Wystąpienie z Unii nie rozwiąże całkowicie wszystkich brytyjskich problemów, a jego koszty mogą być wyższe niż zyski. I dla Europy, i dla Wysp. Pytanie, na ile wiarygodnie należy traktować wszystkie te szczegółowe wyliczenia
Reklama
Z punktu widzenia Polski, Unii Europejskiej i gospodarki światowej Brexit byłby wydarzeniem jednoznacznie negatywnym. Skoro jednak według sondaży mniej więcej połowa Brytyjczyków zamierza głosować za wystąpieniem swojego kraju z UE – i to wbrew opiniom większości ekonomistów ostrzegających przed spowolnieniem gospodarczym lub nawet recesją – to musi ono mieć jakieś pozytywne skutki. Tym bardziej że wyjście z UE popierają nie tylko wyborcy eurosceptycznej Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), ale także część poważnych polityków, przedsiębiorców czy gazet.
Dla sporej grupy zwolenników Brexitu najważniejszym argumentem jest ograniczenie imigracji. Rządowi Davida Camerona nie udaje się dotrzymać obietnicy sprowadzenia salda migracji poniżej poziomu stu tysięcy osób rocznie – w ostatnich latach przekracza ono 300 tys., z czego połowa to przybysze z państw Unii, a druga połowa – z innych państw. W Wielkiej Brytanii mieszkają obecnie trzy miliony obywateli innych państw UE, z czego największą grupę – ok. 800 tysięcy – stanowią Polacy. Zwolennicy Brexitu argumentują, że wskutek nadmiernego napływu imigrantów służby publiczne (system opieki zdrowotnej, szkoły itp.) są niewydolne, a przybysze – głównie z krajów znacznie uboższych niż Wielka Brytania – zaniżają poziom płac. Ze względu na to, iż swobodny przepływ osób jest jednym z fundamentów UE, dopóki Wielka Brytania w niej pozostaje, nie ma realnej możliwości na zablokowanie wewnątrzunijnych migracji i uzgodniony w ramach renegocjacji tzw. hamulec bezpieczeństwa wiele nie pomoże. Ci, którzy chcą pozostać w Unii, odpowiadają, że imigracja jest w ogólnym rozrachunku korzystna dla brytyjskiej gospodarki, bo przyjezdni więcej płacą podatków do budżetu, niż pobierają z niego świadczeń, a Brexit nie jest rozwiązaniem, bo Wielka Brytania i tak musi zaakceptować swobodny przepływ ludzi, jeśli będzie chciała mieć dostęp do unijnego wolnego rynku. Jakkolwiek ten ostatni argument jest prawdziwy, a Unia nie będzie miała żadnego interesu w tym, by po Brexicie iść Brytyjczykom na rękę, to wyjście z niej zapewne zmniejszy napływ imigrantów. Po pierwsze, Londyn będzie miał większą swobodę w ograniczaniu dostępu do świadczeń socjalnych niż teraz, gdy de facto musi na to uzyskiwać zgodę Brukseli. Po drugie, wyjście z Unii stanie się też wyraźnym sygnałem, że imigranci nie są mile widzialni, co trochę może zniechęcać potencjalnych przybyszów.
Brexitowcy podkreślają, że członkostwo w Unii kosztuje miliardy funtów rocznie w ramach składki członkowskiej, więc wyjście z niej oznacza realne oszczędności. Faktycznie, od momentu wejścia do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w 1973 r. nie było ani jednego roku, w którym Londyn nie byłby płatnikiem netto. Według wstępnych danych za 2015 r. koszt brytyjskiej składki do unijnego budżetu wyniósł 17,8 mld funtów, ale od tej liczby trzeba odjąć 4,9 mld rabatu, który w 1984 r. wynegocjowała Margaret Thatcher, 4,4 mld wraca do Wielkiej Brytanii w ramach subsydiów rolnych i innych unijnych programów, a kolejne 1,4 mld UE przekazuje brytyjskiemu sektorowi prywatnemu (np. uniwersytetom). Nie zmienia to faktu, że Brytyjczycy do członkostwa w Unii dokładają co najmniej 7,1 mld funtów rocznie (w poprzednich latach było to nawet więcej), czyli 136 mln funtów tygodniowo. Nie znaczy to jednak, iż wychodząc z Unii Brytyjczycy zachowaliby całość tej kwoty. Szwajcaria czy Norwegia, które nie należą do UE, też płacą składkę w zamian za dostęp do wolnego rynku unijnego i tak samo byłoby w przypadku Wielkiej Brytanii. Jej kwota zależałaby od wyniku negocjacji w sprawie przyszłych relacji, choć z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że byłaby ona mniejsza niż obecnie, zatem jakaś oszczędność finansowa faktycznie by się pojawiła. Kontrargumentem zwolenników pozostania jest to, iż ogólne korzyści gospodarcze z członkostwa w UE są zdecydowanie większe niż wartość brytyjskiej składki.
