Raport: Błędy dyżurnych ruchu główną przyczyną katastrofy kolejowej pod Szczekocinami

28.02.2013, 20:05; Aktualizacja: 28.02.2013, 20:30
Katastrofa kolejowa pod Szczekocinami

Katastrofa kolejowa pod Szczekocinamiźródło: Newspix
autor zdjęcia: Michal Legierski

Błędy dyżurnych ruchu były główną przyczyną katastrofy kolejowej pod Szczekocinami. Tak głosi raport, przygotowany przez Państwową Komisję Badania Wypadków Kolejowych. W zderzeniu dwóch pociągów 3 marca ubiegłego roku zginęło 16 osób, a 57 zostało rannych.

wróć do artykułu

Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:IAR
Polub Gazetaprawna.pl

Reklama

Komentarze (2)

  • śpijcie dalej(2013-03-01 14:10) Zgłoś naruszenie 00

    Co za zbieg okoliczności, cztery osoby i cztery pomyłki. a jednak dla mnie wygląda to bardziej na INSCENIZACJĘ czyli zwykłą maskirowke aby odwrócić uwagę społeczeństwa od klęski gospodarczej jaką zafundował nam tusk ze swoją bandą .

    Odpowiedz
  • Kazimierz(2013-03-01 13:44) Zgłoś naruszenie 00

    Kiedyś byłem dyżurnym ruchu oraz kontrolerem ruchu na PKP i w głowie mi się nie mieści aby świeżo wbudowane rozjazdy i urządzenia sterowania ruchem nie działały przez kilkanaście dni. Jak może dyżurny ruchu pracować jeżeli na pulpicie sterowniczym nie ma wskazań położenia rozjazdów bo nie działa kontrola nastawiania rozjazdów? Temu dyżurnego nie stworzono właściwych warunków pracy. Ręczne nastawianie rozjazdów przewiduje się tylko w sporadycznych przypadkach w razie awarii a nie może być to zjawisko powszechne! Ja nie bronię dyżurnych ruchu, bo jest to ich ewidentna wina, ale nasuwa mi się wiele pytań, na które trzeba wreszcie odpowiedzieć społeczeństwu. Tenże dyżurny był sam na posterunku, był wszystkim od sprzątaczki, poprzez telefonistki, czyściciela zwrotnic, informatorem itd. Miał wiele obowiązków natury papierkowej i jednocześnie każdorazowo musiał biegać do rozjazdów aby je ustawiać ręcznie przez tzw. korbowanie? Przecież te rozjazdy nie są od niego w odległości 5 metrów tylko dalej. Inna sprawa, to maszyniści z obu pociągów przejeżdżali obok semaforów na sygnały zastępcze, a pociąg Matejko wyjechał na sygnał zastępczy po torze niewłaściwym. Przecież powinien mieć na semaforze wskaźnik W24 bo te wskaźniki są instalowane na semaforach jeżeli są zorganizowane tego typu przebiegi pociągowe. Jeżeli takiego wskaźnika z różnych względów nie było to winien żądać od dyżurnego ruchu ze Starzyn rozkazu szczególnego "N", przynajmniej numer tego rozkazu. W przeciwnym wypadku nie wolno mu było ruszyć się nawet metr. Dyżurna ruchu ze Sprowy nie mogła dać sygnału zastępczego bez uprzedniego upewnienia się dlaczego semafor wygasł i czy szlak do Starzyn jest wolny. Jest to abecadło dyżurnych ruchu. Inna sprawa, to bylejakość na PKP, którą obserwuję niemal codziennie, choć już jestem na emeryturze kilkanaście lat to nadal mnie krew zalewa na okropny bałagan organizacyjny!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie