Czech Petr Neczas i Słowaczka Iveta Radiczova mogą rozpoczynać reformy. Czteropartyjna koalicja Radiczovej uzyskała wczoraj wotum zaufania większością 79 głosów w 150-osobowym parlamencie. Podobne głosowanie w czeskiej Izbie Poselskiej jest planowane na dzisiaj.

Czechy: tniemy, co się da

Czeski rząd ma jasny plan uzdrowienia finansów publicznych. Do 2013 r. dziura budżetowa ma zmniejszyć się z 5,9 proc. w 2009 r. do dozwolonego w UE poziomu 3 proc. (podobny cel deklaruje Słowacja). Po kolejnych trzech latach budżet ma być zrównoważony. Aby to osiągnąć, władze zamierzają ograniczyć wydatki o 55 mld koron (9 mld zł). Od stycznia o 10 proc. spadną płace w budżetówce (nie dotyczy to nauczycieli), o 40 proc. – niektóre zasiłki. Wstrzymany ma zostać program budowy autostrad, radykalnie ograniczone becikowe.

– Nie możemy chować głowy w piasek. Nie chcemy, by nasze dzieci zarzuciły nam kiedyś nieodpowiedzialność – tłumaczył wczoraj w dramatycznym expose premier Neczas. – Nie mamy wyjścia, dziura jest zbyt duża, by powstrzymywać cięcia – mówi nam Jozef Barunik z Czeskiej Akademii Nauk.

Bardziej subtelny sposób proponuje Słowacja. Zamiast na wielkie cięcia, obiecywane tuż po wygranych wyborach, centroprawicowy rząd stawia na polepszenie klimatu inwestycyjnego. Początkowo Radiczova proponowała wzrost VAT, podwyższenie wieku emerytalnego i sprzedaż strategicznie ważnych przedsiębiorstw. Z upływem czasu straciła impet.

Brzydkie słowo „reformy”

– Nie chcemy reform dla samych reform – mówiła nowa premier 3 sierpnia, wygłaszając expose przed Radą Narodową. Zamiast walki o każdego eurocenta Radiczova proponuje uproszczenie podatków, reformę sądownictwa i postawienie na innowacje. Wydatki na te ostatnie rzeczywiście należą pod Tatrami do najniższych w Europie, osiągając 0,45 proc. PKB wobec unijnej średniej 1,8 proc.

Aby ograniczyć 6,8-proc. deficyt, rząd zamierza przyspieszyć prywatyzację. Do sprzedaży są szykowane operator kolejowy Cargo Slovakia i lotnisko w Bratysławie. Jednak plany mogą się okazać zbyt skromne, ponieważ wpływy z podatków w pierwszym półroczu 2010 r. były aż o 10 proc. niższe od planowanych.

Bratysława wciąż toczy też bój z Brukselą o 816 mln euro, które miała przeznaczyć na pomoc dla Grecji. Zdaniem Radiczovej biedna Słowacja nie powinna płacić za błędy bogatszych maruderów. Tym bardziej że jej udział w pomocy byłby wart 1,3 proc. PKB, podczas gdy czterokrotnie bogatszy Luksemburg miałby poświęcić 0,6 proc.