Marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska nie wyklucza, że jeśli dokumenty ws. weta dotrą do Sejmu do poniedziałku, izba zdąży zająć się sprawą jeszcze w tej kadencji. Ostatnie przed wyborami posiedzenie Sejmu odbędzie się 8-9 października.

O decyzji Dudy poinformowała w piątek kancelaria prezydencka. "W opinii prezydenta RP ustawa jest pełna luk i nieścisłości, a także stoi w sprzeczności z dotychczasową praktyką orzeczniczą. Rozwiązania przyjęte przez parlament dopuszczają m.in. wielokrotną zmianę płci metrykalnej na podstawie uproszczonych procedur oraz nie wymagają wykazania trwałości poczucia przynależności do określonej płci. Ustawa dopuszcza także zawarcie małżeństwa przez osoby tej samej płci biologicznej oraz adopcję przez takie pary dzieci" - napisano w komunikacie.

Podczas prac w Sejmie wysłuchano wielu ekspertów, którzy wskazywali, że sprawa zmiany płci dotyczy ludzi, których psychika jest "tak skonstruowana, że jej potrzebuje i to nie jest +żadne widzimisię+" - przypomniała szefowa sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka Stanisława Prządka (SLD). Podkreśliła, że ustawa m.in. pomaga zainteresowanym w szybkim uporządkowaniu swoich dokumentów tożsamości.

"Prezydent oczywiście ma prawo zawetować dowolną ustawę, ale akurat ta nie wnosi nowych rozwiązań, jeśli chodzi o zmianę płci; stanowi jedynie ułatwienie dotyczące załatwiania formalności przez osoby, których ta kwestia dotyczy" - powiedziała.

Reklama

W opinii Edyty Baker z Fundacji Trans-Fuzja, działającej na rzecz osób transpłciowych, ustawa nie zasługiwała na weto i nie było ku temu żadnych podstaw prawnych. Jak tłumaczyła, ustawa nie niesie ze sobą żadnych krzywdzących kogokolwiek rozwiązań, pomaga osobom w bardzo skomplikowanej sytuacji życiowej.

Reklama

Według niej prezydent wetując ustawę kierował się względami ideologicznymi. „Ideologia przesłoniła zdrowy rozsądek” – oceniła.

Baker wskazała, że brak regulacji sprawi, że nadal osoby, które chcą skorygować płeć, będą musiały pozywać własnych rodziców. „To absurd, którego chcieliśmy się pozbyć” – podkreśliła. „Ustawa gwarantuje nieprocesowy tryb korekty metryki urodzenia przed sądem i to jest najważniejsza nowość, poza wprowadzeniem pojęcia uzgodnienia płci. Obecnie korekta odbywa się na zasadzie furtki prawnej, a nie konkretnego przepisu” – wyjaśniła.

Żalu nie kryła też zastępczyni rzecznika praw obywatelskich Sylwia Spurek. "Tak jak z satysfakcją przyjęliśmy uchwalenie ustawy o uzgodnieniu płci, tak teraz żałujemy, że nie została ona podpisana i póki co nie wejdzie w życie. W naszej ocenie ustawa ta stanowi realizację jednego z podstawowych praw człowieka, czyli prawa do ochrony życia prywatnego. Prawo to jest zapisane nie tylko w Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, ale i w naszej konstytucji" - powiedziała.

Autorka ustawy posłanka Anna Grodzka (niezrz.) uznała Dudę za funkcjonariusza politycznego PiS-u. Jej zdaniem prezydent nie wskazał konkretnych luk w ustawie, a "wszystkie jego uwagi są absolutnie niemerytoryczne, nie odnoszą się do rzeczywistości, ani do treści ustawy". Przypomniała, że korekty płci dokonywano także na podstawie art. 189 kodeksu postępowania cywilnego, więc ustawa nie może być sprzeczna z dotychczasową praktyką orzeczniczą.

Dla Stanisława Żelichowskiego (PSL) decyzja prezydenta "najprawdopodobniej ma charakter przedwyborczy".

