- Wezwanie do zapłaty za parkowanie: formalne pouczenia, które wyglądają jak mandat
- Opłata dodatkowa pod Lidlem, Biedronką, Aldim i Action: czy czekać na pozew?
- Reklamacja do firmy parkingowej? Ekspert: najgorszy możliwy krok
- Kontrowersyjne sytuacje: 46 sekund, brak widocznego biletu i opłaty do 600 zł
- Fałszywe wezwania „na bilet”. Oszuści polują na roztargnionych kierowców
Parkingowe zasady w pobliżu dużych marketów są podobne: Lidl, Biedronka, Aldi czy Action umożliwiają nawet 60 lub 90 minut darmowego postoju, ale wymagają pobrania bezpłatnego biletu z parkometru i pozostawienia go za szybą. Brak biletu traktowany jest jako naruszenie regulaminu, co dla wielu klientów kończy się opłatą dodatkową. Firmy zarządzające parkingami działają szybko: ich kontrolerzy – często siedzący w samochodach na obrzeżach parkingu – obserwują, kto podchodzi do parkometru, a kto kieruje się prosto w stronę wejścia do sklepu.
Coraz więcej klientów skarży się, że kontrolerzy reagują natychmiast, a wezwania pojawiają się nawet przy kilku- czy kilkunastominutowym postoju. Pani Katarzynie z Łodzi wystarczyło pięć minut w Aldim, aby otrzymać „opłatę dodatkową”, choć – jak podkreśla – nie miała świadomości, że parking działa w takim systemie. Podobne historie regularnie trafiają na parkingi przy Lidlu, Biedronce, Aldim, Actioninie a nawet przy osiedlowych punktach usługowych.
Wezwanie do zapłaty za parkowanie: formalne pouczenia, które wyglądają jak mandat
Karcie pozostawionej na szybie zwykle towarzyszy komunikat o możliwym postępowaniu windykacyjnym: „nieuiszczone opłaty dodatkowe mogą być dochodzone na podstawie danych z CEPiK”. Taki zapis sprawia wrażenie oficjalnego mandatu, choć nim nie jest.
Radca prawny Karol Hojda z Wrocławia mówi w rozmowie z dziennikiem: – Nie należy reagować na tego rodzaju wezwania znalezione za wycieraczką. Taki świstek najlepiej wyrzucić do śmieci i zapomnieć o sprawie. Dlaczego? Jest ku temu kilka powodów. Przede wszystkim to nie jest mandat. To nie jest też wezwanie od policji czy innych uprawnionych organów. To najprawdopodobniej nie jest też informacja o opłacie dodatkowej nakładanej w miejskiej strefie płatnego parkowania. Nigdy nie wiadomo, czy wezwanie pochodzi od podmiotu uprawnionego do pobierania jakichkolwiek opłat.
Opłata dodatkowa pod Lidlem, Biedronką, Aldim i Action: czy czekać na pozew?
Prawnicy wskazują, że firmy parkingowe różnią się strategią: część pozywa, część ogranicza się do wysyłania wezwań. Mimo to zdaniem ekspertów najbezpieczniej jest nie podejmować kontaktu z wystawcą wezwania i poczekać, czy sprawa trafi do sądu.
– Pozwy zawsze kierowane są przeciwko właścicielom pojazdów, w oparciu o dane z CEPiK. Tymczasem pozew powinien być skierowany przeciwko kierującemu pojazdem. Ten kto pozywa, musi udowodnić, że konkretna osoba zawarła z nim umowę i ją naruszyła. Zarządca musi także wykazać, że konsument został prawidłowo poinformowany o warunkach postoju – wyjaśnia Hojda.
Jak dodaje, skuteczna linia obrony jest wyjątkowo prosta: „Ja tam nie parkowałem, nie zawierałem żadnej umowy i nie wiem o co chodzi.” – Tyle w zupełności wystarczy, żeby taki proces wygrać, co już wielokrotnie sprawdziłem w praktyce.
Reklamacja do firmy parkingowej? Ekspert: najgorszy możliwy krok
Pani Katarzyna zastanawiała się, czy nie wysłać reklamacji do operatora parkingu, dołączając paragon z Aldiego. Jak wynika z opinii prawników, byłby to błąd.
– Po pierwsze, jest to swoista auto-denuncjacja w zakresie osoby kierującej pojazdem w danym miejscu i czasie, ponieważ dziwnym trafem firmy zawsze wymagają podania kompletu danych do pozwu. Wiele osób korzysta z maili zawierających imię i nazwisko albo po prostu podpisują się na końcu wiadomości. Po drugie, większość z nas płaci kartą, a na paragonie umieszczane są ostatnie cyfry karty płatniczej. Te dane mogą zostać później użyte w procesie do identyfikacji kierującego. Po trzecie, wewnętrzne umowy między firmami parkingowymi a właścicielami terenów ograniczają możliwość pozytywnego rozpatrzenia takich reklamacji – podkreśla Hojda.
Kontrowersyjne sytuacje: 46 sekund, brak widocznego biletu i opłaty do 600 zł
Do UOKiK wpływają liczne zgłoszenia dotyczące kontrowersyjnych działań kontrolerów. Zdarzały się przypadki wystawiania opłaty, mimo że kierowca wracał do auta z biletem w ręku. Jedna ze skarg dotyczyła sytuacji na parkingu przy Biedronce.
Klient napisał: „Po pobraniu biletu parkingowego (godz. 13:44:14) wróciłem do samochodu, gdzie za wycieraczką znalazłem wezwanie do wniesienia opłaty dodatkowej, wystawione o godz. 13:45. Czas 46 sekund jest stanowczo za krótki na zapoznanie się z regulaminem parkingu i powrót z biletem parkingowym do auta na drugi koniec parkingu.”
Pojawiają się także wezwania na znacznie wyższe kwoty. – W ostatnim czasie kancelaria coraz częściej otrzymuje sygnały, że poszczególne firmy z branży parkingowej kierują do właścicieli pojazdów wezwania do zapłaty. Kwoty sięgają nawet 600 zł – przyznaje Hojda.
Fałszywe wezwania „na bilet”. Oszuści polują na roztargnionych kierowców
Rosnącym problemem są podrobione wezwania pozostawiane przez oszustów. Dysponując drukarką i własnym numerem konta, tworzą kartki łudząco podobne do tych wydawanych przez prawdziwych operatorów. Często dołączają kod QR przekierowujący do fałszywej strony, gdzie można „zapłacić” rzekomą opłatę.
Najbardziej narażone są osoby, które nie pobiorą biletu z parkometru – to ich auta stają się celem przestępców.
Nowy system parkowania Biedronki: monitoring tablic i kary nawet do 3500 zł
Biedronka testuje we Wrocławiu system, który całkowicie eliminuje konieczność pobierania biletu. Kamery automatycznie zapisują moment wjazdu i wyjazdu, a zewnętrzny operator nalicza opłatę za przekroczenie darmowego czasu. Pierwsza doba to 150 zł, kolejna 200 zł, a maksymalna kara może sięgnąć 3500 zł.
System budzi obawy klientów, bo działa bez udziału człowieka, a przekroczenie czasu – choćby o minutę – skutkuje natychmiastowym naliczeniem opłaty.