Rząd kontynuacji z kilkoma korektami – taki obraz nowego gabinetu PiS wyłania się z nieoficjalnych rozmów na temat trwających negocjacji.
Możliwe, że puzzle zostaną ułożone jeszcze w tym tygodniu. W najbliższych dniach PiS ma rozmawiać z koalicjantami o tym, jak będzie wyglądał rząd. Z dotychczasowych nieoficjalnych informacji wynika, że korekcie ulegnie jego centrum. Do tej pory rolę koordynatora rządowych projektów pełni wicepremier Jacek Sasin. Ale on prawdopodobnie przejdzie do odnowionego resortu skarbu, choć pod inną nazwą np. ministerstwa majątku państwowego. Do tego resortu będzie należał nadzór nad firmami z udziałem państwa. W jego skład wejdą działy z innych resortów, np. energii, które dotyczą nadzoru nad spółkami energetycznymi, paliwowymi czy górniczymi. Jeszcze niedawno toczyły się dyskusje, czy reaktywowany nadzór ma mieć formę resortu, czy być inną państwową agendą – wygrała ta pierwsza koncepcja. Przynajmniej część funkcji Sasina może w KPRM przejąć prof. Waldemar Paruch, który miałby zostać konstytucyjnym ministrem. W programie PiS znalazły się zapowiedzi wzmocnienia rządowego centrum i kierowanego przez niego Centrum Analiz Strategicznych.
Z ambitnych planów kumulacji resortów gospodarczych jak na razie została jedynie idea rozebrania Ministerstwa Energii. Oprócz resortu majątku państwowego beneficjentem tego ruchu ma być Jadwiga Emilewicz. Do jej resortu ma zostać dołączona część Ministerstwa Energii. To nagroda dla Porozumienia Jarosława Gowina za wyborczy wynik i sprawnie prowadzone powyborcze negocjacje z PiS.
Jeśli dokonany zostanie podział energii, to są spore szanse, że z rządu odejdzie jego obecny szef Krzysztof Tchórzewski. Reszta kompetencji tego ministerstwa może trafić do resortu środowiska. Aczkolwiek coraz częściej słychać, że obecny jego szef Henryk Kowalczyk nie będzie już nim kierował w kolejnej kadencji. Jako jeden z potencjalnych następców wymieniany jest wiceminister Michał Kurtyka.
Reklama
Jeszcze jeden resort, który może przestać istnieć lub zostać poważnie okrojony – Ministerstwo Cyfryzacji. W tym kontekście mówi się o przekazaniu części jego działów do MON, a części do Ministerstwa Nauki Jarosława Gowina. Cyfryzacja jest także wymieniana jako jedno z tych ministerstw, które mogą przypaść Solidarnej Polsce Zbigniewa Ziobry.

Reklama
Zmiany mogą także czekać resort infrastruktury, choć w przypadku losów jego obecnego szefa Andrzeja Adamczyka zdania naszych rozmówców są podzielone. Już w tamtej kadencji obok Krzysztofa Tchórzewskiego był najczęściej typowanym ministrem do odejścia przy kolejnej fali zmian, a mimo to trwał. Możliwe, że teraz będzie podobnie.
W kontekście odejść starych ministrów mówi się o możliwych awansach młodych polityków PiS. – Marcin Horała będzie w składzie Rady Ministrów, to właśnie miałby być symboliczny gest docenienia polityków PiS młodego pokolenia – mówi nam osoba z rządu. W gronie zasłużonych wymieniani się także obecni wiceministrowie Paweł Szefernaker, Waldemar Buda czy Artur Soboń.
Nie wiadomo, czy i jak długo zostanie w rządzie Jerzy Kwieciński, dlatego nie jest pewne, co z kierowanymi przez niego dwoma ministerstwami. W tej kadencji największe znaczenie będzie miało Ministerstwo Finansów. Idzie spowolnienie, więc nowy minister będzie musiał się natrudzić, tym bardziej że – jak słychać z deklaracji PiS – nie zostanie zniesiony limit 30-krotności. To oznacza, że państwowa kasa będzie w przyszłym roku o 5 mld zł chudsza, i to jeden z problemów, z którym nowy lokator przy Świętokrzyskiej będzie się musiał uporać. W tym kontekście padają nazwiska szefa KAS Piotra Walczaka, który cieszy się zaufaniem premiera, byłego wiceministra finansów Pawła Gruzy, obecnie w zarządzie KGHM; słychać także o szefie giełdy Marku Dietlu, który jednak nie potwierdza tych informacji.
Bez zmian może pozostać MSZ. – Premier zajmuje się UE, prezydent Stanami Zjednoczonymi, reszta ma znaczenie drugorzędne, więc może nie ma sensu zmieniać ministra – mówi polityk PiS.
Jeszcze na początku zeszłego tygodnia w rozmowach koalicyjnych panował impas, bo szef Solidarnej Polski wracał z przekazem, że Morawiecki nie powinien być premierem i najlepiej, by był nim Kaczyński. Tyle że lider PiS nie ma ochoty na szefowanie rządowi. Jarosław Kaczyński od początku stawiał na kontynuację misji przez Mateusza Morawieckiego. Zmiana kandydata na premiera oznaczałaby nadszarpnięcie jego autorytetu i byłaby kompletnie niezrozumiała z punktu widzenia wyborców, którym Morawieckiego prezentowano jako szefa rządu PiS. Nasi rozmówcy dziwili się, czemu szef Solidarnej Polski obstawał przy swoim, gdy nie miał szans tego postulatu przeforsować. Pojawiły się tłumaczenia, że Ziobro, podnosząc kwestię zmiany premiera, chciał osłabić Morawieckiego oraz jak najwięcej wytargować. O ile Jarosław Gowin zamknął rozmowy szybko, to te z Solidarną Polską się przeciągają. Jego ugrupowanie ma otrzymać jeszcze jeden resort oprócz sprawiedliwości. W grę wchodzą cyfryzacja albo sport, o który, jak mówią nasi rozmówcy, Solidarna Polska bardzo zabiega jako komfortowe miejsce do budowania pozycji w terenie. A to niełatwe, gdyż sukces Solidarnej Polski wzbudził w PiS fale krytyki. Politycy PiS wypominają kandydatkom Ziobry w kampanii świetną ekspozycję na banerach i innych nośnikach reklamowych w terenie oraz dobre pozycjonowanie w mediach publicznych – o ironio – często kosztem kandydatów PiS. Dlatego trudno mówić o ciepłych uczuciach między tymi środowiskami.