Perspektywa nałożenia przez UE sankcji przeciwko Polsce się oddaliła. Jeżeli wczorajsza debata ministrów ds. europejskich na temat przestrzegania przez Warszawę zasad praworządności miała służyć rozpoznaniu, które z państw byłyby skłonne poprzeć sankcje przeciw Warszawie, to nic nie wskazuje, by taka wola była.
Po spotkaniu wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans nie mówił o karaniu Polski, lecz o kontynuowaniu rozmów, a nawet dostrzegł w polskim rządzie otwartość na dialog.
Wyważony Timmermans
Reklama
Debatę zapowiadano jako wyjątkowe wydarzenie, bo po raz pierwszy w historii zdarzyło się, by Unia rozmawiała na temat praworządności w którymś z państw członkowskich na szczeblu Rady ds. Ogólnych. Dyskusja była prowadzona przez ministrów ds. europejskich, w ramach punktu nazwanego „sprawy różne”. Niemniej w odróżnieniu od poprzednich sesji poświęconych Polsce, które zwykle sprowadzały się do zreferowania sytuacji, Timmermans zdołał skłonić państwa członkowskie do zajęcia stanowiska – w sumie podczas godzinnej dyskusji głos zabrało 22 ministrów.
– Było porozumienie, że praworządność to wspólny interes i wspólna odpowiedzialność instytucji i państw członkowskich – oświadczył po spotkaniu Timmermans, dodając, że zdaniem większości państw członkowskich, KE powinna kontynuować wysiłki w celu prowadzenia dialogu z polskim rządem oraz że w jego opinii polski rząd jest otwarty na taki dialog. Ta wypowiedź wiceprzewodniczącego KE – bardzo wyważona w porównaniu z jego wcześniejszymi uwagami na temat Polski – świadczyć może, że wewnątrz Unii daleko jest do jednomyślności co do dalszych działań w sprawie naszego kraju. Według korespondentki RMF FM Timmermansa najmocniej mieli popierać ministrowie z Niemiec, Danii, Szwecji, Belgii, Holandii i Luksemburga. Ale i oni mówili o kontynuowaniu dialogu, a nie o sankcjach.

Reklama
Brak jednomyślności potwierdził reprezentujący Polskę wiceminister Konrad Szymański. – Przygniatająca większość państw członkowskich była za kontynuowaniem dialogu; na rekomendacje KE powoływały się pojedyncze państwa. Blisko połowa państw wypowiadała się w neutralny sposób – powiedział.
Komisja Europejska jak na razie nie rekomendowała na żadnym etapie wprowadzenia sankcji przeciwko Polsce. Zgodnie z art. 7 traktatu lizbońskiego w przypadku naruszania przez jakieś państwo zasad praworządności możliwe jest odebranie głosu w Radzie Europejskiej, a nawet zawieszenie w prawach członka. Do tego potrzebna jest jednomyślna decyzja wszystkich szefów państw i rządów, co w obecnym układzie politycznym nie jest prawdopodobne. W zeszłym tygodniu przyznał to zresztą sam Timmermans.
Pewny Waszczykowski
Właśnie z tego powodu minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski nie obawia się przeniesienia sprawy Polski na forum Rady Europejskiej. – Aby przygotować wniosek do Rady w sprawie zastosowania art. 7, Komisja musiałaby podjąć jednomyślną decyzję, a takiej woli nie widzę. W dzisiejszej debacie nad informacją Timmermansa żadna delegacja nie odniosła się do art. 7 – mówi DGP Waszczykowski. A to zgodnie z unijnym traktatem tylko Rada jest władna decydować o ewentualnych sankcjach. Waszczykowski podważa zresztą mandat Timmermansa i Komisji do zajmowania się tą sprawą. – My stawiamy sprawę jednoznacznie: to jednostronne działanie, które nie jest oparte na funkcjonowaniu prawa europejskiego, ale podszyte raczej ambicjami politycznymi i niemające uzasadnienia w sytuacji w Polsce. To nie jest spór o wartości i prawo, lecz o interpretację. Zgadzamy się na dialog z Komisją, ale i na uwzględnienie naszych racji i naszych interpretacji – mówi szef MSZ.
Mimo ostrego tonu widać, że rząd chciałby wytłumić i zakończyć spór z KE o Trybunał Konstytucyjny. Temu nie sprzyja jednak zniknięcie ze stron TK trzech wyroków, których rząd nie chciał opublikować. Teraz sędzia Mariusz Muszyński uzasadnia ich zniknięcie tym, że nie weszły do systemu prawnego. Tyle że ich publikacja była jednym z postulatów uzdrowienia sytuacji wobec trybunału zarówno ze strony Komisji Weneckiej, jak i podpierającej się jej opinią Komisji Europejskiej.
Ryzyko budżetowe
Jeśli spór z Komisją się zaogni, Polska na dłuższą metę może stracić. Skoro dla Emmanuela Macrona staliśmy się łatwym celem we francuskiej kampanii wyborczej, może być to argumentem używanym także przez innych polityków czy państwa w rozgrywkach wewnątrz UE. Szczególnie że niedługo Unię czekają negocjacje w sprawie brexitu oraz początek rozmów o przyszłym unijnym budżecie od 2020 r., gdy w UE Wielkiej Brytanii już raczej nie będzie. Stąd w interesie Polski jest uspokojenie sytuacji na froncie z Komisją Europejską, by nawet pośrednio walki o konkretne interesy nie można było łączyć z konfliktem wobec TK. Witold Waszczykowski uważa jednak, że nie ma ryzyka, by cała sprawa miała konsekwencje np. w postaci zmniejszenia unijnego budżetu. – Dotacje i subwencje UE nie są powiązane z formułą praworządności. Są rekompensatą za otwarcie rynku państwa członkowskiego. Wynikają z ekonomicznych kalkulacji. Aby je ograniczyć pod jakimkolwiek innym pozorem, trzeba by zmienić traktat – zauważa minister Waszczykowski.
Ważą się losy polskiego transportu
Pod koniec miesiąca Komisja Europejska ma przedstawić tzw. Pakiet Transportowy obejmujący zmiany w przepisach dotyczących tego sektora, jak również delegowania pracowników. Jeszcze kilka tygodni temu zarówno polskie firmy, jak i przedstawiciele rządu zamierzali walczyć o całkowite wyłączenie transportu drogowego spod przepisów dyrektywy o delegowaniu. Nakładają one wiele nieproporcjonalnych obciążeń administracyjnych w postaci wcześniejszego zgłaszania kierowców, tłumaczenia dokumentów itp. Dziś mówi się o zgodzie na objęcie kierowców przepisami o delegowaniu, ale nie od momentu przekroczenia granicy, lecz dopiero po 15 dniach. Przyjęcie takich rozwiązań nie zakłóciłoby funkcjonowania rynku transportowego.
Innym pomysłem Komisji Europejskiej jest karanie za odbywanie regularnych 45-godzinnych odpoczynków (tzw. tygodniowych) w kabinach ciężarówek. Dyskutowane jest rozwiązanie polegające na dopuszczeniu możliwości spędzania tych odpoczynków w kabinach, pod warunkiem że czas ten zostanie zrekompensowany kierowcy po powrocie do bazy w Polsce. Negocjacje z KE na temat kształtu pakietu drogowego są o tyle ważne, że na razie Komisja nie kwapi się do rozpatrzenia skarg na Niemcy czy Francję, których protekcjonistyczne przepisy wymierzone w firmy transportowe z Europy Środkowo-Wschodniej mogą naruszać zasadę swobody świadczenia usług.