statystyki

Wybrańcy z losowania. System partyjno-parlamentarny ulega degeneracji

autor: Jan Cipiur07.03.2020, 17:30; Aktualizacja: 07.03.2020, 18:28
W Chile obywatele nie zgodzili się, by przygotowanie projektu spoczywało wyłącznie w rękach parlamentu

W Chile obywatele nie zgodzili się, by przygotowanie projektu spoczywało wyłącznie w rękach parlamentuźródło: PAP/EPA
autor zdjęcia: ELVIS GONZALEZ

W demokracji głosowania większościowe deformują wolę wyborców. Może czas je zastąpić ślepym losem?

P r z y wódcy protestów, które wybuchły w Chile pod koniec ubiegłego roku, zapoczątkowali poważną debatę nad zamianą obecnej konstytucji, wprowadzonej jeszcze przez dyktatora Augusto Pinocheta. 26 kwietnia tego roku obywatele zagłosują w referendum nad tym, czy rozpocząć pisanie nowej ustawy zasadniczej (jest niemal pewne, że większość powie „tak”) oraz kto i jak ma się tym zająć. Wiadomość ta sama w sobie nie mówi o niczym przełomowym – zmiany konstytucji nie są takie rzadkie. Wyróżnia się natomiast podejście Chilijczyków do demokracji i jej procedur. Obywatele nie zgodzili się, by przygotowanie projektu spoczywało wyłącznie w rękach parlamentu. Chcą aktywnie brać udział w tym procesie – a konkretnie ich przedstawiciele wybrani w niepartyjnej procedurze. Na stole są dwie propozycje dotyczące kształtu przyszłej konwencji konstytucyjnej: w jednym wariancie składałaby się ona z 86 parlamentarzystów i 86 obywateli, w drugim tworzyłoby ją 155 obywateli reprezentujących 28 dystryktów.

System partyjno-parlamentarny długo uchodził za szczyt politycznych dokonań ludzkości, ale coraz wyraźniej widać, jak ulega on degeneracji. Nieżyjący już politolog irlandzki Peter Mair w książce „Ruling the Void: The Hollowing-out of Western Democracy” (Rządy nad pustką: wydrążanie zachodniej demokracji) pisał, że skok przemysłowy przypadający na lata 60. i 70. XX wieku wiązał się ze schyłkiem tradycyjnej struktury klasowej i stopniową utratą przez partie legitymacji do reprezentowania klas oraz wielkich grup zawodowych (np. górników czy hutników). Upadek komunizmu dodatkowo ograniczył wybór polityczny. Ugrupowania zachodnie stały się w konsekwencji agencjami finansowanymi z pieniędzy państwowych i sterowanymi przez media lub „ekspertów politycznych”. Ponieważ nie było już masowej bazy, z której kiedyś wyłaniano liderów, w partiach wytworzyły się kliki przywódcze przypominające kartele i kasty.

Partie marnieją również dlatego, że profity z działalności politycznej stają się coraz skromniejsze. Pieniądze oraz władza są w biznesie i to tam lądują najlepsi. Polityka stała się opcją dla nielicznych pasjonatów oraz przede wszystkim – frustratów.

Demokracja liberalna, która zdominowała świat zachodni, w teorii była dla wszystkich, ale w praktyce zastrzeżona dla wybranych. Choć miliony zwykłych ludzi uzyskały prawa wyborcze, nie korzystały z nich po własnej myśli – rozwiązania, działania i schematy warte wyboru dyktowały autorytety. Kilka dekad temu rozpoczął się jednak proces emancypacji ludu. Coraz więcej wyborców bez wiedzy o świecie i jego mechanizmach korzysta ze swoich praw, sądząc, że są suwerenami. W rzeczywistości robią wyłącznie to, co suflują im telewizje, tabloidy i internet.


Pozostało jeszcze 80% treści

2 dostępy do wydania cyfrowego DGP w cenie
9,80 zł Za pierwszy miesiąc.
Oferta autoodnawialna
PRENUMERATA 2020

Reklama

Komentarze (1)

  • Bert(2020-03-08 19:23) Zgłoś naruszenie 00

    jeżeli głęboko zdemoralizowana jest 1/3 populacji jak w Polsce, to takie kreatury jak obecny marszałek senatu mogą sięgać po wysokie funkcje publiczne, a największą partią opozycyjną może być "spółdzielnia" z najwierniejszym elektoratem w zakładach karnych. Ale czy to znaczy, że trzeba zaraz tracić z tego powodu zdrowy rozsądek, nie, trzeba diagnozować co leży w interesie jednostki w korelacji z interesem społecznym i iść tą drogą po rozum do glowy

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie