Unijna skłonność do regularnego publikowania strategii i raportów dorobiła się swojego własnego określenia. To tzw. Zamki z Atramentu. Opasłe opracowania ku pokrzepieniu serc. Definicje sytuacji i prognozy, które najczęściej okazują się nieprawdziwe. Słuszne diagnozy, z których niewiele wynika i które przez samych eurokratów w momencie publikacji bywają dezawuowane.
Jednym z takich dokumentów jest Europa 2020, która jest kontynuacją strategii lizbońskiej z lat 2000–2010. Dokładnie będzie można ją rozliczyć za dwa lata – na koniec obowiązującej perspektywy budżetowej. Już dziś można się jednak pokusić o ocenę tego, czy trafne były jej założenia i proponowane działania „ukierunkowane na inteligentny, zrównoważony, sprzyjający włączeniu społecznemu rozwój przy zwiększonej koordynacji na szczeblu unijnym i krajowym”.
Dokument pisany jest wzorcowym metajęzykiem. Wiele mówi się w nim o innowacjach, odnawialnych źródłach energii, nakładach na badania i rozwój, zwiększaniu zatrudnienia w grupie wiekowej 20–64, cyfryzacji, jednolitym rynku cyfrowym, redukcji emisji gazów cieplarnianych, redukcji liczby Europejczyków żyjących poniżej granicy ubóstwa. Wspaniałe cele służące budowaniu lepszego jutra, z którymi trudno się nie zgodzić i które mają niewiele wspólnego z rzeczywistymi wyzwaniami.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.