Relacji białorusko-rosyjskich nie można określić jako usłanych różami. To raczej związek oparty na chłodnej kalkulacji. Moskwa postrzega Białoruś jako jedynego sojusznika, który dodatkowo pełni funkcję buforu między Rosją a NATO. Białoruś z kolei uznaje Rosję za gwaranta zachowania pozycji politycznej, a także głównego donatora centralnie sterowanej, zacofanej gospodarki. Preferencyjne warunki dostaw to rodzaj subsydium gwarantującego stabilność ekonomiczną.
Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego
Białoruś nie ma znaczących złóż węglowodorów. Posiada jednak rozbudowany sektor petrochemiczny, który generuje ponad 10 proc. PKB, odpowiada za 25 proc. eksportu i dostarcza blisko 20 proc. dochodów budżetowych. Tak duże uzależnienie od jednej gałęzi przemysłu oznacza wyjątkową podatność na zmiany cen na światowych rynkach oraz wrażliwość w stosunkach z Moskwą. Białoruś jest przy tym państwem tranzytowym dla rosyjskich surowców. To przez jej terytorium biegnie główna magistrala eksportowa ropy na Zachód, czyli ropociąg Przyjaźń. Gazociąg Jamał–Europa, przez lata będący jednym z głównych szlaków dla gazu płynącego do Polski i Niemiec, również przebiega przez ten kraj. Jednak to, co może się wydawać zbawieniem, równocześnie jest przekleństwem. Białoruś nie jest beneficjentem położenia, lecz jego zakładnikiem.
Reklama
Kreml instrumentalnie wykorzystuje jej uzależnienie od dochodów z handlu produktami naftowymi i wywiera presję na Alaksandra Łukaszenkę, aby przyspieszył integrację w ramach Państwa Związkowego. Polityka ta wynika z błędów popełnionych przez Łukaszenkę, który za doraźne korzyści w postaci nisko oprocentowanych kredytów, tanich surowców i umarzania starych długów oddawał białoruskie srebra rodowe w ręce Rosji. Tak było w 2007 r., kiedy Białoruś oddała Gazpromowi część udziałów Biełtranshazu, właściciela białoruskiej części Gazociągu Jamalskiego. Proces transferu państwowej spółki trwał sześć lat i zakończył się w 2013 r., kiedy firma w 100 proc. przeszła we władanie rosyjskiego giganta, który symbolicznie zmienił jej nazwę na Gazprom Transhaz Biełaruś.

Reklama
Kolejną nieprzemyślaną decyzją Łukaszenki, która zwiększy uzależnienie, było powierzenie Rosjanom budowy elektrowni jądrowej w Ostrowcu. Inwestycja, która miała uniezależnić kraj od rosyjskiego gazu, uzależnieni go od rosyjskiego paliwa jądrowego i wymusi konieczność wieloletniego spłacania kredytu, dzięki któremu elektrownia powstaje. Tego typu katastrofalne w skutkach decyzje, połączone z brakiem realnej polityki wielowektorowej, dodatkowo osłabiały i tak już marną pozycję negocjacyjną Białorusi. Wszystkie białoruskie zwroty ku Zachodowi były jedynie zaczepkami wymierzonymi w Rosję. W ślad za nimi nie były podejmowane żadne decyzje inwestycyjne. Białoruś niejednokrotnie hucznie ogłaszała poszukiwanie alternatywnych źródeł surowców, jednak poza doraźnymi działaniami w postaci zakupu kilku partii ropy nie zrealizowano żadnych projektów, które realnie ułatwiłyby proces jej pozyskiwania. Motywacja Białorusi w dążeniu do dywersyfikacji w latach 2010–2011 okazała się porażką, a współpraca między Biełnaftachimem a Ukrtransnaftą skończyła się kilkuletnim sporem przed trybunałem arbitrażowym. Nie poprawiło to sytuacji Białorusi, a wręcz pogorszyły się jej stosunki z Ukrainą, która przegrała spór w arbitrażu.
Rosja bez skrupułów wykorzystywała słabość partnera do realizacji swoich celów. Przełomowym momentem był 2015 r., kiedy w rosyjskim kodeksie podatkowym doszło do zmian dotyczących opodatkowania sektora naftowego. Zmiana, znana jako manewr podatkowy, polega na stopniowym znoszeniu cła wywozowego na ropę przy jednoczesnym podwyższaniu podatku od jej wydobycia. Po aneksji Krymu, wszczęciu wojny na Ukrainie i rozpoczęciu operacji w Syrii przy jednoczesnym wprowadzaniu zachodnich sankcji rosyjski budżet zaczął odczuwać problemy. W obliczu szeregu porażek zdecydowano się na zmiany w podatkach. Najnowszy etap manewru rozpoczął się w 2019 r. i przewiduje obniżanie cła o 5 pkt proc. rocznie przy jednoczesnym podwyższaniu o taki sam poziom podatku wydobywczego. Proces ten ma się zakończyć w 2024 r. Białoruś, która do tej pory kupowała ropę bez dodatkowych ceł, docelowo będzie płacić tyle samo co inni odbiorcy. To potężny cios dla gospodarki uzależnionej od sprzedaży produktów wytwarzanych z taniej ropy. Wyliczenia białoruskiego ministerstwa finansów wskazują, że do 2024 r. kraj straci na manewrze podatkowym 11 mld dol.
