statystyki

Ofiara własnych sukcesów: Jak carska Rosja zawaliła się pod własnym ciężarem

autor: Andrzej Krajewski24.02.2017, 18:30
Rewolucja rosyjska, 26 lutego 2017 roku, Petersburg Pogrzeb 182 osób zabitych przez carską policję.

Rewolucja rosyjska, 26 lutego 2017 roku, Petersburg Pogrzeb 182 osób zabitych przez carską policję.źródło: ShutterStock

Dla Rosji największe problemy zaczynają się wtedy, kiedy szybko rośnie jej potęga. Bo wówczas łatwo zapomina, że siłę należy mierzyć na zamiary.

Rosja toczy swoją wojnę z Zachodem coraz zacieklej – i coraz mocniej krwawi.

Przyjęty przez Dumę budżet na lata 2017–2019 gazeta „RBK” określiła mianem historycznego. „Rosja po raz pierwszy w erze Putina, od 2000 r., zredukowała wydatki rządowe w ujęciu nominalnym” – podkreślono w komentarzu. Kreml nie miał innego wyjścia: w tym roku wpływy budżetowe wyniosą ok. 13,5 bln rubli, to o bilion mniej niż w rekordowym 2014 r. Co gorsza, nic nie zapowiada radykalnego wzrostu ceny ropy i gazu ziemnego w nadchodzącej przyszłości. Rosjanie muszą więc zacisnąć pasa.

Ten proces zresztą trwa już od dawna. W ciągu ostatnich dwóch lat obcięto wydatki na sferę socjalną, emerytury, oświatę czy służbę zdrowia. Choć społeczeństwo biednieje, to rządowe wydatki na zbrojenia nieustannie rosną. W latach 2011–2015 Kreml podwoił środki przeznaczone na rozbudowę armii – z 1,52 bln rubli do 3,8 bln. Rok temu były to już 4 bln, co oznacza, iż niemal co trzeci rubel zapłacony przez podatników idzie na wojsko. Na dokładkę mocarstwowa polityka jest droga. Interwencje na Ukrainie i w Syrii z pewnością mocno obciążają budżet, podobnie jak międzynarodowe sankcje nałożone na Rosję po zajęciu Krymu. Do tego dochodzą wydatki na podsycanie wszelkich tendencji odśrodkowych w Europie, a spór z USA może kosztować coraz więcej, bo nie musi zostać wygaszony przez Donalda Trumpa.

Choć kraj doświadcza zadyszki, to dopóki Putin trzyma Rosję żelazną ręką, jest ona bardzo groźna. Ale każdy car się starzeje, słabnie i w końcu odchodzi. Kiedy zaś na Kremlu zabraknie mocnego władcy, imperium nieuchronnie wchodzi w okres Wielkiej Smuty.

Idzie wiosna

Sto lat temu nawet „generał mróz” uparł się, żeby zaszkodzić carowi. Rok 1917 zaczął się w Petersburgu – przemianowanym na Piotrogród (pierwotna nazwa brzmiała zbyt niemiecko) – wyjątkowo mroźnie. Chłody trwały na tyle długo, że w mieście zaczęły się kłopoty z zaopatrzeniem w żywność. Aż 20 lutego (według kalendarza juliańskiego) rozeszła się plotka, że wkrótce zabraknie chleba i władze wprowadzą jego racjonowanie. Petersburżanie rzucili się do sklepów, by zrobić zapasy, a w kolejkach dochodziło do bójek. Po kilku dniach faktycznie chleba zabrakło – ale nie z powodu braku mąki, lecz opału dla piekarń.

Ten stan rzeczy nie zaprzątał uwagi cara. Wprawdzie Mikołaj II rządził już ponad dwie dekady, lecz nigdy nie nauczył się rozpoznawać, co jest naprawdę ważne. Zamiast nadzorować rozwiązanie palących problemów w stolicy, postanowił wyjechać do Mohylewa, gdzie rezydował sztab generalny. Car chciał osobiście uczestniczyć w tworzeniu planów wiosennej ofensywy przeciwko państwom centralnym, choć już wielokrotnie udowodnił, że nie ma pojęcia o prowadzeniu wielkich operacji militarnych. Pilnowanie porządku w Piotrogrodzie zostawił na głowie niespecjalnie błyskotliwego ministra wojny gen. Michaiła Bielajewa.


Pozostało jeszcze 85% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie