Donald Trump zapomniał, że państwa nie funkcjonują jak prywatne przedsiębiorstwa.
Mimo starań prezydenta USA deficyt handlowy urósł właśnie do poziomu największego od 10 lat. Roczna różnica między amerykańskim eksportem a importem wyniosła w 2018 r. 621 mld dol. Tylko w grudniu dziura w amerykańskim handlu zagranicznym sięgnęła blisko 60 mld dol. Deficyty w handlu z Chinami, Unią Europejską i Meksykiem są najwyższe w historii. W czasie kadencji Donalda Trumpa wielkość rocznego deficytu powiększyła się o 119 mld dol. Można więc kwestię handlu uznać za jego najbardziej spektakularną porażkę.
Mógłby jej uniknąć, gdyby słuchał ekonomistów, którzy od początku jego kadencji wskazywali, że deficytu handlowego nie da się zlikwidować, nakładając taryfy celne, ponieważ jest on konsekwencją zamożności i siły konsumentów w najpotężniejszym państwie świata. Sytuacja, w której globalny lider jest rynkiem zbytu dla całej reszty państw, a te są w stanie rosnąć i bogacić się dlatego, że mogą sprzedawać swoje towary liderowi, jest normalna. Tak na świecie było zawsze niezależnie od tego, kto akurat odgrywał rolę globalnego lidera.