Idziesz do hipermarketu? Możesz wrócić z nową karta kredytową

Idziesz do hipermarketu? Możesz wrócić z nową karta kredytową
DGP
23 maja 2009

Już jedną trzecią wszystkich kart kredytowych, które lądują w naszych portfelach, bankowcy wciskają nam nie w swoich placówkach, ale w sklepach i supermarketach, przy okazji zakupów. Często w takich kartach są zaszyte haczyki - ostrzega "Gazeta Wyborcza".

Według danych NBP na koniec zeszłego roku w naszych kieszeniach było już 9,4 mln kart kredytowych. Według portalu Bankier.pl mamy ich prawie milion więcej.

Według Mateusza Ostrowskiego z sieci doradców finansowych Open Finance już więcej niż co trzecia nowo wydana karta kredytowa to "urobek" wspólnych akcji banków i sieci sklepów. W sumie takich kart jest już ok. 4 mln. To na nich swoją potęgę zbudowali najwięksi wystawcy kart w Polsce: Cetelem, Lukas oraz GE Money. Każdy z nich wydał po 1,3-1,5 mln kart. "Stare" potęgi PKO BP i Citi Handlowy - po milionie.

Takie karty zwykle dają prawo do zniżek w sklepach danej sieci (np. płacąc kartą partnerską Banku Millennium w Piotrze i Pawle, dostaniemy 5 proc. rabatu) lub są powiązane z możliwością zbierania punktów i ich wymieniania na nagrody. Ale mają z reguły gorsze warunki niż te oferowane bezpośrednio w banku. - Wystarczy spojrzeć na oprocentowanie, niemal wszystkie karty "sklepowe" mają odsetki tak wysokie, jak tylko pozwalają na to przepisy antylichwiarskie, czyli 21 proc. - mówi Mateusz Ostrowski.

W przypadku kart sprzedawanych w supermarketach krótszy bywa też okres bezodsetkowy.

Sprzedawcy kart w marketach chętnie wciskają też klientom dodatkowe ubezpieczenia dotyczące karty. Są one drogie, bo składka jest obliczana najczęściej od kwoty zadłużenia. Czyli im więcej wydamy, tym więcej płacimy.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.