Nie brakuje przykładów krajowych firm, które stały się znaczącymi europejskimi graczami bez pozyskiwania kapitału na rynku publicznym, a zaskakująco niskie tempo rozwoju przedsiębiorstw z GPW wskazuje, że niekoniecznie trafia tam wyłącznie elita.

Jeśli mimo widocznej gołym okiem mizerii krajowego rynku kapitałowego wydawało się, że publiczny status firmy i notowania na giełdzie zapewniają łatwiejszy dostęp do finansowania, to ostatnie kwartały temu zaprzeczają.
W lutym działający w branży spożywczej Maspex sfinalizował przejęcie firmy CEDC, producenta alkoholi z 47-proc. udziałem w krajowym rynku wódki, płacąc 3,5 mld zł. Zbudowany przez Krzysztofa Pawińskiego koncern dokonał 20. przejęcia i wedle deklaracji właściciela podwoił roczne przychody, do 11 mld zł. Tym samym firma niepubliczna, nigdy nienotowana na giełdzie, przejęła spółkę, która z giełdy zniknęła w 2013 r., na skutek problemów finansowych. Rynek niepubliczny symbolicznie pokazał swoją wyższość nad słabnącym rynkiem publicznym.

Plejada gwiazd

Największe pod względem przychodów krajowe spółki kontrolowane przez prywatnych inwestorów - sieć sklepów z artykułami pierwszej potrzeby Dino Polska, telekomunikacyjno-medialny Cyfrowy Polsat oraz dystrybuujący części samochodowe InterCars - zaksięgowały w zeszłym roku na poziomie rachunku wyników 12-13,5 mld zł. Maspex, duży regionalny koncern spożywczy, który po przejęciu takich marek jak Żubrówka czy Soplica zgłasza aspiracje globalne, znalazłby się tuż za czołówką.
Firm liczących się w swoich obszarach działalności przynajmniej na poziomie krajowym lub nawet europejskim, które nigdy nie pozyskiwały kapitału na rynku publicznym i nie były notowane na warszawskiej giełdzie, jest w Polsce dużo więcej. Takich jak produkujący szyby zespolone Press Glass, specjalizujący się w luksusowych katamaranach Sunreef Yachts, produkujący bramy, drzwi i okna Wiśniowski, wytwarzający akumulatory ZAP Sznajder Batterien czy działająca w sektorze medycznym Polpharma.
Rynek giełdowy też ma jednak kilka sztandarowych spółek, których historia pokazuje, że premia za niezwłoczne podawanie do publicznej wiadomości wszystkich ważniejszych informacji biznesowych, publikowanie co kwartał raportów finansowych i ryzyko wysokich kar ze strony nadzorcy rynku może być wysoka. W ciągu dwóch dekad największym producentem odzieży w naszym regionie Europy stało się LPP, a CCC w podobnym czasie awansował na pozycję czołowego producenta i sprzedawcy butów w Europie. Największą firmą informatyczną w Europie Środkowo-Wschodniej stało się giełdowe Asseco Poland, a w ostatnich kilku latach błyskawiczną karierę robi Dino Polska.

Budowanie zaufania

Wartość rynkowa firmy zarządzającej siecią sklepów zwiększyła się w ciągu pięciu lat z niecałych 5 mld zł do 38 mld zł we wrześniu tego roku. Coraz wyższe ceny akcji Dino można uznać za wyraz zaufania inwestorów do głównego akcjonariusza i prezesa Tomasza Biernackiego. Zaufania zdobytego otwieraniem co kwartał kolejnych sklepów, dzięki czemu przychody Dino wzrosły z 2,6 mld zł w 2015 r. do 13,4 mld zł w 2021 r. Zeszły rok był ósmym kolejnym, w którym zysk netto spółki piął się w górę, osiągając 800 mln zł. To najdłuższa seria ze wzrostem zysku na GPW.
- Uczciwość i szczerość w komunikacji budująca wiarygodność spółki i osób nią zarządzających oraz osiąganie ponadprzeciętnych wyników to cechy, które pozwalają zdobyć uznanie inwestorów i mieć otwartą drogę do pozyskania kapitału - mówi Przemysław Staniszewski, inwestor indywidualny i analityk, współpracujący ze Stowarzyszeniem Inwestorów Indywidulanych i serwisem StockWatch. - Spółka wcale nie musi być duża, wchodzić w skład indeksu WIG20, posiadać rozbudowanego działu relacji inwestorskich czy być z nowoczesnej branży, która jest akurat na topie w danym momencie. Inwestorzy doceniają zarządy, które są ostrożne w swoich szacunkach i prognozach, ale po prostu dowożą wyniki - dodaje.
Staniszewski wymienia także firmy o kilka rzędów wielkości mniejsze, jak Autopartner, Woodpecker, Ambra, iFirma czy Ferro, które zasługują na pozytywną ocenę ze względu na koncentrację na rozwoju swojego biznesu i otwartość w komunikacji z inwestorami. Mniejsze spółki ze względu na niższy poziom, z którego startują, jeśli tylko dysponują dobrym produktem lub usługą, mogą rozwijać się w zasadzie w sposób niemal nieograniczony. Pod warunkiem - jak zwraca uwagę Staniszewski - że zainteresowanie produktem spółki przekłada się na coraz lepsze wyniki finansowe, bo z reguły prowadzi to do wzrostu kursu i pozwala inwestorom osiągać zyski z akcji. Tym samym będą oni skłonni wziąć udział w ewentualnej emisji akcji, jeśli w ten sposób będzie chciała ona przyspieszyć tempo rozwoju, np. poprzez przejęcie.
Bardzo często zbudowany model biznesowy pozwala sfinansować rozwój firmy z zysków z bieżącej działalności. Wejście na giełdę Dino wynikało nie tyle z potrzeb kapitałowych, ile z chęci sprzedaży akcji przez jeden z funduszy private equity. Kapitał z zewnątrz potrzebny był na wcześniejszym etapie rozwoju. Dziś rynku publicznego firma raczej nie potrzebuje.

