Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku zakończył się we wtorek proces apelacyjny b. księgowej Podlaskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich, oskarżonej o niedopełnienie obowiązków. Trzy lata temu PZDW przelał oszustom 3,7 mln zł w przeświadczeniu, że to konto wykonawcy inwestycji.
Reklama

Kilka miesięcy temu białostocki sąd rejonowy nieprawomocnie skazał, byłą już księgową PZDW na 8 tys. zł grzywny; uznał ją za winną tego iż, co prawda nieumyślnie, ale jednak nie dopełniła obowiązków służbowych.

Apelację złożył obrońca; chce uniewinnienia, ewentualnie uchylenia wyroku i zwrotu sprawy do I instancji. Prokuratura i pełnomocnik PZDW - oddalenia apelacji i utrzymania wyroku. Orzeczenie sąd okręgowy ma ogłosić w czwartek.

Oszustwo miało miejsce wiosną 2015 roku. Chodziło o przelanie (w dwóch ratach) w sumie ponad 3,7 mln zł na bankowe konto, podane przez oszustów jako konto spółki - wykonawcy jednej z dróg w regionie.

Reklama

Podając się za ową spółkę, oszuści poinformowali PZDW, że zmienił się rachunek bankowy do operacji bieżących i należy wpłacać pieniądze na inny rachunek niż dotąd. Najpierw - rzekomo w imieniu firmy, która drogę budowała - do wydziału finansowego PZDW zadzwonił mężczyzna podający się za pracownika owej spółki, który poinformował o zmianie firmowego rachunku bankowego.

Potem PZDW otrzymał maila z informacją w załączniku, wraz ze skanem oświadczenia o zmianie rachunku do rozliczeń. W treści maila znajdowały się dane teleadresowe tej firmy, NIP, REGON, KRS i nowy numer rachunku bankowego.

Wyłudzone na podstawie fałszywej dyspozycji pieniądze bardzo szybko z konta w Polsce zostały przetransferowane na inne, założone za granicą. Śledztwo trwało półtora roku, przez pewien czas było zawieszone w oczekiwaniu na pomoc prawną krajów, gdzie przez konta bankowe przelewane były pieniądze. Chodziło wtedy m.in. o Rumunię i Wielką Brytanię.

Ostatecznie zarzuty niedopełnienia obowiązków, działania na szkodę interesu publicznego i nieumyślnego wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, postawiono ówczesnej (po zdarzeniu straciła pracę) głównej księgowej PZDW.

Prokuratura, oprócz grzywny, chciała przed sądem I instancji również roku więzienia w zawieszeniu, zaś oskarżyciel posiłkowy, którym w tej sprawie jest samorząd województwa podlaskiego (to jemu podlega PZDW) domagał się tzw. środka kompensacyjnego, czyli, by oskarżona naprawiła szkodę w całości.

Sąd Rejonowy w Białymstoku odpowiedzialność księgowej uznał za równoległą do odpowiedzialności - nieustalonych dotąd - oszustów. Ale jednocześnie nie uwzględnił żądania pełnomocnika samorządowych władz wojewódzkich, by to kobieta, a nie faktyczni sprawcy oszustwa, naprawiła szkodę.

Ostatecznie ani prokuratura ani pełnomocnik samorządu nie złożyli apelacji, zrobił to jedynie adwokat oskarżonej.

Obrona stoi bowiem na stanowisku, że oskarżonej nie można przypisać odpowiedzialności za to, że pieniądze trafiły na konto oszustów. Mec. Juliusz Kołodko wskazywał na zaniedbania pracowników wydziału finansowego, bo to tam zostały przygotowane dokumenty do przelewów w oparciu - jak się potem okazało - o fałszywe informacje przesłane mailem i wprowadzone do obiegu w PZDW, niezweryfikowane oryginalnymi dokumentami, co powinno było być zrobione.

"Oskarżona faktycznie stała się samotną ofiarą przestępstwa innych osób, oszustwa dokonanego na szkodę PZDW" - mówił w swoim wystąpieniu mec. Kołodko. Argumentował, że to kobieta została wprowadzona w błąd, a ponosi konsekwencje dlatego, że - jak mówił - "obdarzyła zaufaniem pracowników wydziału finansowego, na których spoczywał obowiązek sprawdzenia dokumentów".

Zwracał też uwagę, że w opisie czynu zarzuconego jego klientce w akcie oskarżenia, brak było wskazania szczegółowego zakresu i źródła obowiązków służbowych głównej księgowej PZDW, których miałaby ona nie dopełnić. Jak mówił, opis jest ogólny i nie wynika z niego odpowiedzialność oskarżonej za to, co się stało.

Prokuratura uważa wyrok za słuszny, ustalenia sądu I instancji za właściwe, a wymiar kary - za adekwatny do popełnionego przestępstwa, dlatego chce oddalenia apelacji. Prokurator Grzegorz Bielski mówił, że obowiązki głównej księgowej wynikają m.in. z Ustawy o finansach publicznych oraz, że finalnie to oskarżona decydowała o przelaniu pieniędzy i miała obowiązek sprawdzić, czy zgadza się rachunek bankowy.

Oskarżona prosiła sąd o uniewinnienie, mówiła że całe życie zawodowe uczciwie pracowała i czuje się skrzywdzona, a zebrane dowody nie wskazują na jej wyłączną odpowiedzialność. "Przyczyną tego nieszczęśliwego ciągu zdarzeń było wprowadzenie do obiegu dokumentu, który nie miał oryginału. Wprowadzono mnie w błąd, nikt nie był świadomy, że korespondencja mailowa nie była potwierdzona oryginalnymi dokumentami" - powiedziała.