Tomasz Wróblewski: Wyjątkowa chwila w życiu Polaków

Tomasz Wróblewski
Tomasz WróblewskiDGP
6 sierpnia 2010

Głosowaliśmy różnie, ale wygrał najlepszy. Nie, żeby zagłuszyć tym opozycję, wyzbyć się programowych wątpliwości czy osobistych preferencji, ale żeby docenić to, czym prezydentura w swojej istocie jest dla Polski. Jakkolwiek trudne byłyby okoliczności i obskurne dziś otoczenie prezydenckiego pałacu, to zaprzysiężenie pozostanie wyjątkową chwilą w naszym kraju.

Żadna z polskich prezydentur, ani II, ani III RP, nie była zwykła. Bo po prostu za mało ich mieliśmy, żeby wiedzieć, co jest normalnością, a co tylko jeszcze jedną kadencją wyrwaną dla naszej wolności. Warto dziś skreślić kilka podniosłych słów, dać na msze w kościołach. To może trochę na przekór wszystkim stroniącym od patosu, tradycji, w dobie globalizmu unijnej integracji, Facebooka i tabletu. Ale ile takich żywych symboli mamy w historii naszej postrzępionej demokracji? Na co dzień celebrujemy ofiary kolejnych wojen, zrywów, katastrof, robotniczych buntów, rzadko mamy okazję cieszyć się symbolem czegoś, co mamy na co dzień. Co z każdą następną kadencją wsiąka w nasze polskie DNA.

Prezydentura Bronisława Komorowskiego przypada na jeden z najlepszych okresów w całej historii Polski. Na pewno łatwiej jest zasiadać dziś w fotelu prezydenckim, kiedy jesteśmy już w Unii Europejskiej i NATO. Fundamenty polityczne i ramy naszej gospodarki okrzepły. Czasy porównywalne mogą być tylko ze świetnością epoki zygmuntowskiej. Ale skoro już o historii, to pamiętamy, jak ulotne bywały te momenty chwały. Jak łatwo powodowani pychą i zaklinowani w politycznych sporach zapominaliśmy o tym, czemu zawdzięczaliśmy chwile świetności.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.