Reklama
Ponad 70 proc. badanych chciałoby łagodniejszego prawa aborcyjnego w stosunku do tego, które obowiązuje od momentu publikacji wyroku TK.

Takie są wyniki sondażu United Surveys dla Dziennika Gazety Prawnej i RMF FM. Największa grupa spośród badanych, aż 41 proc., to zwolennicy głębszej liberalizacji przepisów, w tym porzucenia tzw. kompromisu aborcyjnego (obowiązującego od 1993 r. do publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego). Z kolei 32 proc. uważa, że należy do niego wrócić.

– To efekt nietrudny do przewidzenia. Kompromis został zniszczony orzeczeniem TK. Badanie pokazuje kierunek ewolucji nastrojów – im bardziej będzie pogłębiał się konflikt, tym więcej dotychczasowych zwolenników kompromisu będzie się opowiadać za liberalizacją – zauważa politolog prof. Antoni Dudek.

Nieco inaczej ocenia to socjolog prof. Janusz Czapiński. Jego zdaniem niezgoda na obecny stan prawny czy wręcz głosy za głębszą liberalizacją to wotum nieufności wobec władzy. I wyraz niezgody na sposób stanowienia prawa. Według niego, gdyby można było obecnie zmienić przepisy, to większość Polaków opowiedziałaby się ostatecznie za tzw. kompromisem.

Przypomnijmy, że od 27 stycznia, gdy kontrowersyjne orzeczenie TK po trzech miesiącach zwłoki zostało opublikowane, legalnie aborcja w Polsce jest możliwa na podstawie dwóch ustawowych przesłanek – gdy ciąża jest efektem gwałtu albo gdy zagraża zdrowiu lub życiu matki. Swoim wyrokiem TK usunął trzecią przesłankę, która mówiła o wadach płodu.

Jak wyniki badania komentują autorzy wniosku do TK? W opinii posła PiS Bartłomieja Wróblewskiego należy przekonywać opinię publiczną, że zapisane w konstytucji prawo do życia nie jest postulatem politycznym, a jedną z podstaw porządku prawnego.

W sondażu zapytaliśmy też o to, w jakich konkretnie przypadkach przerwanie ciąży powinno być legalne. Nie wszystkie przesłanki cieszą się większym poparciem – część respondentów mogła jednak uznać, że nie są one już tak istotne, skoro liberalizacja prawa powinna prowadzić do aborcji na życzenie.

