Cel projektowanego unijnego prawa mającego chronić wolność środków przekazu nie budzi wątpliwości, trwa jednak spór o kształt konkretnych rozwiązań. Kontrowersje budzi m.in. przepis pozwalający dużym portalom blokować treści na podstawie ich regulaminów.

W Parlamencie Europejskim w najbliższy czwartek swoją opinię o projekcie europejskiego aktu o wolności mediów (EMFA) przyjmie Komisja Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów (IMCO). W lipcu ma to zrobić Komisja Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE), a po wakacjach Komisja Kultury i Edukacji (CULT).

Dyskusje o poprawkach regulacji mającej chronić pluralizm i niezależność środków przekazu będą się toczyły do ostatniej chwili.

– Projekt bez dwóch zdań ma bardzo silne podłoże polityczne. Jego źródeł należy szukać m.in. w zarzutach stawianych rządom Polski i Węgier o wykorzystywanie mediów i prasy do realizowania celów bieżącej polityki krajowej i zagranicznej – komentuje Wojciech Szymczak, radca prawny i partner w Kancelarii Prawnej Media.

Rada UE swój mandat negocjacyjny w tej sprawie zatwierdziła 21 czerwca br. Część zmian, jakie wprowadziła do projektu przedstawionego w ub.r. przez Komisję Europejską, zbulwersowała dziennikarzy. Inne – zadowoliły wydawców.

Kto rządzi w redakcji

– Stanowisko Rady jest trochę lepsze niż to, co na początku zaproponowała Komisja – ocenia Jacek Wojtaś, prawnik i koordynator ds. europejskich w Izbie Wydawców Prasy (jej członkiem jest też Infor PL, wydawca DGP).

Wydawcy mieli m.in. problem z zaprojektowanym przez KE art. 6 ust. 2, wraz z motywami 20 i 21.

– Według nich linię programową wydawca danego tytułu miał uzgadniać z redaktorami. To w stanowisku Rady UE poprawiono, stwierdzając, że ustalanie linii programowej i składu redakcji to prerogatywy wydawcy. Przy czym wydawca nie ingeruje w to, co dziennikarze piszą, pod warunkiem że pozostaje to w ramach linii programowej. Takie zapisy nam odpowiadają – mówi Jacek Wojtaś.

Kluczowy zapis KE o „zagwarantowaniu redaktorom swobody podejmowania indywidualnych decyzji redakcyjnych” Rada zmieniła na swobodę decyzji „w ramach ustalonej linii redakcyjnej” wydawcy. Krzysztof Bobiński z zarządu Towarzystwa Dziennikarskiego ocenia tę zmianę pozytywnie, jednak zastrzega, że walka o te zapisy rozegra się jeszcze w komisjach Parlamentu Europejskiego.

– Na przykład Francuzi chcą dopisać zakaz publikacji treści, które mogłyby narazić gazetę na sprawę o dyfamację. Uważamy, że to uprawnienie mogłoby być nadużywane – dodaje.

Obecnie, zgodnie z ustawą – Prawo prasowe (Dz.U. z 2018 r. poz. 1914), dziennikarz może odmówić wykonania polecenia służbowego, jeżeli oczekuje się od niego publikacji, która łamie zasady rzetelności, obiektywizmu i staranności zawodowej.

– Swoboda redakcyjna w Polsce jest zagwarantowana. Przygotowywanie materiałów do publikacji w prasie odbywa się w redakcji. O publikacji decyduje redaktor, a o całokształcie redakcji – redaktor naczelny. Wydawca nie ma w tym zakresie żadnych uprawnień. Przepisy prawa prasowego przyznają mu jedynie prawo do odmowy zamieszczenia ogłoszenia i reklamy, jeżeli ich treść lub forma jest sprzeczna z linią programową bądź charakterem publikacji, przy czym uprawnienie to posiada także redaktor – analizuje radca prawny Krzysztof Drozdowicz.

Podkreśla, że trudno się spodziewać, by EMFA miała uniezależnić redakcje od wydawców.

– To oczywiste, że redakcje funkcjonują dzięki wydawcom, którzy ponoszą nakłady i organizują powstawanie oraz kolportaż prasy. Wydawca powołuje i odwołuje redaktora naczelnego – wylicza. Wskazuje też, że zakazanie wydawcom jakiejkolwiek ingerencji w pracę redakcji musiałoby się wiązać z wyłączeniem lub ograniczeniem ich odpowiedzialności za publikowane w prasie treści.

