Porozumienie znoszące kontrolę na granicach wisi na włosku, dopóki trwają zagrożenie terroryzmem i napływ uchodźców. Holandia w kuluarowych rozmowach proponuje faktyczne rozmontowanie traktatu.
Holenderska dyplomacja sonduje pomysł utworzenia małej strefy Schengen, która miałaby obejmować swoim zasięgiem państwa Beneluksu, Austrię i Niemcy. Kontrole paszportowe zostałyby przywrócone na jej zewnętrznych granicach; wewnątrz nadal można byłoby się swobodnie poruszać. Pomysł cieszy się poparciem Ludowej Partii na rzecz Wolności i Demokracji, z której wywodzi się premier Mark Rutte. Jak podają holenderskie media, pomysł był omawiany na spotkaniach gabinetu, a anonimowy zachodni dyplomata przyznał nam, że Holendrzy poruszali temat na posiedzeniach różnych unijnych gremiów.
Reklama
– Wszystkie państwa członkowskie zastanawiają się nad usprawnieniem kontroli na zewnętrznych granicach strefy Schengen i powstrzymania napływu uchodźców. Dotychczas jednak nie zaowocowało to żadnym wspólnym rozwiązaniem, w związku z czym kraje Wspólnoty, w tym Holandia, rozważają jednocześnie wiele różnych rozwiązań – twierdzi rzecznik holenderskiego resortu sprawiedliwości Janet Takens. – Nie mogę spekulować odnośnie do konkretnych rozwiązań – zastrzega. Na razie bowiem pomysł nie spotkał się z aprobatą pozostałych członków UE.

Reklama
– Naszym celem jest, żeby strefa Schengen funkcjonowała jako całość – przekonywał jeszcze w ubiegłym tygodniu szef MSW Niemiec Thomas de Maiziere. Pomysł nie cieszy się również powodzeniem w Wiedniu. – Nie traktujemy tej propozycji priorytetowo – mówi DGP Karl-Heinz Grunböck z MSW Austrii. – Taki pomysł krąży po kuluarach, ale większość krajów jest źle nastawiona do tego typu zmian. Wcielenie czegoś takiego w życie oznaczałoby po prostu rozwalenie UE od środka. A w kontekście widma wyjścia z Unii Wielkiej Brytanii zaserwowanie takiej idei teraz byłoby naprawdę niszczeniem UE – zauważa jeden z luksemburskich dyplomatów.
Wydzielenie podstrefy Schengen oznaczałoby faktyczne powstanie Unii dwóch prędkości. Realne konsekwencje byłyby zaś dotkliwe również dla nas. Ciężar budowania obozów dla uchodźców – co zakłada holenderski pomysł – spoczywałby bowiem na krajach granicznych, w tym Polsce, nie tak dawno temu zapraszające ich Niemcy mogłyby się spokojnie oddzielić od problemu szlabanami. Dlatego holenderska koncepcja wywołała zaniepokojenie w Brukseli. Ale w podobnym duchu wypowiadali się ostatnio także inni politycy. Kilka dni temu szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker mówił, że podział na Europę dwóch prędkości jest realny. Samo hasło od lat służy jako straszak do dyscyplinowania maruderów. – Jeśli nie jesteśmy w stanie wprowadzić uczciwego systemu alokacji uchodźców, wówczas będziemy musieli porozmawiać o przyszłości strefy Schengen – ostrzegała latem kanclerz Niemiec Angela Merkel.
Teoretycznie, gdyby Holandia chciała doprowadzić do zmian w układzie z Schengen, musiałaby najpierw oficjalnie przedstawić taką propozycję Komisji Europejskiej. Żeby przeforsować modyfikacje, konieczna byłaby większość. I tu jest szansa na obalenie pomysłu, bo kraje, które znalazłyby się poza ścisłą strefą, w tym Francja, byłyby przeciw. Istnieje jednak możliwość ominięcia tej procedury. – Kraje zainteresowane małym Schengen mogłyby tymczasowo zawiesić jego funkcjonowanie i równocześnie w ramach konferencji międzyrządowej przyjąć założenia małego Schengen. Byłoby to z ominięciem traktatów, na mocy układu kilku krajów – twierdzi jeden z ekspertów.
Pytanie, komu zależy na nowym Schengen i czemu Holandia zaczyna o tym dyskusję. Odpowiedź pierwsza – najbardziej korzystne byłoby to dla Niemiec i Austrii. W ten sposób najwięksi dotychczas entuzjaści polityki swobodnej imigracji mogliby się odgrodzić od uchodźców. Oficjalnie politycy z Berlina krytykują sygnały płynące z Hagi i odcinają się od nich. Ale to Niemcy przecież najbardziej by na tym skorzystały. A metoda korzystania przez RFN z sojuszników do zgłaszania do debaty publicznej kontrowersyjnych projektów nie jest nowa.
Berlin próbował podobnego manewru w czasie październikowego szczytu unijnego. W projekcie oficjalnych konkluzji nie było punktu o wprowadzeniu stałego mechanizmu alokacji uchodźców. Podczas wieczornego spotkania przywódców unijnych taki pomysł nagle zaproponował premier Szwecji, którego błyskawicznie poparła Merkel, prosząc o głosowanie w tej sprawie. Koncepcja padła, bo większość krajów się na nią wtedy nie zgodziła. Ale to pokazuje mechanizm: Berlin testuje korzystne dla siebie pomysły za pomocą aktualnego sojusznika.
– Gdyby ten pomysł w jakiejś formie udało się zrealizować albo przynajmniej oficjalnie przedstawić, byłoby to bardzo szkodliwe. To z jednej strony podział strefy Schengen i całej Unii Europejskiej ponownie na wschód i zachód. A z drugiej – zaprzeczenie idei solidarności, do której wiele krajów się teraz odwołuje. W przypadku Polski jest to w dodatku absurdalne, bo przecież jak dotąd nie ma u nas uchodźców i potrzeba zamykania granicy z nami jest niezrozumiała – powiedziała w rozmowie z DGP eurodeputowana PO Barbara Kudrycka.
Ministrowie do walki z terroryzmem
Szefowie MSW państw Unii Europejskiej dyskutowali w piątek nad reakcją na wzrost zagrożenia terrorystycznego. Z kolei 1 stycznia 2016 r. pod egidą Europolu zacznie działać Europejskie Centrum Antyterrorystyczne, które ma służyć jako platforma koordynacji działań państw UE związanych z walką z terroryzmem, jego finansowaniem oraz nielegalnym handlem bronią. Ministrowie uzgodnili też wzmocnienie kontroli granic zewnętrznych Unii oraz utworzenie jednolitej bazy danych pasażerów samolotów.