Czy opłaca się być człowiekiem wierzącym? Czy sprawy religijne mają przełożenie na gospodarkę? Akademicy z Berkeley wyliczyli nawet przy okazji, że statystycznie jedna dodatkowa modlitwa dziennie daje mniej więcej tyle szczęścia co powiększenie rocznego dochodu o 12,5 tys. dol.
Warto zadać takie pytanie w kraju, w którym, według różnych danych, od 75 do 90 proc. mieszkańców przyjmuje w swoim domu księdza podczas trwającej właśnie w całej Polsce tradycyjnej kolędy.
Samo otwarcie drzwi katolickiemu duszpasterzowi czy nawet odmówienie z nim wspólnej modlitwy niekoniecznie pozwalają zdefiniować człowieka jako osobę wierzącą. Skupmy się jednak nie na metafizycznym wymiarze religii, ale na społecznych skutkach przestrzegania lub przynajmniej akceptowania przykazań. Większość systemów religijnych zakazuje zachowań autodestrukcyjnych (zakaz picia alkoholu w islamie) czy promuje postawy społecznikowskie (jałmużna zalecana w okresie Wielkiego Postu i Adwentu przez Kościół katolicki). Na przykład sondaż Instytutu Gallupa przeprowadzony w latach 2005 – 2009 wśród mieszkańców 145 krajów, w których wyznaje się wszystkie cztery największe religie globu – od chrześcijaństwa po buddyzm – dowodzi, że osoby określające się jako wierzące i praktykujące częściej decydują się na pomoc materialną dla potrzebujących oraz angażują się w społeczne inicjatywy na ich rzecz. Wierzący deklarują też wyższy poziom zaufania do bliźniego oraz szacunek dla prawa i bardziej ufają instytucjom państwowym.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.