W czekającym obecnie na drugie czytanie w ukraińskiej Radzie Najwyższej projekcie budżetu państwa na przyszły rok środki na funkcjonowanie mediów publicznych okrojono do kwoty ok. 1 mld hrywien, czyli 140 mln zł. To prawie o 20 mln zł mniej niż w 2019 r. dostanie z abonamentu radiowo-telewizyjnego Polskie Radio (bez stacji regionalnych, na które przypada drugie tyle). I ponad dwukrotnie mniej niż Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przeleje polskiej telewizji publicznej.

Ukraińskie prawo audiowizualne przewiduje finansowanie publicznego radia i telewizji z budżetu państwa. Co roku na ten cel powinno zostać przeznaczone 0,2 proc. sumy wydatków krajowych z roku poprzedniego. Kwota zaproponowana na przyszły rok jest 45 proc. poniżej poziomu ustawowego. Uchwalenie budżetu w takim kształcie może doprowadzić ukraińskie media publiczne na skraj bankructwa – alarmuje Rada Europy na swojej platformie internetowej promującej ochronę dziennikarstwa i bezpieczeństwo dziennikarzy. Redukcję środków na media przedstawiono tam w kontekście zagrożenia dla wolności słowa.

Czy jednak Ukraińcy rzeczywiście odczują ewentualny brak telewizji, która nie mieści się w czołówce krajowych mediów przyciągających największą widownię?

– Programy nadawcy publicznego zdecydowanie nie należą do najchętniej oglądanych na Ukrainie – przyznaje Tadeusz Iwański z Ośrodka Studiów Wschodnich. – W badaniach przeprowadzonych w zeszłym roku najpopularniejszy, pierwszy kanał telewizji publicznej zajął dopiero 12. miejsce. Po rewolucji godności media publiczne stały się jednak pluralistyczne, respektują wolność słowa i zasady demokracji i stanowią dziś ważną przeciwwagę dla telewizji należących do oligarchów – mówi Iwański. Te ostatnie dominują na ukraińskim rynku mediów. Mają większe budżety, więc stać je na emitowanie atrakcyjniejszych programów. A oligarchowie używają swoich telewizji do popierania polityków, z którymi są związani.

Życzenia polityków spełniały też w przeszłości media publiczne. To m.in. właśnie rządowe przekazy dnia lansowane na antenie budziły nieufność wielu widzów i przyczyniły się do spadku oglądalności. A niska widownia oznacza małe wpływy z reklam, co z kolei jeszcze silniej uzależnia nadawcę od hojności państwa.

Ukraińskie media publiczne w obecnym kształcie – kilkudziesięciu ka nałów radiowych i telewizyjnych zrzeszonych w jednej spółce – działają od początku ub.r. Większość stacji publicznych to programy obwodowe, odpowiednik polskich oddziałów regionalnych TVP3. Nawet gdyby finansowanie utrzymywało się na ustawowym poziomie – czyli ok. 1,8 mld hrywien, co odpowiada 250 mln zł – to nadal nie pozwalałoby szaleć z wydatkami. A w rzeczywistości środki są jeszcze skromniejsze. Już w tym roku budżet nadawcy publicznego nie wytrzymał wszystkich wydatków. Zamiast 1,5 mld hrywien, które wynikałyby z ustawy, otrzymał po kolejnych redukcjach około połowy tej sumy, tj. niespełna 800 mln hrywien. Nic więc dziwnego, że z powodu trudności finansowych nadawca publiczny, mający ok. 80 mln hrywien długu, musiał ograniczyć emisję analogową (jest droższa od satelitarnej) i prosić pracowników o skorzystanie z urlopu bezpłatnego.

Po prezentacji prowizorium budżetowego na przyszły rok kierownictwo ukraińskich mediów publicznych wystosowało apel do obywateli i międzynarodowych partnerów o protest. Zwróciło się też do rządu i parlamentarzystów o przestrzeganie zasad i zapewnienie środków funduszy do dalszego funkcjonowania.

W obronie publicznego radia i telewizji stanęła koalicja ukraińskich organizacji pozarządowych – Reanimacyjny Pakiet Reform (RPR). Według organizacji redukcja budżetu mediów jest „nie tylko bezpośrednim atakiem na niezależną politykę redakcyjną nadawcy publicznego, ale także poważnym zagrożeniem dla jego istnienia”. Wezwała ona ukraińską Radę Najwyższą, by wykazała „odpowiedzialne podejście i zdolność do podejmowania postępowych decyzji, które umożliwią rozwój Ukrainy na dziesięciolecia”, a w szczególności do zapewnienia finansowania mediów publicznych w wysokości przewidzianej przez ustawę audiowizualną. RPR argumentuje, że zapewnienie publicznemu radiu i telewizji minimalnego bezpieczeństwa finansowego pozwoli im na „bezstronne, wysokiej jakości relacje z wydarzeń społeczno-politycznych, w tym kampanii wyborczych”.

Przedstawiciele organizacji pozarządowych podkreślają przy tym, że media publiczne, funkcjonując w obecnej strukturze, zdołały się zreformować mimo trudnych warunków ekonomicznych. Ich budynki są zaniedbane, technologia przestarzała, a wynagrodzenia pracowników niskie.

– Dla żadnego polityka wolne media nie są priorytetem, a już szczególnie na Ukrainie politycy nie patrzą przychylnie na nadawcę, którego im trudno kontrolować – podsumowuje Tadeusz Iwański. – W sytuacji gdy trzeba ograniczać deficyt budżetowy, ścięto więc wydatki na media. Prowizorium budżetowe jest jednak dopiero po pierwszym czytaniu w parlamencie, więc wszystko jeszcze może się zmienić. W obronie nadawcy publicznego stają społeczeństwo obywatelskie, organizacje pozarządowe, zachodni donorzy i organizacje międzynarodowe. Za ich utrzymaniem przemawia też to, że wolność słowa jest ważnym kryterium z punktu widzenia Unii Europejskiej.