Słabość parkietu

Do wniosku, że rynek publiczny i wejście na giełdę nie są im potrzebne w rozwoju, dochodzi coraz więcej spółek. W ostatnich latach więcej firm parkiet opuściło lub zostało z niego usuniętych, np. po ogłoszeniu upadłości, niż na nim zadebiutowało. Najwięcej krajowych przedsiębiorstw było na GPW na koniec 2016 r. W ciągu niecałych sześciu lat ubyło ich (netto) 61, czyli 15 proc.
Do interesujących wniosków prowadzi analiza długoterminowego tempa wzrostu firm, mierzonego wielkością aktywów, w odniesieniu do nominalnego wzrostu PKB. Obecnie na GPW jest niecałe 30 firm spośród 140 wchodzących w skład indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80, które mają przynajmniej 20-letni staż giełdowy. W tej grupie dwie trzecie zwiększyło zarówno aktywa, jak i przychody w latach 2001-2021 w tempie szybszym niż wzrost gospodarki w tym czasie. Które firmy nie przeskoczyły poprzeczki zawieszonej na poziomie 236 proc. (tyle nominalnie wzrósł PKB w tym okresie)?
Na przykład budowlane. Wolniej od gospodarki rosły nawet przychody Budimeksu, który jest jednym z liderów sektora. Z kurczącym się rynkiem prasy papierowej przegrała Agora, a Orange nie zastąpił przychodów z telefonii stacjonarnej innym źródłami. Innym przypadkiem jest Stalexport, który 20 lat temu handlował stalą, a dziś zarządza płatną autostradą. Więc jest firmą mniejszą, ale zyskowną.

Kwestia perspektywy

Analiza w okresie 20-letnim pozwala obronić w pewnym stopniu tezę, że na giełdę trafiały najlepsze podmioty. W pewnym, ponieważ sam wzrost firmy nie oznacza jeszcze, że regularnie rosną jej zyski i kurs akcji. W przypadku niektórych spółek, które pokonały PKB, nie obyło się bez gwałtownych spadków kursów i zagrożenia bankructwem (np. działający w branży stalowej Cognor). Z drugiej strony przychody LPP w ciągu 20 lat zwiększyły się o 11 523 proc., a aktywa o 8089 proc.
Dużo gorzej wypada analogiczna analiza w okresie 10-letnim. Uwzględnionych w nim spółek jest znacznie więcej, bo 82. Szybciej od gospodarki (PKB nominalnie wzrósł 69 proc.) rosły aktywa i przychody 52 proc. firm. Znaczące pogorszenie można tłumaczyć rosnącą konkurencją na rynku, ale też napływem słabszej jakości spółek na fali debiutów, które na GPW wyniosła hossa związana z wejściem Polski do Unii. Hossa zakończyła się w 2007 r., zostawiając na giełdzie spółki, które nie powinny się tam pojawiać. Do porównań 10-letnich weszła np. niemal cała energetyka. Testu PKB nie zdała sama GPW. Biorąc pod uwagę nadmiar kapitału zgromadzony przez spółkę, można zadać pytanie, po co giełda jest na parkiecie?
Najprężniej rozwijające się przedsiębiorstwa mogły w ostatnich latach unikać giełdy ze względu na coraz bardziej restrykcyjne przepisy. Wpływ na ich nieobecność na rynku publicznym mogły też mieć niskie stopy procentowe, dzięki czemu dostępne były inne źródła finansowania niż rynek publiczny.
Chwalenie się najbardziej spektakularnymi sukcesami spółek na rynku publicznym od lat sprowadza się do powtarzania tych samych nazw. Do których w drodze wyjątku dołączają takie firmy jak CD Projekt czy Dino.
Można się obawiać, że szukając kolejnych przykładów szybko rosnących krajowych przedsiębiorstw, częściej przeszukiwać będziemy bazy danych KRS, gdzie raporty roczne składać powinny wszystkie firmy, niż przeczesywać giełdowe tabele.
Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
Fot. materiały prasowe