"Formuła partnerstwa publiczno-prywatnego jest wręcz stworzona dla mieszkalnictwa" - przekonuje Herbst. I dodaje, że gdyby ten mechanizm wprowadzić do programu Mieszkanie Plus, to w Polsce bardzo szybko powstałoby tysiące "lokali o funkcji komunalnej". I co ważniejsze, rząd nie musiałby na nie wydawać publicznych środków.

Zapytana o to, jak mógłby działać ten system, wyjaśnia: prywatny inwestor wchodzi w konsorcjum z firmą zarządzającą, np. lokalnym Towarzystwem Budownictwa Społecznego, a następnie podpisuje umowę z gminą, w której mieszkania będą zbudowane". W umowie tej - jak zaznacza - strony określają, ile mieszkań ma powstać oraz w jakim mają być standardzie. W następnej kolejności przedstawiciele samorządu sporządzają listę lokatorów i ustalają wysokość czynszu, którą mają płacić najemcy. Herbst wyjaśnia, że powinna ona być niższa od czynszu rynkowego, ale prywatnemu inwestorowi będzie to się opłacać, bo gmina wypłaci mu różnicę między czynszem rynkowym a tym, co płacą ludzie. "To będzie jego zysk" - twierdzi.

Zalet zastosowania mechanizmu PPP w programie Mieszkanie Plus, według Herbst, jest kilka: po pierwsze - gminy się nie zadłużają, bo koszty związane z inwestycją wykłada inwestor prywatny. Po drugie - czynsze, które płacą lokatorzy, są niższe niż rynkowe, więc rośnie dostępność mieszkań. I wreszcie po trzecie - buduje się mieszkania, których w Polsce brakuje.

Reklama

Herbst twierdzi, że zainteresowanie inwestorów prywatnych udziałem powinno wzrosnąć, ponieważ nowelizacja ustawy o PPP, która weszła w życie jesienią tego roku, usunęła większość jej mankamentów. Obecna zakłada m.in., że każdy podmiot publiczny będzie mógł się zwrócić do Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju z wnioskiem o zbadanie, czy planowany projekt jest realny w formule PPP, jakie będą jego koszty, po ilu latach się zwrócą. Ustawa wprowadza również przepisy ułatwiające monitoring rynku PPP, umożliwia realizację projektów PPP na bazie istniejących spółek podmiotu publicznego, a także umożliwia samorządom przyznawanie dotacji celowych dla partnerów prywatnych na finansowanie inwestycji związanych z realizacją zadań samorządowych.

Herbst podkreśliła jednak, że do zrobienia zostały jeszcze dwie rzeczy: powinien powstać specjalny fundusz, z którego samorządy mogłyby zaciągać preferencyjne kredyty na projekty PPP. A druga - to system poręczeń dla podmiotów prywatnych. Jej zdaniem, jest to bardzo potrzebne, ponieważ obniża koszty kredytu, a co za tym idzie, całej inwestycji.

Reklama

Generalnie jednak nowelizacja ustawy powinna znacząco wpłynąć na sposób finansowania inwestycji w Polsce. Nie stanie się to jednak - jak twierdzi - z dnia na dzień, ale "proces już ruszył i w ciągu 2-3 lat powinniśmy zobaczyć pierwsze efekty". Zaznacza też, że obecnie najważniejsze są szkolenia, które mają przybliżyć tę formę finansowania instytucjom szczebla krajowego oraz przedstawicielom samorządów terytorialnych, lokalnym i regionalnym. Dodaje, że w ramach projektu szkoleniowego, w którym uczestniczą m.in. MIiR, Lewiatan, Fundacja Centrum PPP, Związek Miast Polskich i Związek Powiatów Polskich przeszkolono ok. 1400 osób. "To od wiedzy decydentów będzie zależało jak chętnie będą oni korzystać z tej formy finansowania inwestycji" - mówi. Przypomina, że proces wdrażania mechanizmu PPP jest podobny do tego, który obserwowaliśmy wiele lat temu, gdy w Polsce pojawiły się środki z funduszy unijnych. "Na początku, znalezienie odpowiedniego programu, złożenie wniosku czy rozliczenie to była wiedza tajemna, którą posługiwali się tylko nieliczni, zwykle wysoko opłacani specjaliści z firm doradczych - przypomina. Dodaje, że teraz jest to bardzo popularne źródło finansowania, z którego samorządy chętnie korzystają, a wiele z nich zatrudnia na etatach specjalistów od środków unijnych. "Mam nadzieję, że podobnie będzie z PPP" - mówi.

"Sęk jednak w tym, że polityki inwestycyjnej państwa nie powinno się budować tylko na jednym mechanizmie finansowania" - mówi Herbst, dodając, że jesteśmy tak naprawdę skazani na partnerstwo publiczno-prywatne. chociażby dlatego, że środki unijne w kolejnych perspektywach będą się zmniejszać. Zaznacza też, że zainteresowanie formułą PPP z roku na rok rośnie. Zarówno wśród przedsiębiorców, jak i samorządowców, a także - choć wolniej - wśród przedstawicieli szczebla administracji państwowej. Przypomniała, że do tej pory w ramach PPP na szczeblu krajowym powstała tylko jedna inwestycja publiczna, czyli budynek sądu w Nowym Sączu. Dodała, że obecnie przygotowywane są kolejne.

Obecnie - jak zauważyła - podpisanych jest ok. 120 umów PPP i ok. 60 nowych jest przygotowywanych. Podkreśliła, że bardzo ważnym elementem wdrażania nowego mechanizmu jest uchwalona rządowa polityka rozwoju PPP w Polsce. "Jej cel to 100 nowych umów do 2020 roku" - mówi.

Pytana, czy jej zdaniem, realne jest założenie premiera Mateusza Morawieckiego, by do 2020 ok. pięciu procent nakładów inwestycyjnych sektora publicznego było realizowane w ramach partnerstwa publiczno - prywatnego, powiedziała, że "jest to możliwe". Warunkiem jest jednak uruchomienie w ramach PPP większej liczby projektów drogowych, oświatowych (np. budowa szkół i przedszkoli - PAP), służby zdrowia, parkingów. Jej zdaniem partnerstwo publiczno - prywatne można też stosować np. przemyśle obronnym.

Ustawa o PPP powstała w 2005 roku, ale jej restrykcyjność, duże obciążenia regulacyjne, a także brak przepisów wykonawczych, sprawiły, że podczas jej obowiązywania nie został zawarty żaden kontrakt. W roku 2009 weszła życie nowa ustawa o PPP. W ciągu dziewięciu lat jej funkcjonowania zawarto ok. 120 umów (na 460 ogłoszonych konkursów), z czego ponad 99 proc. to projekty samorządowe.

Model PPP zakłada, że partner prywatny wykłada pieniądze na realizację inwestycji, następnie zarządza nią, świadczy usługi publiczne pobierając stałą opłatę od partnera publicznego lub też, jeśli umowa PPP zawarta jest w formule koncesji (usługa jest płatna), refundacja wyłożonych przez niego środków odbywa się poprzez sprzedaż tych usług. Po 20-30 latach, inwestycja przechodzi na własność partnera publicznego.

autor: Ewa Wesołowska