Choć nie można mówić o zasadniczym przełomie, to badanie pokazuje, że zwłaszcza wśród młodszych wyborców i elektoratów partii opozycyjnych przeważa pogląd o konieczności odejścia nie tylko od orzeczenia TK, lecz także wcześniejszego kompromisu aborcyjnego. Z drugiego badania, w którym pytamy o zgodę na aborcję w poszczególnych przypadkach, wynika znaczący wzrost przyzwolenia na zabieg nie tylko w sytuacjach przewidzianych w kompromisie aborcyjnym, ale też na tzw. aborcję na życzenie. Zgadza się na nią 29 proc. pytanych, a wśród najmłodszych ankietowanych – już ponad 34 proc. Badanie pokazuje, że zwolennicy zachowania obecnego stanu prawnego, wynikającego z orzeczenia TK, lub nawet jego zaostrzenia to niespełna 20 proc. Część ekspertów widzi to jako naturalny proces – przy zbytnim przykręceniu śruby następuje odchylenie w drugą stronę. Pokazuje to choćby przykład Irlandii, w której działało jedno z bardziej restrykcyjnych praw aborcyjnych – dożywocie za przerwanie ciąży. Dopiero kiedy kobieta, której odmówiono aborcji, zmarła, pozwolono na terminację w przypadku zagrożenia życia matki. Kilka lat później w referendum obywatele zagłosowali za pełną liberalizacją: w efekcie w Irlandii można przerwać ciążę do 12. tygodnia, a w przypadku zagrożenia życia i zdrowia kobiety lub śmiertelnej wady płodu również później.
– Badania potwierdzają, że nie ma powrotu do kompromisu, kobiety chcą liberalizacji – komentuje Katarzyna Lubnauer z KO.
Z sondażu wynika, że z jednej strony wzrosło poparcie dla legalnej terminacji ciąży, gdy wiadomo, że dziecko urodzi się z poważnymi wadami. Jeszcze na koniec października 2020 r. przesłankę tę popierało ok. 75 proc. ankietowanych. Obecnie już 81,5 proc. Z drugiej strony niemal tyle samo badanych (81 proc.) popiera tę przesłankę, ale z wyłączeniem dzieci z zespołem Downa. W październiku tę przesłankę popierało tylko 65,5 proc. Polaków. Jednak nadal najmniejszym poparciem cieszą się najbardziej liberalne przesłanki dla legalnej ciąży, czyli gdy matka jest w złej sytuacji materialnej (17 proc.), trudnej sytuacji osobistej (20 proc.), gdy matka jest niepełnoletnia (21 proc.) lub gdy matka po prostu nie chce mieć dziecka (29 proc.).
Jak tłumaczy Marcin Duma z United Surveys, przy rosnącym poparciu dla postulatów zliberalizowania prawa aborcyjnego, kiedy decydować ma tylko wola kobiety, pozostałe przesłanki tracą na znaczeniu.
Zdaniem socjologa prof. Janusza Czapińskiego wyniki mogą świadczyć o tym, że Polacy są nadal dość konserwatywni. Dowodem na to jest raczej restrykcyjne podejście do przesłanki mówiącej o złej sytuacji materialnej matki. Tutaj powszechnej zgody na aborcję nie ma. I podkreśla, że kiedy w 1993 r. zaostrzono przepisy, to Polacy szybko zaakceptowali nowe reguły. Podobnie uważa poseł PiS Bartłomiej Wróblewski, współautor wniosku do TK w sprawie aborcji. I przypomina, że w latach 90. było wysokie poparcie dla aborcji i potem to się zmieniło. – Lekcją II wojny światowej jest, że każdemu człowiekowi należą się niezbywalne prawa. Inaczej zaczniemy dyskutować o karze śmierci, aborcji czy eutanazji, ale w interesie wszystkich jest, by prawa podstawowe były poza dyskusją polityczną i poza decyzjami zmiennych większości – mówi poseł Wróblewski.
Nasz rozmówca z otoczenia premiera Mateusza Morawieckiego twierdzi, że wyniki badań zamówionych przez rząd rozkładają się w odmienny sposób. – Wychodzi z nich, że ok. 20 proc. to są konserwatyści czy pro-liferzy uważający, że obecny stan prawny powinien zostać lub nawet być zaostrzony. Kolejne 25–27 proc. jest za liberalizacją, w tym 19 proc. jest wręcz za aborcją na życzenie. Z kolei zwolenników kompromisu sprzed wyroku jest zdecydowanie ponad połowa – wskazuje.
Przyznaje jednocześnie, że ruszenie sprawy aborcji kosztowało partię rządzącą spadek sondażowy o mniej więcej 10 pkt proc., licząc od października zeszłego roku. – Można się było spodziewać, że to będzie ryzykowne: część społeczeństwa poznała głębiej temat i zajęła stanowisko, a wcześniej była neutralnie nastawiona – wskazuje nasz rozmówca z rządu.
Rząd i PiS wychodzą z założenia, że spór wokół prawa aborcyjnego w końcu przycichnie. – Protesty tuż po wyroku rzeczywiście robiły wrażenie. Dziś nie są już tak liczne, daję im góra dwa tygodnie – ocenia nasz rozmówca z obozu rządzącego. Na dziś plan zakłada, by proponować pewne działania osłonowe dla kobiet w zagrożonej ciąży (np. rozszerzenie programu „Za życiem”), ale bez komunikowania tego w nadmierny sposób, by na nowo nie rozgrzać emocji opinii publicznej.
Bardziej zdecydowanie działa opozycja, choć każde ugrupowanie robi to na swój sposób. Lewica forsuje projekt „ustawy ratunkowej”, która znosi kary za pomoc przy aborcji, a wspólnie z organizacjami kobiecymi przygotowano projekt ustawy liberalizujący prawo do przerywania ciąży, zakładający m.in. bezpieczne przerywanie ciąży do 12. tygodnia, a w szczególnych przypadkach także po 12. tygodniu. Z projektem wyszła też Nowoczesna. Propozycje zakładają m.in. aborcję w przypadku wad płodu, zagrożenia życia matki, ciąży z gwałtu oraz na żądanie kobiety do 12. tygodnia (po odbyciu konsultacji lekarskich i podtrzymaniu zamiaru dokonania aborcji). – W tej chwili jest gotowy projekt Nowoczesnej złożony w poprzedniej kadencji, a PO jest coraz bliżej własnego projektu – mówi Katarzyna Lubnauer z KO.
W Platformie nadal trwają dyskusje. Poseł PO Jan Grabiec potwierdza, że temat aborcji ma się wkrótce w partii wyklarować, ale podkreśla, że nie ma powrotu do kompromisu sprzed wyroku TK. Lider PO Borys Budka w wywiadzie dla DGP twierdził, że nie będzie dyscypliny partyjnej w kwestiach światopoglądowych, ale każdy, kto będzie chciał startować z list KO, będzie musiał się wcześniej jasno określić w sprawie prawa aborcyjnego. Z kolei ludowcy proponują szybkie przyjęcie ustawy przywracającej tzw. kompromis aborcyjny sprzed wyroku TK, a następnie rozpisanie referendum. Z pomysłem ogólnokrajowego plebiscytu wychodzi też Polska 2050 Szymona Hołowni.
Czy to oznacza odejście od kompromisu aborcyjnego? – Nie da się go reanimować. Kompromis rodzi się z trudem. Teraz go zburzono i to zwolennicy aborcji złapali wiatr w żagle – podkreśla Antoni Dudek. To jeden z elementów nadciągającej zmiany, wahadło przechylało się w prawo, teraz zmienia kierunek – dodaje.
Rada Europy wraca do „stref wolnych od ideologii LGBT”
O orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji wczoraj po raz drugi debatował Parlament Europejski. – Unia Europejska nie ma uprawnień w zakresie prawa aborcyjnego. Wszystkie kompetencje w tej dziedzinie są we właściwościach państw członkowskich – przyznała komisarz do spraw równości Helena Dalli. Dodała jednak, że kiedy kraje korzystają ze swoich uprawnień w tym zakresie, muszą przestrzegać praw podstawowych wynikających z konstytucji i prawa międzynarodowego. Przypomniała też o wątpliwościach, jakie Komisja Europejska podnosiła w sprawie niezależności TK w ramach procedury przewidzianej w ramach art. 7. – Konstytucyjność polskiego prawa nie może być już skutecznie zapewniona – mówiła Dalli. W następstwie pierwszej debaty europosłowie przyjęli rezolucję potępiającą wyrok TK.
Z kolei inny organ europejski, Rada Europy (niezależny od UE), zajmie się dzisiaj prawami mniejszości seksualnych w Polsce. Chodzi o raport, który widział DGP, dotyczący uchwał przyjmowanych przez polskie gminy w sprawie „stref wolnych od ideologii LGBT”. Nad przyjęciem dokumentu będzie dzisiaj głosować Kongres Władz Lokalnych i Regionalnych Europy reprezentujący samorządy krajów członkowskich RE. Ten liczący 19 stron dokument zawiera wnioski z zeszłorocznej wizyty w Polsce reprezentantów kongresu. W raporcie podkreślono, że uchwały samorządów w sprawie LGBT to efekt wspólnego wysiłku partii politycznej oraz instytutu Ordo Iuris, a nie skoordynowana akcja części włodarzy na poziomie lokalnym. – „Dokumenty nie pochodziły bezpośrednio z rad samorządowych ani nie odpowiadały na konsultacje społeczne z lokalnymi społecznościami” – czytamy. W raporcie wezwano do przygotowania rezolucji wzywającej polskie gminy do wycofania się z uchwał.
Magdalena Cedro