Rozmawiał Mateusz Roszak
Jak UE zamierza przygotować się na zimę w obliczu szantażu energetycznego Rosji? Czy dziś możemy zapewnić obywateli wszystkich 27 krajów, że zimą nie będą nam grozić przerwy w dostawie prądu i nie zabraknie energii, nawet jeśli Rosja zakręci przysłowiowy kurek z gazem?
Jesteśmy w środku kryzysu energetycznego. Musimy przygotować się na dalsze zakłócenia, a nawet całkowite przerwanie dostaw gazu z Rosji.
Reklama
Zapobieganie przerwom w dostawach energii i zadbanie o to, by wszyscy Europejczycy mieli tej zimy ciepło w domach - o to właśnie chodzi w naszym planie gotowości energetycznej.
Jestem jednak przekonana, że poradzimy sobie z tym w tym samym duchu jedności i solidarności, który pozwolił nam przejść przez pandemię. W końcu przygotowujemy się od miesięcy, a teraz zrobiliśmy kolejny krok.

Reklama
Nasz plan gotowości energetycznej ma dwa cele. Pierwszym z nich jest zaoszczędzenie wystarczająco dużej ilość gazu i zgromadzenie go w magazynach po to, by poradzić sobie w razie potencjalnego całkowitego przerwania dostaw surowca z Rosji. Proponujemy redukcję zużycia o 15 proc. w każdym kraju UE. To pozwoli nam bezpiecznie przejść przez zimę.
Drugim celem jest zabezpieczenie każdego państwa członkowskiego, czyli pełne wprowadzenie w życie zasady solidarności energetycznej, zapisanej w traktatach UE. Ważne jest, aby wszystkie kraje Unii ograniczyły popyt, zwiększyły zapasy magazynowe i mogły dzielić się z tymi, którzy są bardziej narażeni na deficyt gazowy. W ten sposób nie tylko zapewnimy ochronę gospodarstw domowych i konsumentów, lecz także zapobiegniemy szkodliwemu zakłóceniu funkcjonowania jednolitego rynku i ochronimy naszą gospodarkę.
Ograniczenie zapotrzebowania na gaz i oszczędność energii to tylko jeden z filarów naszych przygotowań. Idą one znacznie dalej. Dzięki planowi REPowerEU działamy także w dwóch innych kierunkach. Pierwszy z nich to ogromne inwestycje w odnawialne źródła energii, ponieważ są one dobre dla planety i korzystne dla bezpieczeństwa dostaw. Poza tym mamy je u siebie, co oznacza większą niezależność.
Drugim kierunkiem działań jest dywersyfikacja - zwracamy się ku bardziej wiarygodnym dostawcom energii. Mamy już rekordowy poziom dostaw LNG ze Stanów Zjednoczonych, coraz większe ilości gazu płyną z Norwegii, państw Zatoki Perskiej, Algierii czy rejonu Morza Kaspijskiego. Coraz więcej krajów z całego świata przyłącza się do nas, co daje im nadzieję na bezpieczną zimę.
Coraz więcej krajów zmaga się też z drastycznie rosnącą inflacją, z dużym udziałem cen energii - jak UE poradzi sobie z tak gwałtownym wzrostem tych kosztów? Jeden z polskich portali twierdził niedawno, że Komisja Europejska rozważa „zawieszenie ceny ETS na rok”. Czy to prawda i czy taki scenariusz jest rozważany?
Wiem, że rosyjska wojna energetyczna oznacza trudności dla obywateli Europy. W naszym planie gotowości zdecydowanie zachęcamy państwa członkowskie do ochrony osób znajdujących się w trudnej sytuacji, które najbardziej odczuwają skutki gwałtownego wzrostu cen. Większość z nich już korzysta z instrumentów, które udostępniliśmy w październiku. Obejmowały one ulgi podatkowe lub bezpośrednie wsparcie dla gospodarstw domowych. Stworzyliśmy również platformę energetyczną w ramach planu REPowerEU, tak byśmy mogli wspólnie kupować gaz i negocjować dobre ceny. Teraz, podejmując działania zmierzające do zmniejszenia popytu, wysyłamy silny sygnał dla rynków.
Ponadto w ramach Europejskiego Zielonego Ładu dbamy o to, by wszyscy mogli odnieść korzyści z przechodzenia na odnawialne źródła energii. Proponowane rozwiązania przewidują wsparcie dla najbardziej zagrożonych obywateli, aby obniżyć wysokość ich rachunków za energię czy pomóc przy zakupie przyjaznych dla środowiska aut, np. ze środków proponowanego przez nas Społecznego Funduszu Klimatycznego. Mamy też Fundusz na rzecz Sprawiedliwej Transformacji, który ma pomóc regionom w przejściu na gospodarkę niskoemisyjną - Polska ma otrzymać z tego źródła 3,8 mld euro.
Jeśli chodzi o system ETS, chcę powiedzieć jasno: nie planujemy jego zawieszenia. Unijny system handlu uprawnieniami do emisji jest podstawą naszej polityki klimatycznej. W ciągu ostatnich 16 lat pomógł ograniczyć emisje w objętych nim sektorach o ponad 40 proc., generując jednocześnie znaczne dochody dla budżetów państwowych na inwestycje w transformację ekologiczną. W praktyce dążymy więc do wzmocnienia systemu ETS. Nasze uzależnienie od paliw kopalnych przyczyniło się do obecnego kryzysu, a ETS stanowi ważną zachętę do przekształcenia unijnego sektora energetycznego.
