Ostatnie kontrole NIK wskazują na to, że działania zarówno Ministerstwa Klimatu, jak i niższych szczebli władzy nie były wystarczające, by faktycznie ograniczyć wytwarzanie odpadów z tworzyw sztucznych oraz by gospodarowanie nimi było prawidłowe. – Przykładowo ministerstwo nie dysponowało rzetelnymi danymi dotyczącymi zagospodarowania tworzyw sztucznych – systemy resortu i GUS były różne – mówiła dr Anna Dąbrowska, doradca ekonomiczny w Delegaturze NIK w Gdańsku. Jak dodała, według szacunków NIK w trzech z pięciu województw, które były objęte kontrolą, głównym sposobem zagospodarowania odpadów komunalnych było składowanie, a w dwóch kolejnych – przekształcanie termiczne.
– Stwierdziliśmy, że w 11 na 15 skontrolowanych gmin nie nadzorowano procesu segregacji odpadów rzetelnie (kontrola dotyczyła skuteczności gminnych systemów segregacji odpadów komunalnych w województwie podlaskim). W 8 z 15 mieszkańcy nieprawidłowo segregowali śmieci, a tylko 4 gminy kontrolowały ten proces. Zdarzały się też przypadki mieszania wcześniej posegregowanych odpadów – wyliczała. W efekcie systemy prowadzone przez gminy nie były skuteczne – nie realizowały postawionych przed nimi celów mimo prowadzonych działań edukacyjnych.
Co rekomenduje NIK? – By minister klimatu przyspieszył prace nad przechodzeniem do zamkniętego obiegu w gospodarowaniu odpadami. A także m.in. przyjęcie standardów do ekoprojektowania opakowań z tworzyw sztucznych czy opracowanie systemu ROP w taki sposób, by zapewnił on pokrycie realnych kosztów zbierania i przetwarzania odpadów. A także edukowanie nie tylko dzieci i młodzieży, lecz także dorosłych – relacjonowała Anna Dąbrowska.
Reklama
Filip Piotrowski z Polskiego Stowarzyszenia Zero Waste wskazał, że wraz z ROP pojawi się ekomodulacja, która sprawi, że w żółtym worku będzie coraz mniej odpadów, które nie nadają się do recyklingu. – Poza tym spodziewany jest coraz większy nacisk na opakowania wielorazowe. Zmiana będzie postępowała wraz z wprowadzaniem w Polsce dyrektyw unijnych – podkreślał.

Skąd ten problem?

Reklama
Wśród przyczyn problemów z segregacją odpadów wymienił m.in. to, że w większości przypadków kampanie informacyjne skierowane do mieszkańców, delikatnie mówiąc, nie są idealne. – Poza tym systemy zbiórki w różnych gminach były różne, co powodowało, że ludzie się gubili – tłumaczył. – W Europie Zachodniej, np. w Niemczech, ludzie byli uczeni selektywnej zbiórki bardzo wysokimi karami i częstymi kontrolami. U nas tego brakuje – akcentował ekspert.
– Wiem, że są samorządy, które prowadzą takie kontrole, one są dużo łatwiejsze w zabudowie jednorodzinnej. W spółdzielniach i wspólnotach jest trudniej – komentował Jacek Wodzisławski, prezes zarządu Fundacji RECAL. Mówił też o trudnościach, jakie wynikają z nieustającej zmiany prawa w tym zakresie. – Tylko w ciągu ostatnich lat ustawa czystościowa była nowelizowana kilkanaście razy. Jeżeli ktoś nie jest prawnikiem albo głęboko siedzącym w temacie przedstawicielem branży, to nie jest w stanie nadążyć za tymi zmianami – ocenił.

Komunikacja, edukacja!

Także on zwracał uwagę na często wewnętrznie sprzeczną komunikację samorządów ws. niektórych frakcji odpadów. – Niektóre samorządy zakazują selektywnego zbierania aluminiowych puszek ciśnieniowych oraz folii aluminiowej, a to znakomity surowiec wtórny – wskazał. Jak dodał, RECAL opracował aluprzewodnik „Recykling aluminium – w kierunku zamknięcia obiegu”, w którym każda gmina i sortownia może łatwo odnaleźć rekomendacje umożliwiające prawidłowe postępowanie z jedną z najcenniejszych frakcji odpadów komunalnych.
Wśród recept na poprawę sytuacji również wymienił wprowadzenie ROP. Jak podkreślił, bardzo rozczarowujące jest przedłużanie się prac nad tą regulacją. Mówił też o koncepcji materiałów permanentnych. Zaliczył do nich aluminium, szkło czy stal. – Trzy czwarte wyprodukowanego aluminium nadal pozostaje w obiegu gospodarczym – argumentował.
Z kolei Ewelina Staniewicz, dyrektor organizacyjny w spółce Eko Dolina, wśród sposobów na poprawę selektywnej zbiórki odpadów wymieniła m.in. pracę u podstaw. – Kluczowe jest promowanie zasad poprawnej selektywnej zbiórki odpadów wśród dzieci, młodzieży, dorosłych – mówiła. Jak dodała, ważnym aspektem jest również wdrażanie hierarchii postępowania z odpadami, tj. zapobieganie ich powstawaniu, ponowne użycie, recykling. – Już na etapie powstawania produktu warto przemyśleć to, by był on przyjazny środowisku (ekoprojektowanie). Ważne jest też ograniczenie ilości opakowań, możliwość łatwego naprawienia produktu czy wydłużenie czasu eksploatacji.
Mówiła też o nowym trendzie obserwowanym w jej przedsiębiorstwie. – W ostatnich dwóch latach odnotowujemy duże zapotrzebowanie na kompost z odpadów zielonych. Jest to spowodowane wciąż rosnącymi cenami nawozów, jak również brakiem ich dostępności. Pierwszy raz w historii firmy mamy większy popyt niż podaż, spółka sprzedała całą partię wyprodukowanego kompostu – opisywała.

Bo się nie opłaca

Natomiast Konrad Nowakowski, prezes Polskiej Izby Odzysku i Recyklingu Opakowań, mówił, że tylko 35 proc. żółtego worka trafia do recyklingu. – Na pozostałe 65 proc., choć są to tworzywa sztuczne, nie ma popytu, bo nie są to tak atrakcyjne odpady jak butelki PET czy duże opakowania po chemii gospodarczej – opisywał. Według niego to efekt m.in. niskiej konkurencji na rynku recyklerów, w efekcie czego mogą oni przebierać w odpadach.
Z czego ona wynika? – Z trudnych warunków do inwestowania – na decyzję środowiskową czeka się 14–24 miesiące. To dla inwestorów z zagranicy zdecydowanie za długo, wybierają więc inne kraje. To tam powstaną instalacje przetwarzające odpady. A my będziemy zdani na małą liczbę recyklerów i eksport odpadów do recyklingu – odpowiedział Konrad Nowakowski. W jego ocenie proces oczekiwania na decyzję powinien trwać od trzech do sześciu miesięcy. – Trzeba przyspieszyć procedury, to niezbędne, by było więcej recyklerów – podkreślił.
– Na rynek muszą wejść duże kapitały. Walczmy o ROP. Musimy podwoić moce przetwórcze, jeżeli chodzi o recykling – konkludował. ©℗
SOB