Przyzwyczajono nas – dziennikarzy, pisarzy, krytyków – do tego rytuału. Co roku, w pierwszy (albo, w drodze wyjątku, drugi) czwartek października w XVIII-wiecznym budynku Giełdy Sztokholmskiej, gdzie mieści się siedziba Akademii Szwedzkiej, punktualnie o godzinie pierwszej po południu otwierają się pozłacane drzwi, zza których wychodzi stały sekretarz Akademii, by w rozbłyskach fleszy ogłosić, najpierw po szwedzku, potem po angielsku, imię i nazwisko laureata literackiej Nagrody Nobla tłumom zgromadzonym w hallu.
Reklama
Dziennik Gazeta Prawna
Od dobrych paru lat można było oglądać ten spektakl na żywo w sieci – nowoczesność nie umniejszyła jednak poczucia, że ma się do czynienia z czymś niemal odwiecznym i naturalnym.
Do czasu. W tym roku pozłacane drzwi się nie otworzą – 4 maja Akademia Szwedzka wydała lakoniczny komunikat, że literacki Nobel zostanie wprawdzie wytypowany, ale już nie ogłoszony ani tym bardziej wręczony laureatce bądź laureatowi. Zwycięzca – najpewniej nie wiedząc o tym, że zwyciężył – będzie musiał poczekać do jesieni roku 2019, gdy Akademia, jak sama utrzymuje, przyzna dwa Noble, za rok bieżący i miniony.

Reklama
Od razu narzuca się pytanie, czy Akademia bierze pod uwagę możliwość, że wyłoniony (choć tajny) laureat zejdzie z tego świata przed upływem kolejnych 12 miesięcy. Odpowiedź brzmi: owszem, może się tak zdarzyć, to jednak najmniejszy z kłopotów, z jakimi borykają się obecnie szwedzcy akademicy.
Dziennik Gazeta Prawna
Zresztą, czy słowo „kłopot” w ogóle tu pasuje? Znacznie bardziej użyteczne zdaje się znane amerykańskie powiedzonko o gó...e, które wpadło w wentylator.
Szwedzki Weinstein
Cała afera – przynajmniej w fazie ostrego kryzysu – ruszyła w listopadzie zeszłego roku, gdy wpływowa gazeta „Dagens Nyheter” opublikowała wyznania 18 kobiet oskarżających o molestowanie seksualne francusko-szwedzkiego fotografa Jeana-Claude’a Arnaulta, dyrektora artystycznego prestiżowego centrum kulturalnego Forum (szw. Forum – Nutidsplats för kultur), ogólnie człowieka świetnie ustosunkowanego i obracającego się wśród sztokholmskich elit. Arnault jest mężem Katariny Frostenson, poetki i do kwietnia br. członkini Akademii Szwedzkiej. Do aktów molestowania miało dochodzić nie tylko w samym Forum, lecz także w należących do Akademii lokalach w Sztokholmie i Paryżu. Historia w istocie nie jest nowa: pierwsze skargi na Arnaulta pochodzą z połowy lat 90. Kiedy dziennikarze zaczęli badać sprawę, dotarli między innymi do świadków twierdzących, że dyrektor Forum nie umiał trzymać łap przy sobie nawet w obecności następczyni tronu, księżniczki Victorii – zdarzyło się to podobno w 2006 r. podczas jednej z imprez organizowanych przez Akademię.
„Bez żadnej zapowiedzi, bez flirtu, po prostu nagle miałam jego rękę w swoim kroczu” – mówiła pisarka Gabriella Hakansson dziennikowi „Dagens Nyheter”. Ale Arnault nie tylko molestował – wymuszał również na ofiarach milczenie, grożąc im, że w razie czego, by je pogrążyć, nie zawaha się użyć osobistych wpływów w Akademii i wyższych sferach artystycznych stolicy.
Ówczesna stała sekretarz Akademii Sara Danius w reakcji na publikację gazety wydała oświadczenie, że Akademia zerwała wszelkie stosunki z Forum. Danius zadeklarowała, że zatrudni niezależną kancelarię prawniczą do zbadania specyfiki tych relacji. Przy okazji wyjawiła, że córek i żon członków Akademii również nie ominęła wątpliwa przyjemność przebywania w zasięgu ruchliwych dłoni pana Arnault – określiła to oględnie jako momenty „niechcianej intymności”.
Było to jednak gaszenie pożaru benzyną. Kryzysy instytucjonalne mają swoją dynamikę, zależną przede wszystkim od tempa wypływu skrywanych dotąd informacji. W wypadku Akademii sprawa molestowania zapoczątkowała całą lawinę odkryć. W toku prac kontrolnych prowadzonych przez kancelarię prawniczą Hammarskiöld & Co wyszło na jaw, że Katarina Frostenson jednocześnie decydowała w Akademii o sutym dofinansowywaniu Forum i była tegoż Forum współwłaścicielką. Okazało się także, że para małżeńska Frostenson i Arnault jest najprawdopodobniej odpowiedzialna za powtarzające się wycieki tajnych werdyktów noblowskich – wiedzę tę wykorzystywali później w zakładach bukmacherskich. I tu ciekawostka: pierwszy wyciek miał dotyczyć Wisławy Szymborskiej, ostatni zaś Boba Dylana. „To prawda, docierały do nas pogłoski: Arnault, kobiety, zakłady bukmacherskie. To, co się stało, jest hańbą. Przepraszam” – mówił w kwietniu w wywiadzie dla włoskiego dziennika „La Repubblica” (cytuję za „Gazetą Wyborczą”) Per Wästberg, jeden z najstarszych członków Akademii.
„Zrezygnujcie wszyscy!”
Hańba hańbą, ale nie przeszkodziło to akademikom w poszukiwaniu dość osobliwych dróg rozwiązania kryzysu, który sami sprokurowali. Akademia stała się polem walk frakcyjnych, nie wyrażono zgody ani na wykluczenie Frostenson z grona wybrańców, ani na powierzenie wymiarowi sprawiedliwości rozwiązania kwestii machlojek finansowych. 6 kwietnia trzech członków Akademii – pisarz Klas Östergren, literaturoznawca Kjell Espmark i historyk, poprzedni stały sekretarz Peter Englund – ogłosili swoje odejście z grona akademików. „Akademia Szwedzka od dawna ma problemy, a teraz postanowiła je rozwiązać, odwołując się nie do swego statutu, lecz do niejasnych przesłanek i powiązań” – powiedział Östergren. Wtórował mu Espmark: „Kiedy wiodące głosy w Akademii stawiają wyżej relacje przyjacielskie i inne kwestie niż odpowiedzialność za dobro instytucji, nie mogę dłużej brać udziału w jej pracach”.
W tydzień później wśród akademików doszło do zawarcia kompromisu, który jeszcze bardziej pogrążył Akademię: ceną za zgodę na odejście Frostenson była głowa Sary Danius. W dniu, w którym Danius opuszczała Akademię, setki ludzi protestowało przez budynkiem Giełdy i wyrażało swoją solidarność ze stałą sekretarz. „Zrezygnujcie wszyscy!” – krzyczano. – „Zniszczyć patriarchat!”. Lapidarnie podsumował to dziennikarz „The New York Times”: „Mężczyznę oskarżono o molestowanie, kobieta zapłaciła posadą”. Kobieta, która – przypomnijmy – dołączyła do Akademii dopiero w 2013 r., a funkcję stałej sekretarz sprawowała od roku 2015. „Silna kobieta, która próbowała posprzątać w Akademii Szwedzkiej, zmuszona do odejścia. Brak mi słów” – napisała w komentarzu na Twitterze Annie Lööf, polityczka Partii Centrum.
27 kwietnia z Akademii odeszła pisarka Sara Stridsberg. W tym samym czasie swój brak zainteresowania udziałem w obradach potwierdziła także inna członkini – Lotta Lotass.
Quorum brak
Chaosu tego nie da się rozwiązać od ręki nie tylko z powodów moralno-prestiżowych – Akademia rządzi się specyficznymi regulacjami statutowymi. Akademikom przysługuje 18 miejsc, przyznawanych dożywotnio. Jeśli członek Akademii opuszcza gremium, krzesło (numerowane) pozostaje puste aż do jego śmierci. Przy głosowaniach konieczne quorum to 12 obecnych. Już w teraźniejsze turbulencje Akademia wchodziła w zmniejszonym składzie: w 1989 r. troje członków (Werner Aspenström, Kerstin Ekman i Lars Gyllensten) odeszło w ramach protestu przeciwko bierności akademików w sprawie Salmana Rushdiego i wyroku śmierci, jaki wydał na niego irański ajatollah Chomeini. W roku 2005 z grona wybrańców wypisał się Knut Ahnlund, nie mogąc się zgodzić z przyznaniem literackiego Nobla Elfriede Jelinek. Ponieważ Aspenström i Gyllensten już nie żyją, to odjąwszy tych, którzy odeszli w wyniku ostatniego skandalu, w Akademii zasiada obecnie tylko 10 członków. Quorum zatem brak.
Tu wkracza król Karol Gustaw XVI, który jako jedyny ma prawo zmienić statut tej instytucji – zgodnie z jego deklaracjami możliwe będzie trwałe opuszczenie gremium z własnej woli, rozważa się także rozwiązanie polegające na uznaniu, że dwa lata absencji na zebraniach Akademii są równoznaczne z rezygnacją.
Afera wokół Akademii Szwedzkiej rozpętała zarówno dyskusję o jej dziwacznym statusie, jak i szerszy spór o legitymizację samej literackiej Nagrody Nobla.
Akademii, założonej w 1786 r. przez króla Gustawa III jako instytucja mająca troszczyć się o szwedzki język i literaturę, misję przyznawania literackiego Nobla Komitet Noblowski powierzył w 1900 r. (pierwszy werdykt zapadł w rok później). Od tamtego czasu Szwecja jako państwo zdążyła się stać awangardą nowoczesności i społecznego postępu, ale w Akademii zmieniło się niewiele – nadal o wszystkim decydują tam biali mężczyźni po sześćdziesiątce, uwikłani w ściśle środowiskowe, towarzyskie układy. Akademia dysponuje ogromnym majątkiem, ulokowanym choćby w licznych nieruchomościach, jej dochody są nieopodatkowane (w Szwecji!), a jej status prawny, według lokalnych mediów, co najmniej niejasny – to rodzaj niezależnej od państwa fundacji o iście feudalnej strukturze wzmacnianej nakazem bezwzględnej omerty.
Kolejny niegdysiejszy stały sekretarz Akademii, obecnie zaś chyba najbardziej wpływowy jej członek, Horace Engdahl, przyjaciel Jeana-Claude’a Arnaulta, stwierdził, że to Sara Danius jest za wszystko odpowiedzialna, ponieważ była „najgorszym sekretarzem od 1786 r.”. „Horace Engdahl to z pewnością jedna z najbardziej pretensjonalnych pleciug w historii Szwecji, ale niewiele wiadomo o jego wybitnych dokonaniach na polu literatury” – ripostował wpływowy pisarz i kryminolog Leif GW Persson. – „O ile Sara Danius nie była, rzecz jasna, najgorszą stałą sekretarz, o tyle sam Engdahl wydaje się mocnym kandydatem do tego miana”. Persson przy okazji nazwał Akademię „przedszkolem dla dorosłych”, a o nowym, tymczasowym sekretarzu Andersie Olssonie (na marginesie: także znajomym Arnaulta) powiedział: „Ostryga ma mocniejszy kręgosłup od niego”. Komentatorzy tego sporu przypominali, że kadencja Engdahla (1999–2009) przypadła na kulminację seksualnych wybryków Arnaulta.
Czas na Francuzów?
Zanim Akademia – całkiem rozumnie – kupiła sobie czas, przesuwając noblowski werdykt na przyszły rok, krytyk „New York Timesa” James Wood pytał: „Czy da się zaakceptować tegoroczną nagrodę, wiedząc, jak skromne, fatalnie dobrane i głęboko zranione grono ją przyznało?”. „To jakby móc obserwować za żywo walącą się wieżę Babel. Bardzo interesujące” – pisała Asa Linderborg, redaktorka działu kultury w tabloidzie „Aftonbladet”. „Ta instytucja jest w kompletnej ruinie” – zauważał z kolei Björn Wiman z „Dagens Nyheter”. Lokalna awantura, między innymi dzięki temu, że pojawiła się w publicznej świadomości w kontekście ruchu #MeToo, zyskała światowe znaczenie. Wpisała się też, co ciekawe, w szwedzką politykę wizerunkową, w której „Sverigebilden”, „obraz Szwecji”, jej oficjalna, państwowa marka, jest przedmiotem troski i ochrony. Tymczasem okazało się, że Akademia już niekoniecznie – Szwedzi, krótko mówiąc, nie chcą umierać za literackiego Nobla, a w szczególności nie chcą umierać za skompromitowanych akademików. Politycy też nie, zwłaszcza że we wrześniu są wybory. Pojawiają się pomysły, by wykorzystać kryzys i uczynić Akademię bardziej równościową, nowoczesną i sprawiedliwą genderowo, ewentualnie – umiędzynarodowić ją. Najzabawniejszy postulat znalazłem w dziale opinii dziennika „Dagens Nyheter”: „Trzeba namówić Komitet Noblowski, żeby teraz to Akademia Francuska męczyła się z tą nagrodą” – zaproponował pan C.-G. Pernbring z Helsingborga.
Szwedzi nie chcą umierać za literackiego Nobla, a zwłaszcza za skompromitowanych akademików. Politycy też nie, tym bardziej że we wrześniu są wybory. Pojawiają się pomysły, by wykorzystać kryzys i uczynić Akademię bardziej równościową, nowoczesną i sprawiedliwą genderowo, ewentualnie – umiędzynarodowić ją