– Wówczas w wielu przypadkach ochrona dóbr osobistych, zwłaszcza w aspekcie majątkowym, byłaby iluzoryczna – stwierdza Drozdowicz.

Widmo cenzury

Wydawców niepokoi również art. 17 projektowanego aktu.

– Mówi on, że duże portale mogą blokować bądź usuwać treści na podstawie swoich regulaminów i warunków korzystania – wyjaśnia Jacek Wojtaś.

Podobne uprawnienia daje platformom internetowym obowiązujący akt o usługach cyfrowych (DSA).

– W procesie przygotowywania rozporządzenia EMFA obiecywano nam zapis, który tę sytuację poprawi, zwiększając uprawnienia mediów. Tymczasem jedyne, co uzyskaliśmy, to obowiązek poinformowania wydawcy o zamiarze zablokowania, wraz z uzasadnieniem. Platformy mogą więc cenzurować treści, podając jako uzasadnienie, że wynika to z ich regulaminu – mówi Jacek Wojtaś. Jego zdaniem więc, zamiast poprawić sytuację, umocniono jeszcze zapisy DSA.

– Jedyną podstawą ewentualnego blokowania dostępu do treści powinny być przepisy prawa. W przeciwnym razie może być tak, że legalnych treści z wydań drukowanych nie będzie można – w wyniku zablokowania przez platformę – znaleźć w internecie, do którego coraz częściej przenoszą się czytelnicy – podkreśla Wojtaś.

Wojciech Szymczak zaznacza jednak, że poza ogólnymi zapisami DSA ta kwestia nie jest obecnie uregulowana.

– Z tego punktu widzenia jest to więc krok do przodu, który może być postrzegany jako ograniczenie swobody platform w decydowaniu o sposobie upubliczniania materiałów prasowych. Należy przy tym zastrzec, że przepis ten będzie dotyczył tylko „bardzo dużych platform internetowych”, definiowanych w DSA – wyjaśnia prawnik, który w sprawie EMFA doradzał Polskiej Izbie Komunikacji Elektronicznej (PIKE).

Ryzyko szpiegowania

Organizacje dziennikarskie i działające na rzecz praw obywatelskich podnoszą jeszcze jeden problem: rozszerzenie przez Radę UE katalogu przestępstw dopuszczających inwigilację dziennikarzy i redakcji (zakazaną w art. 4).

– Rada dopisała tyle przestępstw, że będzie bardzo łatwo podsłuchiwać dziennikarzy – mówi Krzysztof Bobiński.

Towarzystwo Dziennikarskie wraz z 60 innymi organizacjami apeluje o wycofanie się z tych zapisów.

– W poprzedniej wersji art. 4 nam się podobał, wyjątków od zakazu było niewiele i dotyczyły tylko poważnych przestępstw (np. terroryzmu – red.). Zmiany poszły więc w niedobrą stronę – zgadza się Jacek Wojtaś.

W jakim kierunku pójdzie stanowisko europarlamentu? Jak informuje Jacek Wojtaś, komisja IMCO przyjęła część argumentów wydawców, m.in. co do linii redakcyjnej. Komisja LIBE nie przyjęła żadnych. Decydujący głos ma jednak komisja kultury.

– Tam ciągle trwają rozmowy. Komisja przyjęła dużo naszych uwag, ale niestety pozostawiła regulowanie prasy w zakresie uprawnień europejskiej rady ds. wolności mediów – mówi przedstawiciel IWP.

Rada to nowy organ, który ma na poziomie UE regulować wszystkie media, w tym prasę.

– Prasa dotychczas była regulowana na poziomie krajowym. Co gorsza, wiele decyzji nowej rady miało być podejmowanych w konsultacji z Komisją Europejską, która organizowałaby też jej biuro – stwierdza ekspert IWP. Rada UE ograniczyła zaangażowanie KE do zapewnienia finansowania nowemu organowi, ale nie wykreśliła go z projektu, jak chcieli wydawcy. ©℗

ikona lupy />
Wysokie ryzyko dla wolności mediów / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe