W debacie publicznej, gdy chce się zdyskredytować przeciwnika, twierdzi się, że argumenty przez niego podawane są „polityczne”. A przeciwstawia się im argumenty „merytoryczne” – oparte na wiedzy lub analizie prawnej. Zabieg taki bazuje na prostych skojarzeniach, że to, co „polityczne”, jest złe, to zaś, co „merytoryczne” – dobre. Za pierwszymi stoją niskie pobudki i żądze, za drugimi bezstronna analiza i sprawdzone informacje. Taki grubo ciosany podział stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo dla demokracji.
Politykę można rozumieć na różne sposoby i różne podawano jej definicje. Może być zarazem sztuką określania i osiągania dobra wspólnego, jak i bezwzględną grą o władzę. Aktorzy sceny politycznej często przedstawiają się jako słudzy wzniosłych idei, co nie przeszkadza im bezwzględnie dążyć do zdobycia władzy. Można powiedzieć, że w istotę działania politycznego wpisana jest dwuznaczność. Szczególnie w ramach ustroju demokratycznego, gdy z jednej strony politycy zabiegają o społeczne poparcie poprzez odwołanie do poglądów i interesów wyborców, a z drugiej muszą czynić to w sposób skuteczny, bez sentymentów, często prowadząc bratobójcze walki polityczne.
Całe piękno polityki objawia się wtedy, gdy owe wojny prowadzone są za pomocą argumentów, a jej brzydota – gdy strony sięgają po inwektywy i pomówienia. Gdy debata polityczna prowadzi do porozumienia lub konsensusu, to polityka prowadzi do dobra, a gdy jej efektem jest ostry konflikt i przemoc – do zła. Argument polityczny, który odwołuje się do pewnych idei i poglądów na temat kształtu ustroju państwa i jego celów, nie musi zatem z konieczności być czymś złym i niemerytorycznym. Prezentując argumenty polityczne, można posiłkować się wiedzą oraz danymi. A co ważniejsze, prowadząc spór polityczny za pomocą argumentów, unikamy walki z użyciem siły. Wartość sporu politycznego objawia się choćby w tym, że spierając się, nie używamy przemocy fizycznej.
Spór polityczny i używanie argumentów politycznych jest wpisane w istotę demokracji. Stanowi formę kompromisowego dochodzenia do porozumienia i rozwiązywania sporów przez strony reprezentujące różne idee i warstwy społeczne. Pluralizm interesów i światopoglądów oraz istnienie procedur umożliwiających dochodzenie do porozumienia między różnymi stronnictwami je reprezentującymi – w taki sposób określić można naturę demokracji. Umożliwia ona udział w rywalizacji politycznej przedstawicielom różnych poglądów i interesów. Na kształt decyzji politycznych wpływa ostatecznie większość czy to wyborców, czy to ich przedstawicieli w parlamencie. Oczywiście kierunki sympatii wyborców mogą ulegać zmianie, dlatego trudno jest powiedzieć, że w demokracji politycznej coś zostało ustalone raz na zawsze. Z tego powodu każda demokratyczna decyzja jest polityczna, nawet gdy jest wsparta wiedzą i analizą prawną. Przyjmując inaczej – że liczyć się powinny nie tyle propozycje popierane przez większość, ile poparte „argumentami merytorycznymi” – powinno się ustanowić ustrój merytokratyczny, w którym rządziliby eksperci. Problem tkwi w tym, że ktoś musiałby tych ekspertów wyłonić i zrobić to według jakichś kryteriów. A to znów byłaby decyzja polityczna.
W istotę działania politycznego wpisana jest dwuznaczność. Z jednej strony politycy zabiegają o poparcie poprzez odwołanie do poglądów i interesów wyborców, a z drugiej muszą czynić to bez sentymentów, często prowadząc bratobójcze walki
Deprecjonując argumenty „polityczne”, a doceniając (nierzadko przeceniając) „merytoryczne”, zapominamy, że bez ideowego sporu demokracja traci na wartości. Rola idei w życiu politycznym jest o tyle ważna, że politycy poprzez ich realizację legitymizują swoje działania, a przez to mogą uczynić coś dla dobra wspólnego nawet w sytuacji, gdy ich główną motywacją jest chęć zdobycia władzy. Zdobywanie władzy poprzez odwołanie się do idei, a potem chociażby częściowa ich realizacja wpływa na to, że polityka może być postrzegana przez wyborców jako coś ważnego, a nie tylko jako „walka o stołek”.
Deprecjacja argumentów politycznych niestety do tego prowadzi. Uznając, że argument polityczny to argument z istoty gorszy, wiążemy politykę tyko z jej aspektem negatywnym. A więc uznajemy, że chodzi w niej tylko o dominację, realizację partykularnych interesów i pragnień, że w zasadzie to wyłącznie walka o wpływy. Zapominamy, że może stanowić formę dochodzenia do porozumienia, określania i realizacji dobra wspólnego, a co szczególnie ważne: może oddalać nas od stanu rozwiązywania konfliktów za pomocą bezrozumnej przemocy. Uznanie, że polityka jest czymś złym, powadzi do jej wyjałowienia z dobra. Coraz mniej w niej postawy otwartej na argumenty innych, troski o instytucje, poszanowania dla oponentów. Prowadzi nie tylko do wzajemnego dyskredytowania się konkurencyjnych stronnictw, ale też ich wyborców. Ważne staje się pytanie, kto sprawuje władzę, a nie w jakim celu jej używa. Istotą zdegenerowanej polityki jest skupienie się na kwestiach personalnych, natomiast opowieść ideologiczna ma tylko usprawiedliwić przed wyborcami wymianę kadrową.
Przyznanie różnej wagi argumentom politycznym i merytorycznym wiąże się też ze zjawiskiem stopniowego oddalania się od siebie tych dwóch sfer. Wypowiedzi polityczne stają się coraz mniej przemyślane. Rzadko poparte są jakąkolwiek wiedzą czy badaniami. Ewentualnie sprawdza się nastawienie elektoratu. Coraz częściej słyszymy luźne skojarzenia niż opinie. Powstaje wrażenie, że politycy ścigają się w mówieniu głupstw, byle tylko zaistnieć w mediach. Prowadzi to do swoistej konkurencji dwóch politycznych ideałów, które wyrastają z negatywnego postrzegania polityki: z jednej strony jako ideał funkcjonuje figura merytokrakty, a z drugiej figura trybuna ludowego. Jeden i drugi obiecuje, że „zrobi porządek z tym bałaganem”. Różni ich to, że pierwszy odwołuje się do ekskluzywnej wiedzy, drugi do emocji i postaw. Można powiedzieć, że przez długi czas uprzywilejowany był ideał polityka merytokraty, obecnie ceni się raczej ideał polityka trybuna. Skoro polityka jest czymś złym, a na ekspertach nie można polegać, to ktoś musi wyrazić „nasz słuszny gniew”. Gdy politykę degraduje się do rywalizacji „my albo oni”, to „my” musimy wygrać przy użyciu wszelkich środków. A gdy jesteśmy absolutnie przekonani, że to „my” mamy rację, to z konieczności „oni” jej nie mają. Za „nami” stoją idee i wartości, za „nimi” czysta polityka. W taki sposób deprecjonowanie argumentów politycznych może prowadzić do degeneracji demokracji: przemiany z ustroju ustanawiającego procedury dochodzenia do porozumienia w ustrój „walki plemion”.

Kup w kiosku lub w wersji cyfrowej