Palestyńskie ugrupowania zapowiadają kontynuowanie protestów.
Choć wczoraj na granicy między Strefą Gazy a Izraelem było już spokojnie, to wyznacznikiem dalszego rozwoju sytuacji będzie dopiero dzień jutrzejszy. Po piątkowych modłach muzułmanie zazwyczaj liczniej biorą udział w politycznych demonstracjach.
Jedynym incydentem, do jakiego wczoraj doszło, była wymiana ognia między bojownikami Hamasu a izraelskimi żołnierzami na północnej granicy Strefy Gazy, w której jednak nikt nie odniósł obrażeń. Nie było też antyizraelskich manifestacji, co ma związek z tragicznym ich skutkiem w poniedziałek – armia izraelska użyła ostrej broni i gazów łzawiących wobec Palestyńczyków, którzy z terenów Strefy Gazy rzucali w kierunku Izraela kamienie i materiały wybuchowe. Śmierć spowodowało śmierć co najmniej 60 osób. Palestyńskie protesty trwały od końca marca, ale w poniedziałek były wyjątkowo liczne, bo tego dnia przypadała 70. rocznica powstania Izraela, a Stany Zjednoczone przeniosły oficjalnie swoją ambasadę z Tel Awiwu do Jerozolimy.
Zastosowanie środków niewspółmiernych do zagrożenia zostało potępione przez większość krajów świata, z istotnym wyjątkiem w postaci Stanów Zjednoczonych. Według Izraela rządzący Strefą Gazy radykalny Hamas zdecydował się na wstrzymanie antyizraelskich protestów pod presją Egiptu, który ostrzegł, że jeśli będą one kontynuowane, nie przyjdzie on Palestyńczykom z pomocą. Hamas zaprzecza jednak tym doniesieniom i zarówno on, jak i inne radykalne palestyńskie ugrupowanie – Islamski Dżihad, wezwały mieszkańców enklawy do udziału w piątkowych protestach. Frekwencję może jednak osłabić to, że dziś rozpoczyna się muzułmański miesiąc postu – ramadan.
Reklama
Równolegle trwają polityczne konsekwencje poniedziałkowych wydarzeń. Turcja wydaliła izraelskiego ambasadora i konsula w Stambule, a Izrael – tureckiego konsula w Jerozolimie. Władze palestyńskie z kolei poinformowały o wezwaniu na konsultacje swoich ambasadorów w Rumunii, Czechach, Austrii i na Węgrzech, wyjaśniając to tym, że przedstawiciele tych państw wzięli udział w izraelskim przyjęciu z okazji przeniesienia amerykańskiej ambasady. Z drugiej strony Stany Zjednoczone znajdują naśladowców – wczoraj swoją ambasadę w Jerozolimie otworzyła Gwatemala (nie jest to wielkim zaskoczeniem, bo zapowiedziała to już w grudniu), a w przyszłym tygodniu to samo ma zrobić Paragwaj. Debaty nad podobnym krokiem trwają też w kilku innych krajach, m.in. w Rumunii i na Filipinach. Zdecydowana większość krajów z racji kontrowersji wokół statusu Jerozolimy zamierza jednak pozostawić placówki w Tel Awiwie. Takie jest także stanowisko Polski.