W połowie ub. roku Sąd Okręgowy w Suwałkach, jako sąd pierwszej instancji, skazał go na karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu, 50 tys. zł grzywny i obowiązek naprawienia szkody, czyli konieczność zwrotu wyłudzonych pieniędzy. Orzekł też 6-letni zakaz prowadzenia działalności gospodarczej polegającej na prowadzeniu rejestrów podmiotów gospodarczych.

Od tego orzeczenia odwołały się obie strony: prokuratura chce surowszej kary więzienia bez zawieszenia, sam oskarżony - uniewinnienia lub uchylenia wyroku. Wyrok odwoławczy ma być ogłoszony w przyszłym tygodniu.

Oskarżonemu zarzucono, że w latach 2012-2014 dokonał oszustwa polegającego na tym, że wprowadzając w błąd co do konieczności opłaty za wpis do - założonego przez niego - "Krajowego Rejestru Informacji o Przedsiębiorcach", wyłudził od ponad 11,6 tys. osób pieniądze.

Reklama

Jak ustaliła prokuratura, pisma wyglądały na urzędowe, miały przywoływaną podstawę prawną i informację o konieczności wpisu i wniesienia za to opłaty (załączany był druk przekazu). W rzeczywistości wpis był dobrowolny, podobnie jak opłata za to (o czym informacja została napisana małym drukiem).

W ocenie śledczych, oskarżony nie miał zamiaru ani realnych możliwości wywiązania się z oferowanej usługi stworzenia centralnej bazy danych o przedsiębiorcach oraz serwisu ofert dla nich. W tej sytuacji przyjęła, iż ponad 11 tys. osób doprowadził on do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

Reklama

Sprawa wyszła na jaw, gdy kilka lat temu część przedsiębiorców zaczęła pytać o wysyłany druk w urzędach. Sygnałów było tak dużo, że Ministerstwo Gospodarki rozesłało nawet do wszystkich gmin w kraju ostrzeżenie i informację, że wpisy do rejestru dokonywane są zawsze za darmo. Sprawą zajęła się prokuratura.

Oskarżony do zarzutów oszustwa nie przyznaje się. Uważa, że oferta była korzystna dla przedsiębiorców, rejestr prowadzony prawidłowo, a jego nazwa nie wprowadzała w błąd. W procesie przed sądem pierwszej instancji zadeklarował, iż co do osób, które czują się pokrzywdzone, jest gotów naprawić szkodę i zawrzeć z nimi porozumienie.

Obrońca oskarżonego Rafał Gulko mówił w czwartek w wystąpieniu przed sądem apelacyjnym m.in., że pisma, które wysyłał oskarżony, były ofertą handlową a działalność została zgłoszona do urzędu skarbowego. "Wpis przedsiębiorcy (do rejestru - PAP) miał charakter fakultatywny, zależny tylko od woli zainteresowanego" - dodał.

W jego ocenie, informacja o tym, iż wpis jest dobrowolny i fakultatywny była czytelna. Mówił też, że klient miał możliwość odstąpienia od umowy, a oskarżony zwracał wtedy wpłaconą sumę, czego dowodem mają być wypłaty z jego rachunków. Argumentował, że w Polsce działają inne firmy, które przesyłają swoje oferty handlowe, by to właśnie na ich stronach rozpowszechniać informacje o firmach. Dodał, że taki też charakter miała działalność oskarżonego.

Prokuratura chce oddalenia tej apelacji, uważa iż oskarżony działał z zamiarem oszustwa. Prokurator Małgorzata Gasińska-Werpachowska mówiła, że w pismach nie było m.in. danych osoby wysyłającej, określenie "krajowy" w nazwie miało wskazywać na szeroki zakres działalności czy też pochodzenie od centralnej instytucji, a dołączony druk dotyczył przekazu lub przelewu na określoną kwotę.

"To wszystko sugerowało, że ta opłata związana z wpisem jest obowiązkowa" - dodała. Mówiła, że sama kwota nie była na tyle wysoka, by budziła podejrzenia klienta co do legalności firmy.

Prokuratura chce, by kara nie była w zawieszeniu, wnioskuje o 2,5 roku więzienia. "Jak się słyszy w różnego rodzaju mediach, tego typu działalności jest bardzo dużo. Kara powinna być tutaj elementem, który w jakimś stopniu odstrasza od tego typu działalności, a kara z warunkowym zawieszeniem niewątpliwie takiego elementu nie spełnia" - dodała prok. Gasińska-Werpachowska. (PAP)