Pierwsze dwie baterie sytemu Patriot pewnie odbierzemy planowo za dwa lata. O kolejnych, mimo zapowiedzi, nawet nie rozmawiamy. Wciąż nie ma też decyzji o systemie obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu Narew.
Umowę na pierwsze dwie baterie systemu Patriot, które mają chronić polskie niebo przed pociskami i samolotami przeciwnika, minister obrony Mariusz Błaszczak podpisał pod koniec marca 2018 r. To była tzw. pierwsza faza programu Wisła, za którą mieliśmy zapłacić przez kolejne lata prawie 5 miliardów dolarów.
Połowę tej kwoty już przelaliśmy Amerykanom. Choć realizacja pierwszej fazy trwa, to wciąż nie udało się podpisać wszystkich umów offsetowych, czyli tego, na jakiej zasadzie polskie zakłady pozyskają technologię od amerykańskiego Raytheona. Kolejne terminy podpisania są przesuwane, i to mimo że inny amerykański koncern Lockheed Martin taką umowę już podpisał.
Reklama
Negocjacje o zakupie kolejnych sześciu baterii nie są prowadzone. Resortowi obrony zadaliśmy pytanie, kiedy można się spodziewać podpisania umowy na tzw. drugą fazę Wisły. – Kontynuacja programu Wisła, przewidująca pozyskanie 6 kolejnych baterii w ramach II fazy, została uwzględniona w Planie Modernizacji Technicznej – napisali jedynie urzędnicy. Konkretów brakuje, a warto pamiętać, że PMT obejmuje lata 2020–2035 i jest to dokument łatwy do zmodyfikowania.
O ile w przypadku Wisły, czyli systemu obrony przeciwlotniczej średniego zasięgu, wykonaliśmy już chociaż pierwszy krok, to w zupełnych powijakach jest równie istotna Narew, czyli system krótkiego zasięgu. – Termin rozpoczęcia procedury pozyskania zestawów Narew, jak również rekomendacje dotyczące sposobu pozyskania, zostaną określone w ramach prowadzonej fazy analityczno-koncepcyjnej – wyjaśnili nam urzędnicy z Centrum Operacyjnego MON. Ta faza rozpoczęła się… 6 lat temu. Oznacza to tyle, że dotychczas nie została podjęta żadna decyzja i nie ma realnego terminu jej podjęcia.
Skąd te opóźnienia? Przyczyn jest co najmniej kilka. Na pewno w podjęciu decyzji nie pomagają fatalne stosunki na linii resort obrony – Sztab Generalny Wojska Polskiego. Szef Sztabu generał Rajmund Andrzejczak nie ma dobrych relacji z ministrem Błaszczakiem. Być może wkrótce odejdzie na stanowisko za granicą. Z tej drugiej instytucji kilka miesięcy temu wysłano pismo, które jasno mówi, w jaki sposób powinniśmy budować nasz system obrony przeciwlotniczej. Z tym że w resorcie nikt na poważnie się nad tym nie pochylił, a decyzji wciąż brak.
Z kolei w przypadku Narwi przeciąganie decyzji wynika także z silnych nacisków, które wychodzą z państwowej zbrojeniówki. Przemysł twierdzi, że jest w stanie sam przygotować system dowodzenia C2. Z analiz wykonanych przez wojsko płynie odmienny wniosek. Biorąc pod uwagę, że opóźnienia są chociażby przy powstawaniu radaru P-18PL tworzonego przez PIT-Radwar z Polskiej Grupy Zbrojeniowej – trudno uwierzyć, że państwowa zbrojeniówka jest w stanie dostarczyć tak skomplikowany i działający produkt w rozsądnym czasie. Oczywiście to nie znaczy, że takiego działania się chętnie nie podejmie. Jak pokazał niedawny raport Najwyższej Izby Kontroli, pieniądze na tego typu badania są wydawane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w olbrzymich ilościach i de facto nikt nie oczekuje efektów w postaci wdrożenia do produkcji. Do programu Narew wciąż nie został wybrany zagraniczny partner, od którego mamy kupić technologię produkcji rakiet. Kwestię nacisków przemysłu dodatkowo komplikuje fakt, że wiceminister obrony Sebastian Chwałek jeszcze do niedawna był w zarządzie Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Wreszcie wspomnieć trzeba także o tym, że budżet resortu obrony, choć duży, to ma swoje ograniczenia. Brak decyzji o kontynuacji programu Wisła może też wynikać ze świadomości decydentów, że przy braku dodatkowego finansowania na Wojsko Polskie, na OPL nam zwyczajnie nie starczy środków. Warto przypomnieć, że bez sprawnego sytemu obrony polskiego nieba i w razie szybkiego uzyskania przewagi w powietrzu przez przeciwnika inne uzbrojenie może stać się zupełnie bezwartościowe, zanim zostanie użyte.