statystyki

Brexit w Wielkiej Brytanii to gorący polityczny kartofel

autor: Jakub Kapiszewski22.06.2016, 07:38; Aktualizacja: 22.06.2016, 12:35
Brexit

Kwestia europejska nabrzmiewała w brytyjskiej debacie od latźródło: ShutterStock

Cameron miał nadzieję, że będzie tak jak z plebiscytem w Szkocji – wygrają zwolennicy jedności, a wewnętrzny spór zostanie wygaszony.

Trudno powiedzieć, czy premier Wielkiej Brytanii żałuje swojej decyzji o zorganizowaniu referendum w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Z pewnością podejrzewał, że obudzi ono demony, ale nie mógł przewidzieć, że zamieni się w walkę o przywództwo w Partii Konserwatywnej. Prawdopodobnie nie przeczuwał też, że debata nad zaletami i wadami członkostwa zamieni się w dyskusję na temat migracji.

W pewnym sensie Wielka Brytania stała się laboratorium dla trendu, który pod wpływem kryzysu migracyjnego przybrał na sile w całej Unii Europejskiej. Z obawy przed utratą głosów na rzecz skrajnych ugrupowań partie głównego nurtu przejmują część ich postulatów, aby wybić z ręki argumenty dotychczas mało znaczącym, ale przybierającym na sile konkurentom politycznym. Tak się stało w Austrii, gdzie początkowo przychylni polityce otwartych drzwi politycy środka wystraszyli się wzbierającej w sondażach Wolnościowej Partii Austrii i kilka miesięcy temu postanowili na własną rękę zaradzić kryzysowi migracyjnemu, ograniczając dzienną liczbę przyjęć migrantów.

Podobny mechanizm zadziałał również przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi w Wielkiej Brytanii, kiedy torysi zaczęli się obawiać, że ich eurosceptyczni wyborcy odpłyną do Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP). David Cameron obiecał więc, że jeśli wygra wybory w 2015 r., podejmie się organizacji takiego referendum, możliwie po renegocjacji warunków członkostwa Wielkiej Brytanii z Brukselą. W ten sposób wytrącał liderowi UKIP Nigelowi Farage’owi z ręki argument, że nic nie robi w kwestii unormowania stosunków z Europą, a jednocześnie wysyłał sygnał w stronę eurosceptyków we własnej partii, że rozumie ich obawy i zastrzeżenia.

– Najwyższa pora, aby rozstrzygnąć kwestię europejską w brytyjskiej polityce – powiedział premier, ogłaszając zamiar przeprowadzenia referendum w styczniu 2013 r. Miesiąc później, podczas przemówienia dla brytyjskiego think tanku Chatham House, wtórował mu były premier John Major. – Kwestia relacji z Europą zatruwała brytyjską politykę zbyt długo, odwracała uwagę parlamentu od innych spraw, a także prawie zniszczyła Partię Konserwatywną. Pora ją rozstrzygnąć – mówił. Rozstrzygnięcie za pomocą referendum wydaje się idealnym sposobem poradzenia sobie z niewygodnym problemem politycznym. Zdejmuje z polityka odpowiedzialność za podjęcie ważnej decyzji, a jednocześnie pozwala zwrócić się bezpośrednio do społeczeństwa, co stanowi piękny element demokratycznej tradycji. Dodatkowo brytyjski premier mógł utrzymywać wobec europejskich partnerów, że nie jest aż takim eurosceptykiem, a odpowiada tylko na społeczne zapotrzebowanie.


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie