Koalicja lewicy z konserwatystami? Brak alternatywy dla układu Ruchu Pięciu Gwiazd i Ligi Północnej
Prezydent Włoch Sergio Mattarella rozpoczyna dzisiaj konsultacje z przywódcami głównych partii politycznych w sprawie utworzenia nowego rządu. Mija właśnie miesiąc od wyborów parlamentarnych, a perspektywa spójnej programowo i stabilnej koalicji wydaje się na razie dość odległa.
Przeprowadzone 4 marca wybory nie wyłoniły jednoznacznego zwycięzcy. Centroprawicowa koalicja zdobyła najwięcej miejsc w Izbie Deputowanych (265), ale każda z tworzących ją partii – Liga Północna, Forza Italia oraz Bracia Włosi – samodzielnie ma mniej mandatów niż antysystemowy Ruch Pięciu Gwiazd (227). W efekcie do funkcji premiera pretenduje i Matteo Salvini z Ligi Północnej jako lider największego ugrupowania zwycięskiej koalicji, i Luigi Di Maio z Ruchu Pięciu Gwiazd jako kandydat największej partii w parlamencie.
Powyborczy krajobraz uzupełnia jeszcze centrolewicowa koalicja pod przewodnictwem rządzącej do tej pory Partii Demokratycznej, która zdobywając zaledwie 122 miejsca, okazała się głównym przegranym, oraz 16 deputowanych z mniejszych ugrupowań. A ponieważ do bezwzględnej większości potrzeba co najmniej 316 mandatów, nikt nie jest w stanie rządzić samodzielnie. Problem w tym, że nie wiadomo, czy większe partie będą mogły wspólnie rządzić w jakiejkolwiek konfiguracji.
Reklama
Jako pierwsza, już nazajutrz po ogłoszeniu wyników, udział w rządzie wykluczyła Partia Demokratyczna. Zostają zatem centroprawica i Ruch Pięciu Gwiazd, ale punktem spornym między nimi nie jest tylko stanowisko premiera. Salvini niezmiennie powtarza, że koalicja centroprawicy z Ruchem Pięciu Gwiazd nie wchodzi w grę, ale matematycznie jedyną alternatywą dla niej jest współpraca z równie daleką programowo Partią Demokratyczną. Ruch Pięciu Gwiazd jest otwarty na koalicję i z centrolewicą, i z centroprawicą, ale w każdym wypadku to on ma być dominującą siłą. Centroprawicy stawia dodatkowy warunek: w rządzie nie może się znaleźć Forza Italia Silvia Berlusconiego, bo były premier jest tak mocno uwikłany w skandale korupcyjne i obyczajowe, że zniszczyłoby to wizerunek Ruchu jako ugrupowania mającego uzdrowić włoską politykę.

Reklama
Ruch i Liga Północna mają wystarczającą liczbę mandatów, by móc rządzić, ale rozbijanie koalicji wcale nie jest na rękę Salviniemu. Teraz może negocjować jako co najmniej równorzędny partner, a bez Berlusconiego byłby tylko dodatkiem dla Di Maio. Na dodatek partię Berlusconiego chętnie widziałaby w rządzie duża część zarówno włoskiego, jak i europejskiego establishmentu politycznego, bo na tle tamtych dwóch ugrupowań jest ona zdecydowanie bardziej przewidywalna.
– Konsultacje dopiero się zaczynają, ale na teraz wydaje się, że najbardziej prawdopodobny jest układ między Ruchem a Ligą. Z niewiadomą w kwestii obsady stanowiska premiera i z wielkimi różnicami programowymi. Te partie są bardzo odległe, bo Liga to radykalna prawica, a Ruch jest trochę nieokreślony, ale z mocnymi elementami lewicowymi – mówi DGP dr Małgorzata Bonikowska, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych. Poza tym potencjalni koalicjanci mają zupełnie odmienne elektoraty i niedające się pogodzić obietnice wyborcze.
Ruch najwięcej głosów zebrał na biedniejszym południu kraju, gdzie wyborcy chcą aktywniejszej roli państwa, a w kampanii zapowiadał wprowadzenie dochodu podstawowego dla najuboższych. Według badań większość jego wyborców identyfikuje się z lewicą. Z kolei Liga, która zaczynała od postulatu większej autonomii dla północnej części kraju, w ostatnich latach przeszła na pozycje prawicowe i antyimigranckie. W kwestiach gospodarczych odwołuje się do zamożnych mieszkańców bogatej Północy, którym obiecała ograniczenie biurokracji i 15-proc. podatek liniowy.
Zwiastunem porozumienia może być to, że pod koniec marca Salvini i Di Maio uzgodnili podział stanowisk przewodniczących Izby Deputowanych i Senatu. Także ich wyborcy coraz przychylniej patrzą na taki układ. Według opublikowanego w sobotę sondażu 59 proc. wyborców Ruchu Pięciu Gwiazd i 58 proc. głosujących na Ligę Północną opowiada się za koalicją tych dwóch ugrupowań. Poza tym, jeśli nie uda się sformować rządu, konieczne będą jeszcze jedne wybory, a taki scenariusz nie jest na rękę większości ugrupowań. Nie mówiąc już o tym, że kolejna kampania to ostatnia rzecz, jakiej potrzebuje teraz kraj mający wiele problemów gospodarczych.
Ale zawarcie koalicji to jedno, a skuteczne rządzenie – drugie. – Trudno wyobrazić sobie, jak Ruch i Liga miałyby współrządzić. Łączy ich niewiele więcej niż eurosceptycyzm. A trzeba też pamiętać, że Ruch Pięciu Gwiazd wygrał dlatego, iż strasznie dużo obiecywał. Na południu Włoch ludzie od razu po wyborach szli do urzędów po obiecane pieniądze. Jeśli te obietnice przynajmniej w jakimś stopniu nie zostaną spełnione, ludzie będą bardzo sfrustrowani – mówi dr Bonikowska. Prawdopodobieństwo, że taki rząd przerwałby całą pięcioletnią kadencję, jest znikome.
Najwięcej głosów Ruch zdobył na lewicowym, biednym Południu.