Jestem spokojny o ocenę udziału moich żołnierzy w ćwiczeniach Anakonda. Po tym ćwiczeniu rozumieją oni złożoność wyzwań i swoją rolę w systemie obronnym, wiedzą też ile jeszcze przed nimi - powiedział PAP dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej gen. dyw. Wiesław Kukuła.
Reklama

Do tegorocznych, największych manewrów wojskowych w Polsce Anakonda 18, których etap poligonowy zakończono 19 listopada, Wojska Obrony Terytorialnej wystawiły trzy kompanie lekkiej piechoty. W sumie było to ponad 400 żołnierzy najmłodszego rodzaju sił zbrojnych, uczestniczących w manewrach z wojskami operacyjnymi. WOT po raz pierwszy wystawił tak duże siły do ćwiczeń wojskowych - rok temu podczas manewrów Dragon 17, brał udział wzmocniony pluton piechoty WOT, złożony z 36 żołnierzy Terytorialnej Służby Wojskowej i 4 żołnierzy zawodowych.

W tym roku do ćwiczeń z wojskami operacyjnymi WOT wystawił ponad dziesięciokrotnie więcej żołnierzy niż przed rokiem, skąd taki skok zaangażowania?

Gen. Wiesław Kukuła: Mogliśmy się zaangażować, bo mamy już wielu żołnierzy na wyższym poziomie wyszkolenia, takich, którzy posiadają umiejętności lepiej predysponujące ich do tak złożonych ćwiczeń, jakie są prowadzone na Anakondzie. O ile wcześniej ćwiczyliśmy zaangażowanie wzmocnionego plutonu, to na Anakondzie mogliśmy sobie pozwolić na trzy kompanie. Z roku na rok nasz udział w tego typu ćwiczeniach będzie rosnąć.

Wasza liczniejsza obecność w największych ćwiczeniach polskiej armii, to niejedyna różnica. Specyfika tegorocznej Anakondy była inna?

Gen. Kukuła: Tak, istotą tegorocznej Anakondy było to, że jej scenariusz mocno się różnił od wcześniejszych ćwiczeń. Na Dragonie ćwiczone były scenariusze wojenne, a w tym roku ćwiczyliśmy zadania taktyczne związane z reagowaniem kryzysowym, które może mieć miejsce w przypadku konfliktu podprogowego, czy wojny hybrydowej. Charakter tych ćwiczeń mocno wiąże się naszymi zadaniami, dostaliśmy wiec możliwość zweryfikowania założeń dotyczących doktryny działań WOT.

O jakie działania chodzi?

Gen.Kukuła: Ćwiczyliśmy ochronę infrastruktury krytycznej, poszukiwanie i ratownictwo oraz ewakuację ludności. Są to zadania mocno wpisane w specyfikę WOT, ale też rzucają wyzwania związane z koniecznością współdziałania z państwowymi strukturami pozamilitarnymi. Jedno z naszych zadań polegało na wzmocnieniu ochrony granicy kraju, poprzez wsparcie straży granicznej. To ćwiczenie pokazało nam w jakim kierunku powinno iść nasze dalsze szkolenie. Pokazało nam też nasze błędy na etapie przygotowania do ćwiczenia. Te błędy na pewno przełożą się wnioski. Zbudujemy efektywny system przygotowania WOT do współpracy ze Strażą Graniczną, która w tamtym rejonie, województw wschodnich może potrzebować naszego wsparcia. Inny przykład naszej współpracy z cywilami podczas działań wojsk to ewakuacja ludności. Ćwiczyliśmy zabezpieczenie i przemieszczenie ludności niezaangażowanej do walki z jej terenu. W tym wypadku ważna była współpraca z urzędem wojewódzkim w Białymstoku. Zapewnialiśmy wsparcie logistyczne dla administracji oraz ochronę i zabezpieczenie takiej ewakuacji. Mogę powiedzieć, że w tym ćwiczeniu wypadliśmy pozytywnie, choć też mam szereg uwag, które musimy wdrożyć do szkolenia.

To co wam dała tegoroczna Anakonda?

Gen. Wiesław Kukuła: Na pewno przysłużyła się do tego, że doktryna użycia WOT, którą teraz tworzymy, która będzie również naszym regulaminem działań taktycznych, na pewno będzie bogatsza. Chcemy taką doktrynę opracować do połowy przyszłego roku. Wnioski z Anakondy są w tym wypadku jak znalazł. Dzięki tym ćwiczeniom już weryfikowaliśmy zapisy projektu. Ale najbardziej bezcenne jest doświadczenie indywidualne moich żołnierzy wyniesione z ćwiczeń. Bo co różni dobrego i złego żołnierza - właśnie doświadczenie.

Jest Pan zadowolony z tego jak wypadliście na Anakondzie?

