Andrzej Adamczyk, szef resortu infrastruktury, może stać się pierwszą ofiarą czystki w rządzie PiS. Do niedawna jako ministrów, którzy mogą pożegnać się ze swoimi resortami w ramach jesiennej rekonstrukcji, wymieniano szefa resortu finansów Pawła Szałamachę oraz zdrowia Konstantego Radziwiłła.
Teraz do grona niepewnych przyszłości w gabinecie Beaty Szydło dołącza szef resortu infrastruktury Andrzej Adamczyk. Jego notowania w rządzie spadają w związku ze stanem inwestycji kolejowych, które gwałtownie hamują. Do końca lipca spółka PKP Polskie Linie Kolejowe wydała na ten cel tylko 1,4 mld zł, podczas gdy plan na ten rok – i tak już kilka razy korygowany w dół – to 4 mld zł (prawie dwa razy mniej niż w 2015 r.). Prezes Polskich Linii Kolejowych Ireneusz Merchel twierdzi, że kolejnej korekty nie będzie. Obecna ekipa jest zdeterminowana, żeby wydatki przyspieszyć. Według niepotwierdzonych informacji, w PKP PLK pojawił się nawet pomysł podpompowania wyniku poprzez uznanie i pokrycie części roszczeń wykonawców w kontraktach kolejowych.
A to dopiero początek problemów. Do 2023 r. PKP PLK powinny wydać 67 mld zł dotacji UE, co będzie graniczyło z cudem. Według Centrum Unijnych Projektów Transportowych ponad połowa inwestycji może być zagrożona nieterminowym wykonaniem. Z projektu nowelizacji Krajowego Programu Kolejowego wynika, że z powodu spóźnionego startu dojdzie do spiętrzenia inwestycji, w związku z czym PKP PLK musiałaby wydać rekordowe kwoty, np. 13,5 mld zł w 2019 r. i 12,8 mld zł w 2020 r. Dotychczasowy rekord tej spółki to 7,7 mld zł (z 2015 r.).