statystyki

Król: O demokracji w Ameryce

autor: Marcin Król20.07.2015, 07:33

Tytuł felietonu ukradłem oczywiście Tocqueville’owi. Ale warto zastanowić się, jak działa demokracja nie tylko w Polsce, w Europie, gdzie narzekań nie brakuje, ale w Stanach Zjednoczonych. Wydawałoby się, że chociaż trochę lepiej. Ale rozważmy dwa przykłady.

Pierwszy to decyzja Sądu Najwyższego, która umożliwia wszelkie małżeństwa, jakich ludzie sobie życzą. Oczywiście, najbardziej uradowało to zwolenników małżeństw homoseksualnych i całą lewicę. Prezydent Obama zachwycony urządził nawet imprezę na tę cześć. Ale po kilku tygodniach nawet lewica zaczyna mieć wątpliwości. Nie co do tego, że należy prawnie zagwarantować małżeństwo wszystkim, którzy tego chcą, lecz co do tego, czy taka decyzja z racji znaczenia dla życia społecznego nie powinna przejść przez Kongres, jak wszystkie ustawy, a nie tylko zostać wprowadzona jakby tylnymi drzwiami przez Sąd Najwyższy? Pytanie nie jest błahe, bo władza sądownicza nie jest władzą ustawodawczą. A zatem potęga Sądu Najwyższego ma swoje wątpliwe aspekty. Przypominają się przy tej okazji rozmaite zachowania Sądu Najwyższego w przeszłości, na przykład to, że ustawy wprowadzone przez Roosevelta, a określane mianem New Dealu, cudem przeszły w Sądzie Najwyższym stosunkiem 5 do 4. Zaś kolejnego liczenia w oczywistej sytuacji na Florydzie podczas wyborów prezydenckich, które wygrał (a faktycznie przegrał) George W. Bush, Sąd Najwyższy jednak nie zarządził. A zatem czy to Sąd Najwyższy ma decydować o losach demokracji? Przecież trudno nawet sobie wyobrazić, co by było, gdyby nie było New Dealu.

Drugi przypadek to Donald Trump jako kandydat na prezydenta. Trump naturalnie na razie występuje jako republikanin, ale jeżeli republikanie go nie poprą, co przy jego reputacji i zdumiewająco nonsensownych wypowiedziach jest wielce prawdopodobne, już się bowiem szykuje do startu jako kandydat niezależny. Republikanie mają więc kłopot, bo jako niezależny kandydat może odciągnąć do 10 proc. republikańskich wyborców z południowych stanów, co oznaczałoby pewne zwycięstwo demokratki Hillary Clinton. A dlaczego Donald Trump jest szczególny, mimo że niezależni kandydaci już bywali? Bo ma niemal nieograniczone fundusze na kampanię i jako niezależny kandydat pobawi się na całego. I Clinton może wygrać dzięki temu – delikatnie mówiąc – mało wiarygodnemu politykowi.


Pozostało 61% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Komentarze (1)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie