Ofensywa zapewnień o zniesieniu wiz, najpierw ze strony prezydenta Stanów Zjednoczonych, a obecnie powtarzana w kilku wywiadach przez ambasador tego kraju – każe zadać pytanie o realność składanych zobowiązań.
O ile Georgette Mosbacher umiejętnie lawiruje, nie precyzując terminów, o tyle Donald Trump obiecuje daty, których ‒ choćby ze względów formalnych ‒ nie da się dotrzymać. Ten proces to machina administracyjna, której nie może przyspieszyć nawet prezydent Stanów Zjednoczonych.
12 czerwca podczas spotkania z Andrzejem Dudą w Białym Domu amerykański prezydent zadeklarował, że decyzje w sprawie wiz będą podejmowane w najbliższym czasie. Zaznaczył jednak, że pewna praca musi jeszcze zostać wykonana. Zapytany później o terminy, konkretyzował: „Jesteśmy coraz bliżej. Polska jest jednym z tych krajów, których chcemy w programie. Decyzje będziemy podejmować w ciągu 90 dni”.
Prezydent Andrzej Duda stwierdził, że jest optymistą. „Myślę, że jest to pierwsza amerykańska administracja, która podeszła do tego problemu w sposób poważny i kompleksowy” – uznał, zaznaczając, że sprawa zostanie załatwiona do końca pierwszej kadencji prezydenta Trumpa. Czyli w praktyce do końca przyszłego roku.