Realizowana przez Fundację Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie, placówka w Berlinie miała początkowo rozpocząć działalność w 2016 roku.

Gruetters zapewniła agencję dpa, że nowa szefowa fundacji Gundula Bavendamm pracuje "profesjonalnie" nad wystawą stałą, która ma być kluczowym elementem ośrodka w Berlinie. "Jej zadanie polega na ukazaniu powojennych ucieczek i wypędzeń w kontekście dzisiejszych wydarzeń na świecie" - wyjaśniła minister stanu.

Gruetters wyraziła nadzieję, że uda się pozyskać polskich historyków do rady naukowej fundacji. "Muszę przyznać, że rozmowy ze stroną polską stały się po zmianie władzy trudniejsze" - oceniła.

Reklama

Opóźnienie realizacji projektu jest w dużym stopniu wynikiem nietrafionych decyzji personalnych, które doprowadziły do paraliżu tego gremium.

W grudniu 2014 roku w atmosferze skandalu ustąpił pierwszy szef fundacji Manfred Kittel, któremu zarzucano jednostronne eksponowanie problematyki niemieckich wypędzonych, a pomijanie kontekstu międzynarodowego.

Jego następca Winfrid Halder otrzymał nominację wbrew opinii większości historyków z rady naukowej fundacji, którzy kwestionowali zarówno procedurę wyboru, jak i kwalifikacje naukowe kandydata. Halder zrezygnował w listopadzie z "powodów osobistych" z objęcia stanowiska.

Krytycy Fundacji zwracają uwagę na nadreprezentację Związku Wypędzonych (BdV) w radzie fundacji. W gremium zasiada sześciu przedstawicieli BdV, a tylko czterech posłów koalicji rządowej.

Spór o upamiętnienie niemieckich ofiar przymusowych wysiedleń przez wiele lat zatruwał stosunki polsko-niemieckie. Inicjatywa zbudowania Centrum przeciwko Wypędzeniom wyszła pod koniec lat 90. od ówczesnej szefowej BdV Eriki Steinbach. Jej propozycja spotkała się z bardzo krytycznym przyjęciem w Polsce i Czechach.

W celu rozwiązania konfliktu w 2005 roku odpowiedzialność za projekt, realizowany dotąd przez ziomkostwa skupione wokół Steinbach, przejął niemiecki rząd. Bundestag powołał do życia Fundację Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie i podporządkował ją merytorycznie renomowanej placówce naukowej, Niemieckiemu Muzeum Historii (DHM). Berlin nie zgodził się - uwzględniając polskie protesty - na wejście Steinbach do rady fundacji.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)