To już praktycznie pewne: portugalska centroprawicowa koalicja zwyciężyła we wczorajszych wyborach, ale nie uzyskała bezpiecznej większości w parlamencie. Lizbonę czekają więc trudne miesiące.

Po zliczeniu wyników ze wszystkich komisji oprócz konsulatów, rządzący od 4 lat socjaldemokraci i ludowcy mają blisko 37 procent głosów. Przez długi czas typowani jako faworyci socjaliści uzyskali nieco ponad 32 procent, ale to właśnie oni mogliby mieć realną szansę na zbudowanie stabilnej koalicji. Wszystkie pozostałe ugrupowania, które wprowadziły deputowanych do Zgromadzenia Republiki, pochodzą z lewego krańca sceny politycznej. Sytuacji nie ułatwia fakt, że w Portugalii prezydent nie może rozwiązać parlamentu w ostatnim półroczu swojej kadencji. To oznacza, że ewentualne przedterminowe wybory mogłyby się odbyć nie wcześniej, niż w połowie przyszłego roku.

Najbliższe miesiące będą więc dla Lizbony okresem trudnych kompromisów, o które już zaapelował premier Pedro Passos Coelho. Dziennik Diario de Noticias zwraca uwagę, że Portugalia jest pierwszym krajem realizującym program oszczędnościowy pod okiem Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w którym wyborcy dali kredyt zaufania wprowadzającym cięcia władzom.

Reklama

W Grecji i Irlandii dotychczasowe rządy ponosiły w wyborach sromotne porażki.