Coraz częściej jest mowa o dzieleniu się nadwyżkami energii. Tymczasem kilka miesięcy temu mało który kraj był zainteresowany nawet mechanizmem wspólnych zakupów gazu zainicjowanym przez Komisję Europejską - czy wojna zmieniła to podejście?
Wojna zbliżyła nas do siebie. Podjęte przez Kreml próby podzielenia nas nie powiodły się. Nie powiodły się dzięki naszej zjednoczonej reakcji wsparcia dla Ukrainy. I znowu się nie powiodą dzięki unijnej solidarności w obliczu szantażu energetycznego.Wiemy również, że jedność i solidarność są naszym największym atutem w radzeniu sobie z kryzysem. Bo wyciągnęliśmy wnioski z pandemii. Kiedy zaczęliśmy łączyć nasze zasoby i działać razem jako Unia, udało nam się osiągnąć wielkie rzeczy. Wystarczy przypomnieć sukces naszej wspólnej strategii dotyczącej szczepionek. Jestem przekonana, że zasady, które pozwoliły nam przezwyciężyć kryzys związany z COVID-19, pomogą nam również przejść przez kryzys energetyczny.
Wszystkie państwa członkowskie muszą też zrozumieć, że zakłócenia w jednym kraju UE miałyby negatywne konsekwencje dla całej unijnej gospodarki. Musimy zapewnić sprawne funkcjonowanie jednolitego rynku. Dlatego ważne jest, aby wszystkie kraje UE zmniejszyły popyt, zwiększyły zapasy magazynowe i były gotowe do dzielenia się gazem z państwami członkowskimi w potrzebie. Bo w ostatecznym rozrachunku wszyscy w UE skorzystają na tej solidarności.
Wojna przyspieszyła również proces rozszerzenia UE. Jak ocenia pani postęp Ukrainy i Mołdawii oraz Macedonii Północnej? Kiedy będziemy mogli mówić nie o „27”, ale o „29”, „31”?
Nadaliśmy Ukrainie i Mołdawii status krajów kandydujących. Oba te państwa wkroczyły na ścieżkę europejską, oba wykazały swoje przywiązanie do naszych wartości i podjęły gruntowne reformy. Ukraina już od ośmiu lat stopniowo zbliża się do Unii. Kraj ten wdrożył ok. 70 proc. unijnych zasad i wymogów, które określamy mianem dorobku prawnego UE.
Jeśli chodzi o Mołdawię, to kraj ten po raz pierwszy od czasu uzyskania niepodległości obrał prawdziwie proreformatorski kurs, nastawiony na integrację europejską m.in. poprzez wdrożenie walki z korupcją. Władze wykonały decydujący krok w kierunku reform, uzyskawszy wyraźny mandat od swoich obywateli.
Oczywiście w obu krajach pozostaje wiele do zrobienia. Ukraina musi pracować nad silnym ugruntowaniem praworządności, zwalczaniem korupcji i ograniczaniem wpływu oligarchów. Mołdawia musi wzmocnić gospodarkę i administrację publiczną. Przekroczenie progu UE nie nastąpi z dnia na dzień. Oba kraje mają jednak wizję i wykazują determinację. A Komisja Europejska będzie je wspierać.
Bardziej zaawansowana w tym procesie jest Macedonia Północna, która ma status kandydata od znacznie dłuższego czasu. Bardzo się cieszę, że w końcu doszło do otwarcia rozmów akcesyjnych z Macedonią Północną i Albanią. Oba kraje wykazały się dużą zdolnością do przeprowadzenia reform i okazały się wiarygodnymi partnerami dla UE, dlatego możemy przystąpić do kolejnego bardzo ważnego kroku na ich drodze do naszej wspólnoty.
Jak ocenia pani obecne relacje między Warszawą a Brukselą? Czy spór o praworządność dobiega końca i czy dotychczasowe działania polskich władz dotyczące np. likwidacji Izby Dyscyplinarnej w pełni realizują zalecenia Komisji Europejskiej?
Współpracujemy z Polską nad rozwiązaniem kwestii związanych z niezależnością sądów i ogólną sytuacją w zakresie praworządności. Nasze roczne sprawozdanie opublikowane w połowie lipca zawiera dobry przegląd obecnej sytuacji w tym względzie we wszystkich państwach członkowskich.
Po raz pierwszy Komisja wydała zalecenia dla poszczególnych państw członkowskich, również dla Polski. Wyraźnie określono, co należy zrobić, aby osiągnąć postęp.
Jeśli chodzi o Krajowy Plan Odbudowy, Polska musi wywiązać się z zobowiązań podjętych w celu zreformowania systemu środków dyscyplinarnych.
Nowe prawo jest ważnym krokiem. Jednak, jak już wspomniałam, z naszej wstępnej oceny wynika, że nowa ustawa nie gwarantuje sędziom możliwości kwestionowania statusu innego sędziego bez ryzyka, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności dyscyplinarnej.
Tę kwestię należy rozwiązać, aby spełnić warunki przyznania środków z KPO i umożliwić Komisji uruchomienie pierwszej płatności. Polska musi również w pełni zastosować się do postanowienia Trybunału Sprawiedliwości, co jeszcze nie nastąpiło. W szczególności nie przywrócono do orzekania zawieszonych sędziów i nadal obowiązuje dzienna kara finansowa. Jesteśmy w kontakcie z władzami polskimi w tych kwestiach i zależy nam na znalezieniu rozwiązania.