Brak porozumienia między prezydentem USA Donaldem Trumpem i przywódcą Korei Płn. Kim Dzong Unem w Hanoi jest zaskakujący i świadczy o twardej postawie negocjacyjnej obu stron – ocenili w czwartek dla PAP dwaj specjalizujący się w sprawach koreańskich eksperci.

Dwudniowy szczyt z udziałem obu przywódców zakończył się w czwartek o dwie godziny wcześniej, niż oczekiwano. Nie odbyła się zapowiadana pierwotnie przez Biały Dom ceremonia podpisania porozumienia.

Ekspert w sprawach koreańskich z Uniwersytetu Lingnan w Hongkongu Brian Bridges ocenił w rozmowie z PAP, że prezydentowi USA należy się uznanie, gdyż wolał odejść od stołu niż zawrzeć niesatysfakcjonującą umowę.

Zdaniem Bridgesa jest to zaskakujące zwłaszcza w kontekście problemów Trumpa we własnym kraju, związanych z zeznaniami jego byłego osobistego prawnika Michaela Cohena, który przed komisją nadzoru Izby Reprezentantów nazwał prezydenta „rasistą” i „oszustem”.

Reklama

„Trump zapewne chciałby, żeby w nagłówkach pojawiła się pozytywna informacja o porozumieniu w Hanoi, a jednak był przygotowany, by odejść od stołu” - wskazał Bridges, który jest autorem licznych publikacji na temat obu Korei.

Reklama

Zaskoczenie w rozmowie z PAP wyraził również specjalizujący się w polityce koreańskiej naukowiec z Uniwersytetu Chińskiego w Hongkongu Steve Chung. „Wszyscy spodziewali się wspólnego oświadczenia, jak po poprzednim szczycie w Singapurze, ale skończyło się chaosem” - powiedział.

„Myślę, że to pomogło nam wrócić na ziemię” - dodał Chung. Ocenił jednak, że brak wspólnego oświadczenia nie oznacza, że szczyt nie był produktywny. Jego zdaniem obie strony skupiły się tym razem na konkretnych sprawach związanych z denuklearyzacją, w których niełatwo jest dojść do porozumienia.

„Nie sądzę, żeby (Trump i Kim) się kłócili. Raczej doszli do wniosku, że nie będą w stanie w ciągu kilku godzin dojść do porozumienia, więc zakończyli spotkanie” - powiedział. Dodał, że obaj przywódcy „lubią tego rodzaju dramatyczne posunięcia, ponieważ pasują one do ich wizerunku”.

Zarówno Chung, jak i Bridges ocenili, że podczas szczytu Kim prawdopodobnie mocno naciskał na zniesienie wszystkich nałożonych na jego kraj sankcji. Zdaniem Bridgesa wynikało to z trudnej sytuacji gospodarczej Korei Płn., choć Kim mógł też wyczuć, że pozycja Trumpa jest osłabiona przez jego problemy w USA.

„Trump mógłby zrezygnować z części sankcji, ale zniesienie wszystkich byłoby politycznie niemożliwe do obrony” - wskazał ekspert. Dodał, że Kim prawdopodobnie zgodziłby się na dopuszczenie międzynarodowych inspektorów do ośrodka nuklearnego w Jongbjon i niektórych innych zakładów lub na ich likwidację, ale nie spełniło to oczekiwań USA.

Według Bridgesa odpowiedź Trumpa na pytanie o ewentualne kolejne spotkanie z Kimem nie sugeruje, aby miało się ono odbyć w najbliższej przyszłości. "To może być wkrótce, a może do tego nie dojść przez długi czas" – mówił Trump na konferencji prasowej.

Po szczycie rzeczniczka Białego Domu Sarah Sanders przekazała, że "tym razem nie osiągnięto porozumienia", ale obie delegacje przeprowadziły w czasie szczytu konstruktywne rozmowy na temat denuklearyzacji Korei Płn., a także na temat gospodarki tego kraju i mają nadzieję kontynuować rozmowy w przyszłości.

Trump określił szczyt jako „bardzo produktywny” i zaznaczył, że negocjacje nie zostały zerwane w sposób nagły. "To nie było odejście na takiej zasadzie, że się wstaje i wychodzi. Nie, to było bardzo przyjazne. Uścisnęliśmy sobie dłonie" - powiedział.

Bezpośrednio z konferencji prasowej Trump udał się na lotnisko, skąd wyruszył w drogę powrotną do Waszyngtonu. Kim pozostał w Wietnamie, by rozpocząć w piątek dwudniową oficjalną wizytę w tym kraju.