- Bierzemy pod uwagę firmy, które przestrzegają prawa i są uczciwe wobec pracowników, godnie i regularnie im płacą i unikają zatrudniania na śmieciówkach - mówi Krzysztof Opolski.
To największe wyróżnienie dla przedsiębiorców, którzy odnieśli sukces zarówno lokalny, jak i krajowy, a nawet międzynarodowy. W naszym odczuciu powinna sprawiać dumę zarówno szefostwu, jak i pracownikom firmy. Dążymy do patrzenia na przedsiębiorstwo z punktu widzenia jego funkcji ekonomicznej oraz społecznej. Jaką spełnia rolę nie tylko wobec akcjonariuszy, lecz także wobec społeczności lokalnej i pracowników.
Ostatecznego wyboru zwycięzców dokonuje sam prezydent z kandydatów, których przedstawia mu kapituła.
Dostaliśmy 144 zgłoszenia. Kandydatów do nagrody mogły zgłaszać ministerstwa, samorządy, agencje rządowe i stowarzyszenia lokalne. To są instytucje, które obserwują rynek i widzą, że na ich odcinku dana firma jest wiodąca, nowoczesna i konkurencyjna. Można w ogóle powiedzieć, że nagroda prezydenta to sukces walki konkurencyjnej. Przedsiębiorstwa w niej rywalizujące udowadniają, że przodują w swojej branży. O nagrodę mogą rywalizować podmioty dobrze zarządzane, efektywne ekonomicznie i te osiągające sukcesy gospodarcze.
Nagroda ma wymiar prestiżowy, ale jest to wymierny prestiż. Pokazuje, że dane przedsiębiorstwo jest konkurencyjne, ma nowoczesne produkty i jest dobrze zarządzane. To ostatnie to warunek sine qua non. Bierzemy pod uwagę tylko firmy, które przestrzegają prawa i są uczciwe wobec pracowników, godnie i regularnie im płacą i unikają zatrudniania na śmieciówkach. Nagroda otwiera także drzwi do kontaktu ze światem. Jeżeli prezydent jedzie gdzieś z misją gospodarczą, to może zabrać ze sobą przedstawiciela nagrodzonej firmy.
Całokształt działania firmy. Przyjmujemy w kapitule takie myślenie, że nawet jeśli spółka ma wynik ujemny, ale z niego wychodzi, to też ma szansę na nagrodę. Bo mogą do niej pretendować firmy, które nie mają dodatniego wyniku finansowego, ale są ciekawymi start-upami albo inwestują dużo w badania i rozwój.
Kierujemy się myśleniem o sprawiedliwości ekonomicznej. Nie może być tak, że firma pokazuje olbrzymie zyski, a płaci ludziom minimalne wynagrodzenie. To jest po prostu niemoralne.
W zeszłym roku wygrała TZMO z Torunia. To fantastyczna firma, która świetnie płaci, prowadzi rozbudowaną działalność charytatywną oraz inwestuje w pracowników i stawia na ich związki z firmą. Szukamy takich firm z ludzką twarzą. Nie interesują nas drapieżne byty zorientowane na zysk, i to kosztem ludzi. Ekonomia to nie tylko zysk.
Jestem ekonomistą, zajmuję się finansami. Wiem doskonale, jak można osiągnąć zysk. Można to zrobić błyskawicznie. Wystarczy ciąć koszty: na pierwszym miejscu personalne, potem marketingowe i na szkolenia. I mamy cudowny wynik. A przed radą nadzorczą mówimy, że jest świetny wynik i należy nam się premia. Tylko co dalej? Pierwszy rok to ogromny zysk, drugi rok jeszcze go trzymamy, a w trzecim firma pada. Bo straciła dobrych ludzi, wizerunek i nie inwestuje w żadne badania i rozwój. Dlatego staramy się, żeby nagradzano firmy rozwojowe.
Po raz pierwszy od dawien dawna pojawia się w naszej gospodarce rynek pracobiorcy, a nie pracodawcy. Przedsiębiorcy zaczynają zdawać sobie sprawę, że o pracownika trzeba zadbać, bo jak go stracą, to nawet jeśli zyskają nowego, to do jego pełnego wyszkolenia firma może notować straty. Drugi element to chęć uczestniczenia w życiu lokalnym. To czysto pragmatyczne myślenie, bo dzięki temu można pozyskać pracowników. Znam firmy, które przeznaczają pieniądze na szkoły i fundują całe klasy.
Na uczelniach coraz częściej zdarzają się sytuacje, że zgłaszają się firmy, które chcą prowadzić gościnne wykłady dla studentów w ramach seminarium magisterskiego. Tyle że tak naprawdę chcą wyłapać dla siebie najlepszych absolwentów.
Albo inny przykład. Obecnie tworzymy program dla studentów zainteresowanych pracą w korporacjach. Do zajęć dopraszamy pracowników i konsultantów z różnych spółek, aby studenci mieli jak najwięcej doświadczenia z praktyką. Jedna firma powiedziała, że przyśle nam swoich pracowników, aby opowiedzieli o specyfice pracy i zarządzaniu. Ale zaznaczyli, że mają małą prośbę: aby pozwolić im zajrzeć do CV studentów. W ten sposób nie ponosząc kosztów, stosują ukrytą formę headhunterstwa, nawet nie proponując wsparcia dla uczelni.
Nagroda jest nagrodą. Natomiast w jaki sposób firma ją zdyskontuje, to już zależy od niej. Paradoksalnie ma ona czasem większe znaczenie dla kontrahentów zagranicznych. Rozmawiałem z wieloma dyrektorami i oni stawiają sobie statuetkę w jak najbardziej widocznym miejscu. Bo dla zagranicznych partnerów to sygnał, że mają do czynienia z poważnym przedsiębiorstwem. Nie wszystkie jednak umieją odpowiednio to wykorzystywać.
Jeden z moich rozmówców opowiadał mi historię, jak przyjechał do niego biznesmen z zagranicy i był bardzo zdystansowany co do możliwości współpracy. Dopiero na wiadomość o nagrodzie prezydenta się ożywił. Dla niego był to sygnał, że ma do czynienia z uczciwym i wiarygodnym przedsiębiorcą.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu