Poniedziałkowe wybory do władz 444 miast w prowincjach Ontario i Kolumbii Brytyjskiej wskazują, że Kanadyjczycy oczekują współpracy między politykami, i sygnalizują, jakie tematy są ważne dla mieszkańców kraju na rok przed wyborami federalnymi.

W Ontario, gdzie mieszka prawie 40 proc. ludności Kanady, komentatorzy obserwowali szczególnie dwa miasta - stolicę prowincji Toronto oraz Brampton.

Toronto było w ostatnich miesiącach areną walki politycznej między obecnym premierem Ontario, konserwatystą Dougiem Fordem, a władzami miasta i jego mieszkańcami. Ford zdecydował w lipcu, w trakcie kampanii wyborczej, że o blisko połowę zmniejszy liczbę miejskich okręgów wyborczych i tym samym liczbę radnych. Mający większość w parlamencie prowincji konserwatyści przeforsowali ustawę wbrew protestom opozycji i mieszkańców Toronto. Ford twierdził, że zmniejszenie liczby radnych pozwoli na szybsze „załatwianie spraw”. Sąd pierwszej instancji uznał ustawę za sprzeczną z konstytucją, ale sąd apelacyjny zawiesił to orzeczenie.

Reklama

Media wskazywały na możliwe osobiste powody ataku Forda na Toronto. Obecny premier Ontario był radnym Toronto przez jedną kadencję, zaś jego nieżyjący już brat – mający problemy z alkoholem i narkotykami Rob Ford – był burmistrzem tego miasta do 2014 roku. Rob Ford głosił hasło skończenia z „ciepłymi posadkami”, z kolei Doug Ford posługuje się hasłem „rząd Ontario dla ludzi” i występuje przeciw „elitom”. Tzw. stare Toronto, o poglądach centrolewicowych, często kpi z Forda, uważając go za populistę.

W poniedziałek mieszkańcy Toronto wybrali obecnego burmistrza Johna Tory'ego na drugą kadencję oraz wyłonili 25 radnych. Jak wskazywały w pierwszych komentarzach media, aby zrealizować ważne dla miasta sprawy, Tory będzie musiał zapewnić sobie poparcie także bardziej lewicowej opozycji. Jak zauważył na stronach CBC jeden z analityków wyborczych, kiedy Ford forsował zmiany w prawie wyborczym, „niektórzy spekulowali, że to część strategii mającej sprawić, by rada miasta była bardziej prawicowa i przyjaźniej nastawiona do konserwatystów. Nawet jeśli takie były polityczne kalkulacje, to zakończyły się niepowodzeniem”.

Reklama

Drugim, zaskakującym miejscem pojedynku między premierem Ontario a lokalnymi władzami stało się Brampton, graniczące z Toronto od północnego zachodu. Wybory na burmistrza tego miasta wygrał Patrick Brown, który jeszcze w styczniu był liderem partii konserwatywnej w Ontario. Po zarzutach o molestowanie seksualne Brown ustąpił z pełnionej funkcji, a potem został usunięty z partii. Sprawa zarzutów wobec Browna wciąż nie została wyjaśniona, a jego miejsce na stanowisku szefa ugrupowania zajął Doug Ford.

W kampanii wyborczej, szczególnie w aglomeracji Toronto, w której mieszka około połowy mieszkańców Ontario, najważniejszymi tematami były zaporowe ceny na rynku mieszkaniowym, transport publiczny, zwalczanie przestępczości i utrzymanie niskich podatków lokalnych.

Wyniki poniedziałkowych wyborów miejskich w Ontario warto odczytywać w kontekście sobotnich wyborów miejskich w prowincji Kolumbia Brytyjska. Dla tamtejszych wyborców, szczególnie w aglomeracji Vancouver, najważniejsze były cztery tematy: wysokie ceny domów i mieszkań, transport, walka z przestępczością zorganizowaną oraz wzrost gospodarczy - podkreślały media.

W Vancouver nie ma miejskich okręgów wyborczych, wyborcy głosują na lokalne partie, wybierając 10 radnych. Po raz pierwszy od 30 lat w mieście tym wygrał kandydat niezależny - centrolewicowy Kennedy Stewart. W radzie miasta zasiądą radni wspierani przez cztery miejskie partie - pięciu radnych z prawicowej Non-Partisan Association (NPA) i pięciu radnych z Partii Zielonych Vancouver oraz socjaldemokratycznych One City i Coalition of Progressive Electors (COPE). Podobnie jak w Toronto oznacza to konieczność zawierania kompromisów.

Poniedziałkowe wybory miejskie w Ontario były ciekawe nie tylko dla obserwatorów kanadyjskiego życia politycznego. Wybory zarówno parlamentarne, jak i miejskie odbywają się na ogół w jednomandatowych okręgach wyborczych. Jednak w mieście London po raz pierwszy w wyborach miejskich w Kanadzie zastosowano metodę głosowania, która pozwala wyborcy wskazać trzech kandydatów, w kolejności poparcia.