Dalej – wyjście z Unii Europejskiej oznacza według jego zwolenników uwolnienie się od nadmiernych regulacji narzucanych przez Brukselę, które hamują brytyjski biznes. Co do tego, że drobiazgowe unijne przepisy są obciążeniem, zgadzają się zarówno zwolennicy i przeciwnicy Brexitu. Jak wyliczył think tank Open Europe, koszt stu najbardziej uciążliwych dla brytyjskiej gospodarki unijnych regulacji wynosi 33,3 mld funtów rocznie. To równowartość prawie 15 proc. całego brytyjskiego eksportu do UE. Warto też zauważyć, że handlem z Unią zajmuje się niewielka część, bo tylko ok. 300 tys. spośród 5,4 mln brytyjskich przedsiębiorstw. Problem w tym, że wyjście z Unii to nie panaceum na biurokrację. Według tej samej analizy Open Europe gdyby Wielka Brytania po Brexicie miała status podobny do Norwegii, czyli należała do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, to 93 z tych 100 uciążliwych regulacji nadal musiałoby pozostać, a ich koszt zmniejszyłby się zaledwie do 31,4 mld funtów. Niemniej, zwłaszcza z punktu widzenia małych i średnich przedsiębiorstw, ograniczenie biurokracji byłoby korzystne. Nie jest przypadkiem to, że o ile wśród szefów wielkich firm zdecydowaną przewagę mają zwolennicy członkostwa w Unii, to wśród małych i średnich poparcie dla wyjścia i pozostania jest zbliżone.
Brexit może oznaczać wprowadzenie ceł i innych barier w handlu z Unią Europejską (choć to zależy od wyniku negocjacji w sprawie warunków wystąpienia), a tym samym spadek obrotów i wzrost cen. Jego zwolennicy argumentują, iż do tego nie dojdzie, bo żadnej ze stron się nie opłaca, by ograniczać handel, poza tym większość brytyjskiego eksportu – 55 proc. – trafia poza Unię, na dodatek to w handlu z tymi państwami Londyn ma nadwyżkę (28 mld funtów), podczas gdy z unijnymi deficyt (61 mld funtów). Wychodząc z Unii, Londyn zyskałby możliwość samodzielnego negocjowania umów o wolnym handlu z kimkolwiek zechce, co w przypadku bloku 28 państw jest bardziej skomplikowane i długotrwałe. Z drugiej strony, 500-milionowa Unia jest atrakcyjniejszym partnerem niż 65-milionowa Wielka Brytania, zatem w negocjacjach Londyn nie mógłby liczyć na priorytetowe traktowanie.
Wreszcie – sprawa suwerenności kraju. Wielu Brytyjczyków, nie tylko zwolenników wyjścia z UE, uważa, że stopień przekazywania kompetencji w ręce niewybieralnych urzędników z Brukseli poszedł zbyt daleko i Wielka Brytania ma niewielki wpływ na prawa, które musi przyjmować. To, jaka część obowiązującego prawa pochodzi z Brukseli, jest kwestią dyskusyjną – zwolennicy pozostania w Unii twierdzą, że tylko 13 proc., przeciwnicy – że aż 65 proc. Ale podobnie jak w przypadku innych spraw, nie jest tak, że wychodząc z Unii, Wielka Brytania będzie kompletnie niezależna, bo chcąc ułożyć sobie stosunki z nią, będzie musiała część swoich praw dostosowywać, na dodatek – co podkreślają zwolennicy członkostwa – mając znacznie mniejszy wpływ na sytuację, niż będąc wewnątrz.
Czy zatem Brexit – nie rozwiązując żadnego problemu w całości, a co najwyżej połowicznie – jest opłacalny? Większość ekonomistów ma co do tego wątpliwości i uważa, że koszty są wyższe niż korzyści. Wielkość tych kosztów zależałaby przede wszystkim od nowego modelu relacji wynegocjowanego po Brexicie – czy Wielka Brytania stałaby się członkiem Europejskiego Obszaru Gospodarczego jak Norwegia, czy zawarłaby z Unią dwustronną umowę o wolnym handlu, czy też handel odbywałby się na ogólnych zasadach. Według wyliczeń ministerstwa finansów w tych trzech scenariuszach brytyjski PKB byłby mniejszy do 2030 r. o odpowiednio 3,8 proc., 6,2 proc. i 7,5 proc. w stosunku do scenariusza pozostania w UE. O podobnych wartościach mówi analiza OECD. Ale są też bardziej pesymistyczne – według działającego w London School of Economics Centrum Działań Ekonomicznych (CEP) w najgorszym scenariuszu brytyjska gospodarka byłaby do 2030 r. aż o 9,5 proc. mniejsza, niż gdyby w Unii została. Z drugiej strony – ci ekonomiści, którzy są zwolennikami Brexitu, wyliczają, że na wyjściu z Unii brytyjska gospodarka może zyskać w ciągu najbliższych 10 lat dodatkowe 4 proc. PKB i nawet nie jest potrzebna do tego umowa z nią o wolnym handlu. Pozostaje jedynie pytanie, czy jakiekolwiek tego typu szczegółowe wyliczania można w ogóle traktować jako wiarygodne.
Członkostwo w Unii kosztuje Londyn miliardy funtów rocznie

Pobierz raport Forsal.pl: Brexit vs Twoja firma. Stracisz czy zyskasz >>>