Gen.Kukuła: Nie patrzymy na te ćwiczenia jak na coś, co się musi zakończyć pełnym powodzeniem. Miarą naszego zadowolenia jest właśnie liczba zebranych wniosków dotyczących naszego działania. Jeżeli w trakcie ćwiczenia zdefiniujemy to, co nie działa i zdołamy to naprawić, to będziemy lepiej przygotowani do boju. Jeżeli udamy, że wszystko dobrze działa i się skupimy tylko na efekcie, jaki chcemy osiągnąć, przymykając oczy na pewne niedociągnięcia, nigdy tego celu nie osiągniemy.

Jak podczas Anakondy sprawdzaliście własne działania?

Gen.Kukuła: Przy naszych zespołach mieliśmy tzw. kontrolerów celu - obserwatorów, którzy sprawdzali zachowania naszych żołnierzy. Ich zadaniem, była obserwacja i ocena działania. Oceny te dotyczą poziomu szkolenia indywidualnego żołnierza, ale też zgrania zespołów podczas zadań taktycznych. Ale trzeba pamiętać, że Dowództwo Operacyjne też ma swój zespół oceny, które patrzy kompleksowo na pole walki. Widzi nie tylko wszystkie rodzaje sił zbrojnych, ale też graczy spoza struktur wojskowych. Ich celem jest integracja tego wysiłku, bo wszyscy jesteśmy elementami układanki i razem tworzymy zespół. Ocenę i wnioski Dowództwa Operacyjnego spodziewam się poznać w połowie grudnia. Choć bieżące uwagi otrzymałem już w trakcie ćwiczenia.

I jakiej oceny się Pan spodziewa?

Gen.Kukuła: Jestem raczej spokojny o tę ocenę. Szczególnie jeśli chodzi o zaangażowanie i inicjatywę żołnierzy WOT. Znam już wszystkie uwagi moich obserwatorów, wiem co muszę poprawić. Ale czekam na ocenę Dowództwa, może ona zmienić moje postrzeganie. Jestem świadomy, że wciąż jesteśmy na początku drogi budowania naszych zdolności.

Co mówią po tym ćwiczeniu żołnierze WOT?

Gen.Kukuła: Są przede wszystkim zmęczeni. To najlepszy dowód na to, że ćwiczenie było intensywne. Jest też rzecz, która mi imponuje - Oni sami przyznają, że po tym ćwiczeniu zrozumieli, ile jeszcze przed nimi. To jest pokora godna żołnierza. Nie ma w nich samozachwytu, ale zauważyli złożoność wyzwań, która ich jeszcze czeka i zrozumieli swoją rolę w systemie, to że odpowiedzialność nawet jednego z nich może się przyczynić do powodzenia całej operacji.

Skierował Pan na ćwiczenia swoich najlepszych żołnierzy?

Gen.Kukuła: To były sformowane już pododdziały, kompanie lekkiej piechoty, które - nie przeczę - wcześniej objęliśmy rozszerzonym treningiem. To są żołnierze, którzy nie przeszli jeszcze całego trzyletniego cyklu szkolenia, nie są certyfikowani, jako gotowi do walki. To dlatego musieliśmy pójść taką drogą. Doszkalanie żołnierzy do takich ćwiczeń, szczególnie w przypadku tak młodej formacji jak WOT, to normalne.

Wspominał Pan o założeniach doktrynalnych, jakie stracie się opracować, które w przyszłości mają określać waszą rolę w systemie bezpieczeństwa. Czy po Anakondzie może Pan nakreślić główny rys takich założeń?

Gen.Kukuła: Dziś mamy erę konfliktów nowej generacji, to są konflikty podprogowe, które działają poza stanem wojny - tam gdzie jej jeszcze formalnie nie ma, ale ludzie już są narażeni na jej skutki. W takich sytuacjach to my mamy dawać wsparcie społecznościom lokalnym jako pierwsi. Dlatego podczas Anakondy nasze kompanie nie były z drugiego końca Polski. To byli ludzie, którzy się wywodzili z tych społeczności, w ramach których działali, w ramach której np. ćwiczyli ewakuację ludności. W rzeczywistej sytuacji ci żołnierze ewakuowaliby swoich bliskich, a sami pozostaliby na tym terenie. Podobnie było podczas ćwiczenia z ochrony infrastruktury krytycznej - zakładów Azotowych w Puławach. Członkowie rodzin naszych żołnierzy pracują w tym zakładzie. Dzięki takim zależnościom moje wojsko integruje społeczności lokalne z armią jako całością. Buduje też siłę tych społeczności, bo te są bardziej świadome zagrożeń, ale też możliwości, jakie mogą im dać formacje WOT, a to ułatwia zadanie wojskom operacyjnym, które działają w regionie. To już pokazuje, jak WOT zmienia oblicze całej obronności.