że w najbliższych dniach będziemy przybliżać się do zrealizowania tej międzynarodowej umowy" - powiedział Dworczyk.

Pytany, czy Polska jest gotowa płacić 5 mln euro kary dziennie, Dworczyk wyraził nadzieję, że do tego nie dojdzie, a cała sprawa zakończy się podpisaniem porozumienia.