Ostatni kryzys w relacjach naftowych miał miejsce na początku 2020 r., kiedy strony nie były w stanie uzgodnić warunków i kosztów dostaw. Kością niezgody była wysokość premii, jaką Białorusini płacą rosyjskim koncernom. Premia była kompromisem w kontekście bezcłowej sprzedaży surowca. Białorusini uważali, że skoro nie mają już preferencyjnych warunków, czyli bezcłowych dostaw, nie są zobowiązani wypłacać premii. Gdy ropa przestała płynąć do rafinerii w Mozyrzu i Nowopołocku, Białoruś szukała alternatywnych źródeł, zawierając jednorazowe umowy na dostawy z Arabii Saudyjskiej, Azerbejdżanu, Norwegii i USA. Dostawy trafiały na Białoruś przez Kłajpedę i Odessę. Jednocześnie władze upatrywały rozwiązania w uruchomieniu rewersowych dostaw za pomocą ropociągu Przyjaźń.
Surowiec miałby tam trafiać przez naftoport w Gdańsku. Takie rozwiązanie pozwoliłoby na efektywną dywersyfikację dostaw. Ropa z Odessy, zanim trafi do Mozyrza, musi pokonać dłuższą trasę, niż gdyby płynęła z Gdańska. Dodatkowo infrastruktura gdańskiego naftoportu pozwala na większą elastyczność w porównaniu do ukraińskiego odpowiednika. Dostawy z Gdańska byłyby korzystniejsze także od tych z Kłajpedy, skąd ropa jest transportowana do Nowopołocka koleją, co wydłuża czas i zwiększa koszty. Podobnie nieciekawie jawi się sytuacja z gazem. Białoruś zużywa rocznie 20 mld m sześc. Całość zapotrzebowania pokrywa Rosja. W odróżnieniu od ropy, dywersyfikacja jego dostaw wydaje się praktycznie niemożliwa. Wszystko za sprawą przejęcia systemu przesyłowego przez Gazprom, który prawdopodobnie będzie blokował każdą próbę dywersyfikacji.
Szansę dałby gazociąg Polska–Litwa (GIPL), który ma powstać do końca 2021 r. Przy jego wykorzystaniu, po odpowiednim dostosowaniu technicznym, możliwe byłoby dostarczanie na Białoruś gazu z Baltic Pipe czy terminali LNG w Kłajpedzie lub Świnoujściu. Alternatywą mógłby być też rewers na Gazociągu Jamalskim, jednak z racji konieczności uzyskania na to zgody Rosji ten wariant na wstępie wydaje się niemożliwy do zrealizowania. Chcąc osłabić rosyjską presję, bez względu na dalszy rozwój sytuacji politycznej w Mińsku, białoruskie władze będą zmuszone do kontynuacji dywersyfikacji energetycznej w oparciu o państwa UE. Nie można porzucić planów, które w następnych latach dałyby możliwość połączenia białoruskiej i unijnej infrastruktury energetycznej.
Takie rozwiązanie częściowo pomogłoby otworzyć kraj na mechanizmy wolnorynkowe. Realizacja projektów w oparciu o mechanizmy unijne mogłaby dać podwaliny pod stabilność energetyczną demokratycznej Białorusi. Pomyślny rozwój wydarzeń będzie możliwy wyłącznie pod warunkiem oparcia ich na stricte rynkowych fundamentach. Wplątanie polityki w relacje energetyczne mogłoby zwiększyć chęć destabilizacji Białorusi przez Rosję, która mogłaby poczuć, że jej pozycja jest zagrożona. W tym kontekście nieźle prezentuje się promowany przez Polskę plan dla demokratycznej Białorusi, wzorowany na planie Marshalla. Program ten ma szansę doprowadzić do fundamentalnych zmian na Białorusi, które spowodowałyby rzeczywistą i głęboką modernizację gospodarczą, energetyczną, kulturową i społeczną.
Plan może też stanowić przeciwwagę dla rosyjskich wpływów i skupić dużą część społeczeństwa wokół zachodnich wzorców postępowania. Mechanizm pomocy może doprowadzić do stymulacji nierentownych i zacofanych gałęzi gospodarki oraz przyczynić się do rozwoju praktycznie nieistniejących sektorów, takich jak turystyka, logistyka czy rynek finansowy. Białoruski sektor IT, jedna z najszybciej rozwijających się branż w ostatnich 10 latach, dowiódł, że kraj ten jest w stanie uczynić zadość wymaganiom. Jednym z elementów polskiego programu jest fundusz stabilizacji małych i średnich przedsiębiorstw, które na Białorusi mają potencjał do najszybszego rozwoju. Warunkiem sine qua non wdrożenia propozycji jest jednak rozpoczęcie reform politycznych. Od tego, czy i w jaki sposób zostanie wyłoniony nowy prezydent Białorusi, będzie zależeć wysokość i przebieg unijnego wsparcia.