Przed przyszłotygodniowymi wyborami do Kongresu sympatia amerykańskiego biznesu jest wyraźnie po stronie Republikanów. Opozycję wspierają finansowo nawet te firmy, które zostały w trakcie kryzysu uratowane przez administrację Baracka Obamy.

Dziennik „Washington Post” wyliczył, że 23 przedsiębiorstwa, które w ciągu ostatnich dwóch lat dostały z budżetu przynajmniej miliard dolarów państwowej pomocy, tylko we wrześniu wpłaciły na kampanię wyborczą 1,4 mln dol. Większość z tych pieniędzy trafiła na konta polityków republikańskich.

Najbardziej niewdzięczna wobec Obamy jest oczywiście Wall Street. Citigroup, jeden z głównych odbiorców rządowej pomocy dla zagrożonych przez niespłacalne kredyty banków (tzw. TARPu), we wrześniu dała republikańskim kandydatom 30 tys. dol. Na konta demokratów wpłynęła w tym samym czasie ledwie jedna trzecia tej sumy. Podobnie było również w poprzednich miesiącach. Tylko lider republikańskiej mniejszości w Izbie Reprezentantów John Boehner dostał do tej pory od firm będących na garnuszku skarbu państwa 200 tys. dolarów, a republikański kongresmen Eric Cantor 187 tys.