"Nie rozumiem tego weta, ani tych wątpliwości. Podczas prac w komisjach sprawę oceniało wielu ekspertów w tej dziedzinie i nie wskazywali oni na niebezpieczeństwa, o których mówi jego Kancelaria Prezydenta" - powiedział poseł.

Posłanka Prawa i Sprawiedliwości Iwona Arent przyznała, że ustawa dotycząca uzgodnienia płci jest konieczna, ale - według niej - przyjęte rozwiązania nie mogą budzić żadnych wątpliwości. "Diabeł tkwi w szczegółach. Generalnie zagrożenie jest takie, że ta ustawa nie ogranicza się do osób, które mają problem" - powiedziała.

Konstytucjonalista dr Ryszard Balicki podkreślił, że jeśli nie jest to deklaracja, tylko oficjalny wniosek prezydenta o ponowne rozpatrzenie ustawy, to powinien on być niezwłocznie przekazany do Sejmu.

Balicki powiedział, że dotychczas instytucja weta była używana w sprawach zasadniczych i dotyczących większości. W tym przypadku jest według niego inaczej, gdyż ustawa o uzgodnieniu płci dotyczy 30-40 osób rocznie w skali kraju. Przypomniał, że z punktu widzenia prawa ustawa jest istotna, bo likwiduje formułę do tej pory stosowaną w sprawach o uzgodnienie płci, a która była uwłaczająca dla tych osób. Chodzi o konieczność pozywania do sądu rodziców.

Prof. Marek Chmaj zaznaczył, że z weta prezydent może korzystać wtedy, kiedy uznaje to za istotne i nie musi się usprawiedliwiać, dlaczego to robi, choć powinien weto uzasadnić. Przypomniał, że do odrzucenia prezydenckiego weta potrzeba głosów 60 proc. posłów. Według niego wiele zależy od tego, czy w koalicji rządzącej będzie dyscyplina głosowania. "Może być trudno, bo na ostatnim posiedzeniu dyscyplina jest już traktowania dowolnie i to zarówno w szeregach koalicji rządzącej, jak i w opozycji" - zauważył Chmaj.

Projekt ustawy zgłosiła posłanka Grodzka. W trakcie prac parlamentarnych dość znacząco zmienił on swój pierwotny kształt - został okrojony do kwestii, które nie budziły kontrowersji. W pracach uczestniczyli aktywnie przedstawiciele resortów zdrowia i sprawiedliwości, ich stanowisko wobec projektu było pozytywne. Sejm przyjął ją w lipcu.

Ustawa - w zamyśle jej autorów - dotyczy wyłącznie procedur prawnych, nie dotyka kwestii medycznych. Jej głównym celem jest ich uproszczenie i zlikwidowanie obowiązującego obecnie w tego typu sprawach trybu procesowego, z powództwa przeciwko własnym rodzicom.

W myśl zapisów zawetowanej ustawy wniosek o uzgodnienie płci mogłaby złożyć osoba, która ma pełną zdolność do czynności prawnych i nie pozostaje w związku małżeńskim. Dołączałaby do niego m.in. orzeczenie wydane przez dwóch lekarzy ze specjalizacją w psychiatrii lub seksuologii stwierdzające utrwalone występowanie tożsamości płciowej, odmiennej od płci metrykalnej.

Sprawy dotyczące uzgodnienia płci miałyby być rozpatrywane w trybie nieprocesowym przez Sąd Okręgowy w Łodzi, który wybrano ze względu na fakt, że rozpatruje on podobne sprawy od lat i szybko podejmuje decyzje, często na jednej rozprawie. Znajduje się też w centralnym punkcie kraju i nie jest tak obłożony, jak sądy w Warszawie.

Prawomocne postanowienie sądu o uzgodnieniu płci byłoby podstawą do wydania nowego aktu urodzenia oraz zmiany imion i nazwiska, wydania nowego aktu urodzenia, nowego numeru PESEL, dowodu osobistego. Zapisano, że wydanie nowego aktu urodzenia nie naruszałoby stosunków prawnych między wnioskodawcą i osobami trzecimi, w szczególności jego rodzicami, a także jego dziećmi.(PAP)